Menu:
- Strona główna
- Znajdź na mapie
- Znajdź wg tagów
- Weterynarze 24h
- Czipowanie zwierząt
- Hotele dla zwierząt
- Dodaj/Aktualizuj lecznicę
Dzielnice:
- Weterynarz Bemowo
- Weterynarz Białołęka
- Weterynarz Bielany
- Weterynarz Mokotów
- Weterynarz Ochota
- Weterynarz Praga
- Weterynarz Śródmieście
- Weterynarz Targówek
- Weterynarz Ursus
- Weterynarz Ursynów
- Weterynarz Wawer
- Weterynarz Wesoła
- Weterynarz Wilanów
- Weterynarz Włochy
- Weterynarz Wola
- Weterynarz Żoliborz
Popularne lokalizacje:
- Weterynarz Tarchomin
- Weterynarz Kabaty
- Weterynarz Chomiczówka
- Weterynarz Gocław
- Weterynarz Radość
- Weterynarz Anin
- Weterynarz Stegny
- Weterynarz Sadyba
- Weterynarz Wesoła
Polecane:
Weterynarz - Bemowo:
Klinika Weterynaryjna Bemowo
Warszawa, Powstańców Śląskich 101
tel. 022 638 39 14
Tagi lecznicy: 24h Wrocławska Nowe Bemowo
Zobacz na mapie:
Opinie o lecznicy:
Wszystkie zamieszczone opinie pochodzą od użytkowników serwisu. Serwis Weterynarze.waw.pl nie ponosi
odpowiedzialności za treść opinii. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego
tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną
karolina
22:34:24 - 18 lutego 2008 #
Ta umieralnie powinno sie nattychmiast zlikwidowac. Szczegolnie 'szpital', ktory jest w oplakanym stanie. Zwierzeta leza w bolu. Cierpia. Sama widzialam jak odwiedzilam mojego pieska, ktory z peknieta czaszka, zlamana lapka, lezal bez srodkow przeciwbolowych. Sunia meczyla sie tam 16h a szanowni lekarze nie raczyli zadzwonic i poinfomowac, ze oni nie radza sobie z psem w takim stanie i ie wiedza co teraz robic. Dopiero sie przyznali jak tam pojechalam i zrobilam awanture. Na SGGW powiedzieli, ze jeszcze troche a piesek zmarlby z wycienczenia. Nie polecam, wrecz odradzam. To sa pseudo-fachowcy, ktorzy jedynie wiedza jak zrobic kase!!!
Dorota
22:34:24 - 21 lutego 2008 #
Ja mam jak najlepszą opinię. Ze szpitala nie korzystałam ( szpital jest zadaje sie po remocie) ale 100% polecenia dla przychodni. Poznałam tam conajmniej 2 cudnych lekarzy!!!!!!!
niepolecam
22:41:34 - 21 maja 2008 #
ja tez zupelnie nie polecam kilka lat temu bylem tam ostatni raz z psem niestety byl to dla niego ostatni raz
sebastian
08:57:56 - 28 lipca 2008 #
Przychodnia raczej kiepska lub nawet b. kiepska. Lekarze za wszelką cenę próbuja przyciąć jak najwięcej kasy bezpodstawnie.
Mila
12:35:49 - 20 października 2008 #
Moje doświadczenia z tą lecznicą są jak najbardziej dobre. Przywiozłam tam w niedzielę ok 23.00 kotka po wypadku. Miał skręconą nogę i uszkoszone jelito. Spotkałam się z pełnym zrozumieniem i natychmiastową pomocą. Praktycznie od razu po przywiezieniu zwierzaka przeniesiono go na salę operacyjną. Przemiła pani doktor powiedziała, jakie są jego szanse. Rachunek za pobyt i leczenie kotka nie był wygórowany. Mój zwierzak zawdzięcza życie lekarzom z Bemowa.
MS
10:52:45 - 30 listopada 2008 #
Stanowczo nie polecam. Od kilku miesięcy leczę tam psa i jest coraz gorzej. Stosują doraźne środki bez zbadania przyczyny choroby. Moje sugestie by zrobić badania pominięto milczeniem. Tylko zastrzyki i nic więcej.Gdy zwróciłam uwagę, że psu coś rośnie na boku, stwierdzono, że to tłuszczyk. Po paru tygodniach urósł guz, a ja gorączkowo szukam innego dobrego weterynarza. To się nazywa wyciąganie kasy i olewanie zdrowia zwierząt. Moja noga juz tam nie postanie !!
Za i przeciw
23:42:04 - 14 grudnia 2008 #
Przez pare ladnych tygodni mialem stycznosc z ta lecznica. Od gabinetu zabiegowego i pierwszej pomocy, przez sale operacyjna, az w koncu po szpital. Poznalem chyba wszystkich lekarzy ktorzy tam przyjmuja i powiem tak: wiekszosc starszego pokolenia personelu wyciaga pieniadze i nie bardzo potrafi rozpoznac co dolega zwierzeciu, natomiast mlodsi lekarze naprawde przejmuja sie tym co robia. Interpretuja badania i wybieraja dobre leki. Nie znam sie na medycynie, ale wiem co pomagalo mojemu zwierzakowi i jaki stosunek mial moj pupil do poszczegolnych lekarzy. Chirurdzy dobrze wykonali zabieg, a szpital (poza godzinami totalnego szczytu kiedy w odwiedziny przychodzilo po 10 osob na raz) bardzo dobrze opiekowal sie moim psem.
Na koniec dam 2 rady, wystrzegajcie sie brodatych, a trzymajcie sie blisko raju :)
kali
18:55:08 - 27 grudnia 2008 #
bylam tam raz ze swoja kicia na rtg i usg.
USG - swietny fachowiec. dokladnie mowil co robi i co widzi.
mial chwile by oprocz opisu, przelozyc mi to na jezyk zrozumialy dla mnie.
RTG - tez w porzadku. nie czulam sie tam jak zlo konieczne.
Barbara
13:41:20 - 28 stycznia 2009 #
Fatalne miejsce. Przyniosłam bezdomnego chorego kota. Zostawiłam w szpitalu w piątek,wpłaciłam 100 zł zadatku. W sobotę powiedziano mi, że kot jest zdrowy, w niedzielę stwierdzono panleukopemie. Poprosiłam o uśpienie, zostawiłam telefon. To była niedziela. W pon zadzwoniłam zapytać ile mam dopłacić. Kota jeszcze nie uśpiono, bo nie podpisałam zgody, a nie mieli mojego telefonu (zostawiałam). Na moje błaganie, że by go uśpić, żeby nie cierpiał pani wyraziła zgodę. Następnego dnia przyjechałam uregulować płatności. Zażądano 486 zł. Powidziałam, że już 100 zł wpłaciłam. Pani weterynarz jeszcze raz policzyła i wyszło, że mam zapłacić 589, więc 489 do wpłacenia. Ciekawe jakim cudem. Cztery dni w tym potwornym szpitalu to 100 zł. Badania i uśpienie kosztował? 500 zł?
ODRADZAM WSZYSTKIM KORZYSTANIA Z TEJ KLINIKI
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=90250176&v=2&s=0
Dorota
21:26:36 - 12 kwietnia 2009 #
Moje doswiatczenia z ta lecznica sa mila obsluga szybko i sprawnie zajeli sie pieskiem w przeciwienstwie do innej kliniki ktora odwiedzalismy przez pol roku jak najbardziej 100% zadowolenia z mojej strony:) polecam
paulina
16:08:04 - 11 sierpnia 2009 #
sama nie wiem...bylam tam tylko na RTG..mila pani robila,ale jaki stosunek do zwierzat to nie wiem,bo pies byl pod narkoza.po wybudzeniu suczka miala czas na dojscie do siebie,nikt mi nie kazal spadac.jedna mloda mila lekarka,ktora zgarnelam z korytarza pomogla mi ja podniesc (suczka kulala i taka otepiala nie mogla wstac po glupim jasku).poszlam zaplacic i po powrocie do domu konsultowalam zdjecia z lekarka,ktora powiedziala ze nie ma opisu,ktore nawet przy stanie idealnym powinno byc dokladnie opisane.zadzwonilam wiec i powiedziano mi ,ze to jedno zdanie pod rachunkiem to wlasnie opis (bez zmian stawy).po wiycie u specjalisty okazalo sie,ze to jedno zdanie jest bledne i tak do konca bez zmian to nie jest. w efekcie zaplacilam kase za zdjecie z opisem,czyli kilkoma wyrazami i do tego merytorycznie nietrafnymi w swej tresci...coz...
Mirek
20:09:26 - 28 sierpnia 2009 #
Stary numer z tymi 100 zł. Ja też jak głupi zapłaciłem na początku 100 i zostawiłem kota w szpitalu. Puźniej kazali mi zapłacić prawie 700 zł za trzymanie kota w szpitalu przez tydzień. Jeden dzień opieki kosztował 100 zł. Ale nie to jest najważniejsze, nigdy nie doliczyłem się na 100% czy odliczyli mi tą 100 od rachunku czy nie. Na moją proźbę o szczegółowy rachunek nigdy go niewystawili. I zainfekowali mojego kota tak że miał gigantyczneg ropnia ( prawie wielkości dłoni). Prawdopodobnie od niezmienianych igieł.
Kasia
21:10:06 - 09 października 2009 #
Jeśli chodzi o rtg małych zwierzątek to polecam, zdjęcia bardzo dobre, leczyć zwierzaków nie miałam okazji. Przyjechałam tam kilka razy na nocny dyżur ratować mojego duszącego się szczurka, fakt - pomogli i to natychmiast (za co duży plus), ale zawsze wiedziałam co zwierzakowi dolega.. Zresztą lekarz sam przyznał, że na gryzoniach to się nie zna i chwała mu za to, że przynajmniej nie udawał znawcy.
xesia
21:14:47 - 06 grudnia 2009 #
mam bardzo mieszane uczucia,ze skłonnością do negatywnych;
mam kota chorego na wątrobę,jest niby leczony na to;poprawa wyników badań jest,ale kot nadal wizualnie nie przypomina zdrowiejącego...płacę ciężkie pieniądze za kroplówki a nikt nie jest w stanie powiedzieć czy wydobrzeje czy nie;po tygodniu leczenia stwierdzili,że "przydałoby się"zrobić USG...nie umieją poradzić sobie z problemem nie jedzącego zwierzaka;chyba w ogóle nie ogarniają tematu KOTÓW...mam wrażenie,że idą na ilość nie na jakość...
Zuza
15:43:44 - 22 grudnia 2009 #
Mogę wystawić tylko b. dobrą ocenę lekarzom i pielęgniarzom, z którymi zetknęłam sę w tej klinice!!! Leczyłam tam dwa psy, każdy z czymś innym o każdej porze dnia i nocy(środek nocy dokładnie)byłam zawsze fachowo obsłużona przez lekarzy różnej płci, wieku i z brodą i bez... Nie spotkałam się też ani razu z wyciąganiem pieniędzy i zawsze byłam dokładnie informowana jakie koszty i za co poniosę! Na wiele zabiegów mogłam również umówić się wczesniej telefonicznie, co bardzo oszczędziło mój czas i niepokój zwierzaków. Po róznych przygodach w tak zwanych "lecznicach", które znajdują się nieopodal mojego miejsca zamieszkania wolę wsiąść w samochód, pogrzać kilkanaście kilometrów i znaleźc opiekę fachowców!
Kasia
17:08:14 - 10 lutego 2010 #
ostrzegam przed doktor Anitą Wróblewską. Podała dwa razy mojemu umierającemu na nerki kotu steryd, nie informując mnie o tym. Jest to bardzo poważny błąd w sztuce. Dr Wróblewska świetnie wiedziała, że nerki kota są w fatalnym stanie. Miałam ochotę później się jej zapytać, czemu chciała mi zabić kota. Kot cudem przeżył, na szczęście uratowałam go u innego weterynarza. OSTRZEGAM: W Klinice na Bemowie mają zwyczaj leczyć zwierzaki sterydami przy najmniejszych dolegliwościach. LECZENIE KOTÓW STERYDAMI JEST SZALENIE NIEBEZPIECZNE. Może w krótkim czasie całkowicie zniszczyć kotu nerki. Stanowczo przestrzegam wszystkich właścieli kotów przed tego typu terapią. Na Bemowie dr Wróblewska leczy zwierzaki sterydami, nie informując o tym właściciela.
Monika
00:50:49 - 18 lutego 2010 #
Anitko i Tomasz pozdrawiam Was...naj naj lepszych weteryniarzy ;) odezwijcie się do mnie...andaluzja0@op.pl
Anna
11:37:57 - 28 lutego 2010 #
Z całą odpowiedzialnością polecam to miejsce. Leczyłam tam 3 koty i pasa. Za każdym razem zwierzę było operowane (amputacja łapki, wycięcie macicy, składanie łapki po złamaniu oraz ostatnio operacja pieska - usunięcie nowotworu sutka). Za każdym razem spotykam się z fachowcami (dr Krajweski i Dr Persona), cudowne pielęgniarki w szpitalu. Moja kotka, która leżała tam ok 2 tygodni nie chciała jeść, ponieważ kicia zawsze zjada jak się ją głaszcze i do niej "grucha" powiedziałam o tym lekarzom i następnego dnia jak ją odwiedzałam w szpitalu zastałam LEKARZA i pielęgniarkę "gruchających" do mojej kici żeby zjadła posiłek hahaha. To prawda, że leczenie zwierząt jest drogie, ale odpowiedzialny właściciel ubezpiecza sowje zwierzęta i problem rozwiązany. Oddając zwierzę do tej kliniki wiem, że oddaję je pod opiekę osobom kochającym zwierzęta i ufam wiedzy lekarzy, którzy tam pracują. Nie spotkałam się z brakiem profesjonalizmu i naciągania. A wszystkim tym co "wiedzą lepiej" radzę zastanowić się nad sobą. Polecam to miejsce wszystkim którzy mają chore zwierzątko.
Kasia
23:03:44 - 29 marca 2010 #
Od samego początku odradzano mi to miejsce, i sama odradzam. Ceny z kosmosu!!!!! Rhinoskopia 300zł za co u innego weta dałam 150, to kopalnia kasy!!! A lekarz (taki starszy) w ogóle nie zbadał zwierzaka, popatrzył i chciał dac zastrzyk-zaprotestowałam pytając o cel i przyczyne-wkurzył sie i kazał mi leczyć kota gdzie indziej!!!!!!!!!!!!!!!!
OZETA
22:00:04 - 17 maja 2010 #
Omijajcie to miejsce z daleka, mam 6 letnią kotkę i niedawno przeprowadziłam się z Ochoty na Bemowo i zdecydowałam się poszukać weterynarza trochę bliżej. Zobaczyłam ładny budynek Kliniki Weterynaryjnej przy Powstańców Ślaskich 101 więc się zdecydowałam zabrać tam swoja kotkę ale po godzinnym oczekiwaniu zostałam przyjęta w tak chamski i impertynencki sposób że postanowiłam napisać. Moja kotka nie została nawet dotknięta przez pana doktora (dostaliśmy jedynie lek który sami mamy jej podać). Pan doktor stwierdził że jest zbyt niespokojna (dodam tylko, że moja kotka regularnie co pół roku chodzi do weterynarza i nigdy nie było problemu, pan doktor jako pierwszy nie był w stanie jej zbadać, a racze nie chciał....)
Pal sześć żę straciłam czas i 33 zł a mój kot nie został zbadany oburzył mnie przede wszystkim sposób w jaki zachował się lekarz.
Generalnie wizyta u weterynarza jest stresująca i dlatego nie musi być przyjemna ale z takim zachowaniem nie spotkałam się nigdy. Jeszcze raz omijacie to miejsce z daleka.
Joanna
00:34:14 - 21 maja 2010 #
Naczytałam się tych negatywnych opinii przed samą wizytą. Byłam załamana. Moją suczkę czekała operacja otwarcia żołądka i usunięcie ciał obcych. Suczka bardzo osłabiona, po sterylizacji. Spotkałyśmy wspaniałego człowieka Pana doktora Pawła Kowalczyka. On mnie uspokoił i endoskopowo wyjął ciało obce bez cięcia żołądka.
Po 6 godzinach odebrałam moją Fragolcię do domu i cieszę się, że miałam okazję serdecznie podziękować Panu doktorowi.
Cieszę się, że tam trafiłam. Lekarze bardzo sympatyczni. Wiele do życzenia pozostawia natomiast obsługa na recepcji. Panie maja muchy w nosie, są opryskliwe. A szkoda, bo panie te są wizytówką tej lecznicy. To są pracownicy, którzy stoją na pierwszej linii.
Pana Kowalczyka serdecznie pozdrawiam
Pomirot
00:58:36 - 01 sierpnia 2010 #
Ja jestem w 100% zadowolona i śmiało polecam! Trafiłam tam 2 razy z psem, który rzadko choruje, ale jak już choruje to mogiła. 5 lat temu (ok.2005r) pierwszy raz, natychmiast u psa stwierdzono babesziozę (czy jak tam się to pisze, ta łajza odkleszcowa), leczenie postawiło psa na nogi, choć było z nią kiepsko, krew w moczu, brak kontaktu itp. Kilka dni temu znów pies kiepsko się czuł (ma w tej chwili 11-12lat), w badaniach masakra 93000 leukocytów!!! Świetny lekarz od USG dr. Marciński stwierdził nowotwór wielkości piłki do rugby!!!w dodatku rozpadający się.. tego samego dnia zdecydowałam się operować sunię w tym samym miejscu. Trafiłyśmy na fantastycznego doktora Marcina Krajewskiego. Szczerze, nie dawał mi wielkich nadziei i kazał się przygotować na najgorsze..Byłam załamana.. Pan Doktor i sunia dali radę! Po wycięciu śledziony i odcięciu tego gówna od reszty organów, moja sunia otrzepała się i poszła na śniadanie i spacer:) Dzięki Panie Doktorze jeszcze raz!!! Pieniędzy ode mnie przy zostawieniu psa nikt nie chciał, obsługa miła, nie mam zastrzeżeń. 100% pozytyw. Mam tylko nadzieję, że przerzutów nie będzie, ale tego lekarze przecież już nie mogą gwarantować..
karolina
15:19:51 - 16 września 2010 #
Mojemu psu wysunął się dysk w odcinku szyjnym , zostały zrobione badania które miały kwalifikować go do operacji jednak psu założony został gorset który ponoć miał mu w jakiś sposób pomoc. Po oględzinach specjalisty okazało się ze lekarz nie chce podjąć się operacji nie wyjaśniając przyczyny. Pies miał nadal nosić gorset który w żaden sposób nie zmniejszał jego cierpienia i miał być zamknięty w klatce. Po konsultacjach z innym lekarzem okazało się ze pies nie nadaje się już do operacji lecz do uśpienia. Specjalista z tej kliniki nie był na tyle uczciwy żeby wprost powiedzieć jak wygląda sytuacja i przez to naraził psa na niepotrzebne męczarnie. Jak widać są ta ludzie którzy bazują na wyłudzeniu pieniędzy a nie na szczerej pomocy zwierzętom . Absolutnie nie polecam!!!
karolina
22:37:50 - 17 września 2010 #
Nie potrafię zrozumieć jak można w tak bezczelny sposób wyłudzać pieniądze od ludzi którzy z zaufaniem powierzają tym lekarzom swoje zwierzaki. Mimo to ze wiedzieli o tym ze mój pies nie nadaje się do operacji mydlili nam oczy i kazali trzymać psa w gorsecie ( gorset wyglądał tak ze pies został owinięty lignina i bandażami a mimo to i tak mógł ruszać szyja która powinna być unieruchomiona). Specjalista który go oglądał zamiast powiedzieć wprost dlaczego nagle stwierdzono ze operacji nie będzie , po prostu nie powiedział nic... pieniądze wzięli a psa i tak musieliśmy uśpić :( do tej pory nie moge sie z tym pogodzic!!!!
ODRADZAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jarek
18:42:29 - 18 września 2010 #
Droga Karolino i tak masz szczęście,bo w sytuacjach gdy zabieg nic nie da weterynarz mógł Cię namówić na zabieg(który był bez sensu)a potem by Ci uśpił psa,kaskę by przytulił konkretną dubeltowo zabieg+uśpienie.Moją babcię tak naciągnęli na kastrację 16-letniego psa ,miał nowotwór prostaty namawiali mówiąc"dajmy mu szansę" 3 tyg później mówiąc"piesek cierpi"namówili na eutanazję.Kaskę zgarnęli potworną w sumie 800zł!!Zrozum dla weterynarzy właściciel to czysty dochód,kaska często ogromna,a manipulować ludźmi chcącymi pomóc swoim zwierzakom, jest łatwo,to weterynaria.Są z resztą kursy dla wetów z marketingu "jak wyciągnąć kasę -proste porady":)
karolina
22:31:15 - 18 września 2010 #
Zdaje sobie z tego sprawę ze mogli mnie jeszcze naciągnąć na koszty bo operacja to granica 1500zł..ale nie o pieniądze tu chodzi tylko o nerwy i cierpienie. Skoro dla psa nie było już ratunku wystarczyło powiedzieć a nie przeciągać tylko cierpienie psa. Ale w gruncie rzeczy teraz prawie wszyscy lekarze bazują tylko na bezradności i jedyne na czym im zależny to na wyłudzeniu pieniędzy!!
Małgosia
23:10:44 - 18 września 2010 #
Ja jestem wetem (zaznaczam, że z innek lecznicy) i teksty Jarka typu "a manipulować ludźmi chcącymi pomóc swoim zwierzakom, jest łatwo,to weterynaria.Są z resztą kursy dla wetów z marketingu "jak wyciągnąć kasę -proste porady" to przegięcie i ja nosobiście takie generalizowanie to sobie wypraszam, nie podoba Wam się lecznica, Wasze prawo, ale nie oczerniajcie wszystkich weterynarzy, bo to przegięcie i niesprawiedliwość.
jarek
11:37:17 - 19 września 2010 #
Szanowna Pani doktor,proszę o odpowiedź czy namawia Pani na szczepienie psów co roku przeciwko parwowirozie,nosówce(wścieklizna wiadomo obowiązek zapisany w prawie) ,choć jest udowodnione naukowo,że odporność psa po jednokrotnym szczepieniu trwa kilka lat jeśli nie całe życie.Dodam,że zgłębiłem ten temat ,czytając publikacje weterynaryjne zachodnie i polskie,a gdy pytałem o to weterynarzy w kilkunastu lecznicach na twarzach ich pojawiało się zakłopotanie i wymijające odpowiedzi.Wiem też ,że szczepionka kosztuje kilkanaście złotych(w hurtowni-łatwo to sprawdzić)a weterynarze biorą około 60zł,rachunek prosty.To też manipulacja.A nagminne stosowanie (w zastrzykach ,nie miejscowo )antybiotyków przy przeziębieniu,biegunce,zapaleniu spojówek?
jarek
11:40:57 - 19 września 2010 #
Pani doktor!gdyby weterynarze kierowali się dobrem zwierząt,a nie chęcią zysku to nie istniałoby w Warszawie i okolicach ponad 150 lecznic!!
Jarek
11:42:53 - 19 września 2010 #
O tym weterynarze zapominają "primum non nocere"-czyli po pierwsze nie szkodzić!
Jacek
16:51:59 - 19 września 2010 #
spokój! co żeście się tak rozkręcili. To raczej mało możliwe żeby każdy weterynarz był zły i łasy na kasę, na pewno są i tacy i tacy. Inna sprawa, że i właściciele zwierząt często się o to proszą.
Małgosia
19:23:33 - 19 września 2010 #
Skoro mnie Pan pyta to Panu odpowiem. Co do szczepień, to zależy. Generalnie po porządnych szczepieniach pediatrycznych i przypomnieniu po roku nie namawiam usilnie na coroczne doszczepianie. Co innego starsze zwierzęta lub o słabej odporności, wtedy takie szczepienia stymulują ich układ odpornościowy. Faktycznie u większości zdrowych zwierząt wysokie ochronne miano przeciwciał utrzymuje się dłużej niż rok, nawet do czterech lat. Ale jest odsetek psów u których odpornośc utrzumuję się około roku, nawet jeśli to mały odsetek psów, czy chciałby Pan ryzykować w przypadku swojego pupila?Wątpię. Każdy właściciel zwierzęcia przed szczepieniem może zrobić badania na miano przeciwciał, ale z praktyki wiem, że nikt się na to nie decyduje ze względu na koszty.
A co do zarabiania. Wkurza mnie to, że ludzie nie rozumieją, że lekarz to zawód jak każdy inny i wiąże się z wynagrodzeniem. Ja zostałam lekarzem z miłości do zwierząt i chęci im pomagania, ale życzę sobie uczciwego wynagrodzenia za dobrze wykonywaną pracę. Czym innym jest naciągactwo, a czym innym uczciwe wynagrodzenie za pracę i to chyba nikogo nie powinno dziwić. Jedni kopią węgiel inni wożą ludzi autobusem , a ja leczę zwierzaki i taki jest mój zawód. Pozdrawiam
Małgosia
19:29:38 - 19 września 2010 #
Jeszcze jedna uwaga, apropos tekstu "Pani doktor!gdyby weterynarze kierowali się dobrem zwierząt,a nie chęcią zysku to nie istniałoby w Warszawie i okolicach ponad 150 lecznic!!"
W Warszawie jest ponad 700 zakładów lecznictwa dla zwierząt. To po pierwsze.
A po drugie to co Pan powie o setkach warszawskich prywatnych praktyk lekarskich (dla ludzi) oraz o tysiącach aptek - to pewnie Pan powie dla dobra ludzi, ale weci są nastawieni tylko na kasę. Niech Pan się cieszy, że jest duża konkurencja w weterynarii w Warszawie, bo dzięki temu ma Pan ogromny wybór i życzę Panu, żeby znalazł Pan lekarzy z powołania. Ale to nie oznacza, że wszystko ma być za darmo "w imię dobrego serca dla zwierząt". Zapewniam Pana, że można mieć jednocześnie dobre serce dla zwierząt, nie być naciągaczem i jednocześnie mieć godna i satysfakcjonującą zapłatę za swoją pracę.
karolina
22:31:52 - 19 września 2010 #
Fakt faktem ze ludzi nie powinno się mierzyć jedna miara ale w dzisiejszych czasach ciężko spotkać ludzi którzy pracując w zawodach typu lekarz czy weterynarz kierują się przede wszystkim dobrem ludzi/zwierząt . Moja babcia rok temu uśpiła 15 letniego psa. Miał ponad 80% zajętych płuc i rozlał mu się guz który miał na łapce a weterynarz mimo tego chciał leczyć psa witaminami i twierdził ze psu trzeba dam szanse . Pies na drugi dzień nie miał siły już wstać...wiec w tym wypadku nikt mi nie powie ze nie chodziło tu o wyłudzenie kasy skoro widac gołym okiem ze pies się wykańcza...
Małgosia
00:45:01 - 20 września 2010 #
Pani Karolino, myślę,że to miejsce nie jest najlepsze do udzielania porad, to portal o lecznicach. Prosze napisać na www.weterynarze.fora.pl. Tam chętnie udzielę Pani odpowiedzi na Pani pytania i wątpliwości.
Paulina
15:07:16 - 03 listopada 2010 #
Jeśli kochacie swoje zwierzątka to nie leczcie ich tam. Trafiłam z moją kochaną sunią w sobotę, była apatyczna troszkę straciła apetyt. Pani doktor stwierdziła babeszje, podano zastrzyk, kroplówki i miało być po kłopocie, na wypadek zrobiono USG brzucha żeby wykluczyć przymacicze, niestety w niedzielę było o wiele gorzej, kolejne badania krwi strasznie złe wyniki, trzeba przetoczyć krew, zgodziłam się na to bez żadnego słowa myślałam niech ja ratują, gdyby nie moja reakcja to sunia dostałaby przeterminowaną krew. W poniedziałek była lekka poprawa więc wieczorem pojechałam na kroplówkę, podczas podawania leków poprosiłam lekarza żeby zrobić jeszcze raz morfologię, Pani doktor Irena mówiła po co przecież się lepiej czuje, ale jak pani chce to możemy zrobić. Okazało się że cała krew podana dzień wcześniej wyparowała, wyniki tragiczne. W między czasie zmienili się lekarze, to ja zasugerowałam, ze może ma coś jeszcze lekarz przekuł brzuch wyciekła krew, natychmiast operacja, okazało się, że sunia miała raka wątroby wielkości 2 pięści ( wiem bo lekarz pokazał mi wyciętą połowę wątroby)Co lepsze do operacji znowu chcieli podać ta sama przeterminowaną krew.
Moja Sunia odeszła wczoraj, dostała krwotoku wewnętrznego tylko nikt z lekarzy nie potrafił powiedzieć co było jego przyczyną.
Jednym zdaniem w tej klinice liczą się tylko pieniądze, a większość lekarzy postępuje rutynowo, bez zastanowienia.
Zbyszek
17:44:27 - 03 listopada 2010 #
Zdecydowanie odradzam korzystanie z usług tej kliniki. Lekarz wykonujacy usg p.Piotr Nowicki nie potrafił zdiagnozować guza wielkości jabłka.
Opinia usunięta ze względu na niską wiarygodność
Roman
17:53:09 - 03 listopada 2010 #
Pani Paulino z tą krwią ma Pani 100 % racji. Mojemu pieskowi tez chcieli wcisnąć przeterminowaną krew. Wyciągalnina pieniędzy, nic więcej.
Opinia usunięta ze względu na niską wiarygodność
Monika
18:59:14 - 03 listopada 2010 #
W dniu dzisiejszym odebrałam z kliniki naszego pieska filę brasileiro po przebytym skręcie żołądka - zabiegu sondowania, kolejnym skręcie żołądka i operacji z wycięciem śledziony. Piesek przebywał w szpitalu 6 dni w dniu odbioru okazało się że rana jest nadal nie wygojona i krwawi, kolejny dzień oczekiwań, kolejna operacja, ponowne ogólne znieczulenie, kolejne szwy. Dodam, iż o drugiej operacji dowiedzieliśmy się kiedy nasz piesek leżał już na stole operacyjnym, nota bene klinika nie otrzymała od Nas ani ustnej ani tym bardziej pisemnej zgody (na drugą operację). Nie będę opisywać podejścia personelu w tej całej sprawie bo naprawdę daje wiele do życzenia, dodam tylko, iż rachunek który dzisiaj zapłaciliśmy to kwota 3200 zł. Uważajcie nikt nie informuje o kosztach dodatkowych, podpisana przez Nas zgoda dotyczyła kwoty od ok. 80 do 100 zł za dobę w szpitalu i kwoty do 1200 zł za pierwszą operację. Mimo, tak wielkiego rozczarowania i negatywnych wrażeń, wierzę, że wszystko dobrze się skończy dla Naszego pieska.
Kasia
22:53:22 - 04 listopada 2010 #
Dobrze się skończy jak zmienicie lecznice !!! nie polecam dalszego leczenia w szpitalu na Bemowie.Polecam lecznicę BARI na Jelonkach i na Sucharskiego 4
Ola Pietrzak
15:49:16 - 11 listopada 2010 #
Bardzo chciałam podziękować za opiekę i fachową pomoc dla mojego pieska. Fado był po poważnym wypadku, w skutek czego miał bardzo poważne złamanie przedramienia. Gdy tylko go przywiozłam lekarze od razu się nim zajeli. Przeszedł tam skomplikowaną operacje co było powodem pobytu w szpitalu. Fakt wszystko kosztuje, ale psu też nic nie brakowało. Lekarze mają tam bardzo dobry kontakt ze zwierzętami.W tej chwili jestem po 2 miesiącach leczenia i pies jest w pełni zdrowy. Wcześniej też już korzystałam z pomocy kliniki i nie miałam żadnych zastrzeżeń, a wręcz byłam zadowolona. W szczególności chciałabym podziękować lek. wet. Marcinowi Krajewskiemu, który był lekarzem prowadzącym i operującym Fadusia.
Milena
20:15:36 - 16 listopada 2010 #
Widzę że opinie są podzielone... Mam roczną kotkę i właśnie tą klinikę wybrałam dla Blanki... Początkowo dla tego że blisko, teraz jeżdżę aż z Piaseczna. 4 miesiące temu dr. Marcin Krajewski (spec. chirurgi)wysterylizował moją kotkę. Powiedzieć że cały zabieg przeszedł wzorowo to za mało. Blanka na drugi dzień rano bawiła się już papierowymi kulkami i nic sobie nie robiła z tego że ma pozszywany brzuch :) po zabiegu obudziła się naprawdę szybko... żadnych komplikacji , szwy się wchłonęły.
Po całym zabiegu pozostała ledwie widoczna blizna :)
Nie wiem jaki macie doświadczenia z innymi lekarzami ale tego polecam w 100%. W dzisiejszych czasach coraz ciężej jest spotkać lekarza z PASJĄ... naprawdę
Hania
12:54:48 - 19 listopada 2010 #
Opisze Wam swoją historię i mojego ukochanego kota.Zaczęło się 3 listopada wieczorem.Kot z apetytem zjadł, bawił się .Po godzinie zauważyłam,że nienajlepiej się czuje.Wezwałam do domu lekarza.Otrzymał zastrzyki i było
lepiej.Czuwałam przy nim .Po 3-ej rano kiedy zobaczyłam że stan jego jest taki jak przed wizytą lekarza pojechałam do kliniki z nadzieją na uzyskanie pomocy.
Lekarz dyżurujący stwierdził zapalenie płuc z komponentą obrzękową oraz że ''sylwetka serca wydaje się być powiekszona".Wydaje się!!!!Mial kłopoty z oddychaniem.Nie wykonano w ogóle USG.Przez tydzień kot był w tym przklętym szpitalu a ja ufałam lekarzom,że robią co w ich mocy.Tak bardzo się ''troszczyli'', chcąc odwiedzać kota odradzili mi ,że będzie się stresował.Uwierzyłam.Dzwoniłam więc każdego dnia conajmniej 2 razy.Kot nie był zdiagnozowany w ogóle.Zgłosiłam ,że mógł być otruty.Nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić.W karcie zapis:(boje się,że kot się udusi).Nieporadni czy niekompetentni?Jak można leczyć jeśli nie wiadomo co zwierzęciu dolega.A jednak był "leczony"dla kasy.Leki które otrzymywał jak się potem okazało niszczyły serce i chore nerki.Otrzymywał m.in. sterydy.Jak nie jadł na apetyt dostawał relanium.
Informacje lekarzy pod koniec pobytu były niespójne (nie wie lewica co robi prawica).Nagle stan bardzo się poprawił!!!10-tego kot był do wypisu.Byłam szczęśliwa.Później w karcie przeczytałam (mimo relanium nic nie zjadł,wskazane USG, którego w ogóle nie miał)Ten wpis był właśnie 10-tego.Jak Pani dr określiła stan stabilny..I szok pojechałam i zobaczyłam kota na mokrej zasikanej ligninie ledwo oddychającego.Obok mokra karma która ze starości była sucha.Czekając na Panią dr. patrzyłam z przerażeniem jak wklatce z bólu wił się inny kotek a za drzwiami ze łzami w oczach stali starsi ludzie, właściciele kota.Byłam tam ok.40 minut.Zainteresowałam się
i zapytałam studenta co mu jest.Miał połamane szczęki.I nie dostał żadnego środka przeciwbólowego.Powiedział, ze nie ma wpływu na decyzję lekarza.
Następnie był rtg u mojego kotka ,który się nie udał, albo miał się nie udać.Kot był w strasznym stanie dusił się.Zapytałam czy tak wygląda stan stabilny.Pani dr. powiedziała
,że może poprawi mu się w domu.Bardzo to wszystko widziałam żle i sama nie wierzyłam,że przez tydzięń leczenia odbieram kota w stanie pogorszonym.
Nic nie mogłam zrobić.Otrzymałam zalecenia zastrzyki, kroplówka(robił je weterynarz w domu) no i oczywiście pozostało to co dla nich najważniejsze kasa.
Poszłam więc na recepcję.I tu kolejny szok.Rachunek zwiększony ok.200 zł od ustalonej kwoty telefonicznie.Na tyle zabezpieczyłam środki.Kota zostawiłam na recepcji i zeszłam do tej umieralni(Szpitala).Tamten kotek nadal bez pomocy.
BYłam bardzo zdenerwowana.Pani dr tłumaczyła ,ale ja kategorycznie powiedziałam,że nie ureguluję niech jeszcze sprawdzi.Przyznała po jakiś czasie oczekiwania, że o 100 zł się pomyliła.Zostało mi dopłacić chyba 90 zł.Powiedziałam, ze nie zapłacę.Pani dr. oznajmiła mi że z kosztów nie może zejść.To może Pani SzeF zejdzie z tych kosztów? zapytałm.W którym pokoju przyjmuje?I poszłyśmy
po drodze ostrzegając wszystkich oczekujący pacjentów przed tą koszmarną kliniką.Pan dr Kowalczyk widział w jakim jestem stanie.Wyjaśniłam o co chodzi.Również to że może mój kot już zdechł na recepcjii.Zszedł z tych kosztów.
Łącznie z zaliczką w kasie zostawiłam prawie 1000 zł.Powinnam w ogóle nie płacić.Byłam roztrzęsiona.Podeszła do mnie osoba i podała mi adres kliniki ,gdzie wyleczono jej kota, leczonego też w klinice .Lecznica Legionowo , Ogrodowa 2 dr.Katarzyna Oczkowska.Przez 2 dni otrzymywal wszystko wg zalecenia .Było źle.Drugiego dnia skontaktowałam się z Panią dr.K.Oczkowską.Pierwsze jej pytanie,,czy kot miał USG''Nie miał.W sobotę rano pojechałam do przychodni.Zajęła się tak profesjonalnie i z taką miłością do zwierząt, szacunkiem do mojej osoby.Walczyła o jego życie uczciwie informując o jego stanie.Wykonała badania krwi.Skierowała na USG.W ciągu niespełna 4 godzin była diagnoza.Chore serce.Leki które otrzymywał w klinice w tym steryd nie leczyły a niszczyły serce i nerki.Serce było po 9 dniowej kuracji ogromne a nie jak przy przyjęciu do szpitala..Gdybym trafiła tam w pierwszym dniu kot by żył.Odstawiła natychmiast te lek,ale to było późno.Zdecydowałam jeszcze go ratować.Przygotowała i poporcjowała razem z koleżankami leki strzykawki gotowe,żeby można wykonać zastrzyki, kroplówki.Nauczyła mnie robić zastrzyki.Rano robiłam sama.Wieczorem weterynarz.U Pani dr zapłaciłam nieduże pieniądze.Trochę było lepiej.Ale później nie jadł,źle oddychał.W środę pojechałam na kontrolę do kliniki.Pani dr miała tam dyżur.Nic nie dało się więcej zrobić.Trzeba było podjąć decyzję.Uśpienie.Przeżyłam to bardzo.Kocham bardzo zwierzęta.Mam w domu 2 przygarnięte psy i jeszcze 2 koty,które mają 19 i 20 lat.Poprosiłam o rozmowę z dr.Kowalczykiem.Pokazałam mu kota w,, stabilnym stanie"Powiedziałam,że nic nie zrobili lekarze,żeby go wyleczyć.Podobno zrobili, powiedział:spadła mu temperatura no i wkońcu został uśpiony komfortowo.Tyle pożytku z kliniki.Zrezygnował Pan dr.z kosztów wizyty i uśpienia co jest jednoznaczne przyznaniem się do partactwa personelu.
Dlatego jeśli ktoś z Was ma tam swojego zwierzaka powinien jak najszybiej zabrać.Liczy się kasa.Nie otrzymałam żadnego rachunku za co zapłaciłam te prawie 1000 zł( za saszetkę jedzenia tak).Zamierzam zainteresować sprawą Izbę Skarbową.Na pewno ktoś z nich z chęcią niedługo przyjdzie do kliniki leczyć kota czy psa i dozna szoku tj. ja
Opinię moją poznaliście.Jak najdalej od tej fabryki pieniędzy.Nie twierdzę, że wszyscy lekarze są żli, nieprofesjonalini i bez serca.Ale ja chyba na takich trafiłam.Trzeba mieć odwagę przyznać, że sobie nie radzą z chorobą.Mieli tyle czasu, zamiast leczyć wykończyli kota.Szkoda,że zwierzęta nie mówią.Wiele byśmy się dowiedzieli.W tym nieszczęściu cieszę się że poznałam wspaniałą lekarkę panią Kasię Oczkowską i jej współpracowników w przychodni w Legionowie niosących pomoc zwierzaczkom całym sercem.Zrobili wszystko by ratować mu życie czego niemogę powiedzieć o klinice.
M.
09:14:46 - 11 grudnia 2010 #
Droga Haniu
Przykro mi,że Twój kotek odszedł,ale widze w tym co piszesz brak precyzji.
Jeśli nie chodzi o pieniądze to po co ciągle zaznaczasz ile zapłaciłas w klinice za leczenia kota? I po co chcesz zgłaszać sprawę do Izby skarbowej?
Taka bezmyślna próba zemsty jest dla mnie po prostu dziecinna.
Znam Klinike na Bemowie,i trudno mi się zgodzić z tym co piszesz.
Pracuje tam grupa wspaniałych fachowców,znanych w całej Polsce i bardzo szanowanych i cenionych.
Nie wierzę,że przez " tyle dni" jak piszesz , nie wykonano tam potrzebnych badań jeśli były potrzebne i faktycznie wskazane.
M.
09:18:55 - 11 grudnia 2010 #
"Monika
18:59:14 - 03 listopada 2010 #
W dniu dzisiejszym odebrałam z kliniki naszego pieska filę brasileiro po przebytym skręcie żołądka - zabiegu sondowania, kolejnym skręcie żołądka i operacji z wycięciem śledziony. Piesek przebywał w szpitalu 6 dni w dniu odbioru okazało się że rana jest nadal nie wygojona i krwawi, kolejny dzień oczekiwań, kolejna operacja, ponowne ogólne znieczulenie, kolejne szwy. Dodam, iż o drugiej operacji dowiedzieliśmy się kiedy nasz piesek leżał już na stole operacyjnym, nota bene klinika nie otrzymała od Nas ani ustnej ani tym bardziej pisemnej zgody (na drugą operację). Nie będę opisywać podejścia personelu w tej całej sprawie bo naprawdę daje wiele do życzenia, dodam tylko, iż rachunek który dzisiaj zapłaciliśmy to kwota 3200 zł. Uważajcie nikt nie informuje o kosztach dodatkowych, podpisana przez Nas zgoda dotyczyła kwoty od ok. 80 do 100 zł za dobę w szpitalu i kwoty do 1200 zł za pierwszą operację. Mimo, tak wielkiego rozczarowania i negatywnych wrażeń, wierzę, że wszystko dobrze się skończy dla Naszego pieska "
Moniko,czy Twoim zdaniem lekarze powinni czekać aż Twój pies umrze i nie wykonywać zabiegu? Wtedy byś miała pretensję,że trzeba było robić wszystko co należy i nie przejmować się kosztami.........Tak źle,i tak niedobrze....Chyba nigdy nikt nikomu jeszcze nie dogodził.
Chyba lepiej zapłacić więcej i cieszyć sie dalej ukochanym zwierzęciem.Prawda?
Monika
13:01:14 - 11 grudnia 2010 #
Dziękuję za tak trafną odpowiedź. W dniu dzisiejszym Ozzi ponownie dostał skrętu żołądka i mimo jak to Pan/Pani stwierdziła wysokich kosztów udałam się do Państwa kliniki. Dyżurujący Pan doktor Krajewski odmówił ratowania psa i wskazał nam drzwi wyjśćiowe tylko dlatego, że dokonałam wspiu na tym portalu. Jeżeli ktokolwiek przeczyta moją opinię, zrozumie, że głównym powodem mojej pretensji była bardzo słaba organizacja kliniki.
Panie "doktorze" Krajewski co z etyką lekarską i Pańskim sumieniem???? Mam nadzieję, że Pan jako pacjent nie spotka się z takim traktowaniem, w momencie zagrożenia pańśkiego życia. Zdecydowanie powinien pan zastanowić się nad zmianą zawodu...
Nota bene Wasza odpowiedź napisana została po mojej dzisiejszej wizycie o 7 rano.
Czekam niecierpliwie na Wasz komentarz
Jarek
14:19:54 - 11 grudnia 2010 #
ha ha widzę ,że ktoś z Klynyki się przejął skarbówką.Ja też tam byłem rachunku nie dostałem za wizytę i niech żyje szara strefa!Dobrzy są 32000 przytulili z czego może zaksięgują ze 400zł za leki,kreatywna księgowość i hej do przodu.Ale ponoć niedługo mają wetom wprowadzić kasy fiskalne i się za nich wezmą.
u.
15:48:43 - 11 grudnia 2010 #
każdy klient dostaje tam rachunek, można dostać szczegółowy wypis, gdzie wyszczególnione są wszystkie pozycje - leki, usługi
Ewela
16:08:20 - 11 grudnia 2010 #
W Warszawie klinik całodobowych jest sporo, więc dlaczego osoba, która tak negatywnie ocenia prace lekarzy w tej klinice nie wybierze innej lecznicy? Sama wiem, że odsyłanie zwierząt w ciężkim stanie jest ogólnie przyjętą praktyką w wielu całodobowych przychodniach, bo nie każda posiada chirurga na noc. Kilkukrotnie miałam okazję korzystać z pomocy różnych przychodni i jeździłam od lekarza do lekarza a tam zawsze nie odmawiano pomocy. Swoją drogą chciałabym znać przyczynę odmowy przyjęcia???? Co powiedział lekarz, który was odesłał?????
Monika
17:41:16 - 11 grudnia 2010 #
Doktor Krajewski jest chirurgiem a powód odmowy przyjęcia to mój wpis na portalu zamieszczony 3 listopada podkreślam dotyczący obsługi administracyjnej a nie samych lekarzy!. Jest to najbliższa pod kątem dojazdu dla mnie klinika, która wykonuje takie zabiegi a w przypadku skrętu żołądka liczy się czas.
S.
16:49:17 - 13 grudnia 2010 #
Widzę, że wszyscy Państwo, którzy się tu wypowiadają jacy to lekarze na Bemowie (czy też w innych klinikach, bo jak zauważyłam większość wpisów na tym forum jest negatywna) są straszni, niemili i nieuczciwi, są idealnymi pracownikami, sumiennymi, uczciwymi, zawsze uczynnymi, miłymi i uśmiechniętymi każdego dnia swej pracy. Nie zdarzają się Państwu gorsze dni, a żeby się obijać - nigdy! Jeśli Państwa praca związana jest z kontaktem z ludźmi, cieszą się Państwo z każdego petenta, nawet jeśli jest niemiły, opryskliwy czy "wie lepiej". Państwa cierpliwość nie zna granic. A i najważniejsze! Pracują Państwo oczywiście chętnie za najniższą krajową, nie tak jak ci - jak im tam - weterynarze, którzy jeszcze, o zgrozo!, samochody chcą mieć, i każą sobie płacić za leczenie Waszych zwierząt. Przecież robią to, co lubią, to im powinno wystarczyć za zapłatę!
MK
04:31:52 - 14 grudnia 2010 #
Powodem dla którego odmówiłem ostatnio przyjecia pacjenta było wulgarne zachowanie sie jego właściciela w dniu odbioru pacjenta ze szpitala oraz kierowanie pod adresem pracowników szpitala pogróżek. Zresztą jeśli nie mieliście Państwo zastrzeżen co do działania lekarzy a jak piszecie jedynie co do administracji i organizacji pracy w Klinice, można to było wyjaśnić w chwili gdy byli Państwo w gabinecie -a nie, gdy ja zaproponowałem odmowę współpracy zacząć od słów "...Pan sobie chyba K....Żartuje.."
We współpracy lekarza i właściciela musi istnieć nić porozumienia i zaufania - bez tego mozna zapomnieć o powodzeniu w leczeniu.Ja do Państwa zaufania nie mam.
Każdy kto zamieszcza negatywny wpis na tym forum dotyczący działania Kliniki niech zda sobie sprawę z tego że pracuje tu ok 50 osób, niech zastanowi się ilu osobom które nie miały z jego pupilem, ani z nim samym kontaktu, odbiera w ten sposób mozliwość pracy próbując przestrzegać innych przed wizytą w tej placówce.
mk
08:22:30 - 14 grudnia 2010 #
co do wpisu z dnia 03.11.2010 dokonanego przez Panią Paulinę
1. Nie lekarz diagnozuje babeszjozę - tylko potwierdza badź wyklucza ja na podstawie wyników badań krwi laboratoryjnych / a te babeszjozę potwierdzały/
2. Nie Pani wpadła na pomysł dalszej diagnostyki i nakłucia jamy otrzewnowej tylko ja.
3 . W trakcie wykonywania zabiegu operacyjnego zostaliście Państwo wyczerpujaco poinformowani o złym rokowaniu i byliscie proszeni o zgodę na eutanazję zwierzecia - jednak mimo naszych sugestii nie wyraziliście na to zgody
4. Skad pewność co do bezpośredniej przyczyny zgonu - krwotoku wewnetrznego - czy ma Pani Protokół sekcji zwłok zwierzęcia?
5. Co do wyciagania pieniędzy - to o ile pamiętam Państwo raczyli nie zapłacić za zabieg mimo, że wykonywany był wyłącznie za KOSZT MATERIAŁÓW !!! / z uwagi na fatalny stan pacjenta i złe rokowanie/, tylko odebrawszy psa uciekliście stąd pozostawiając nosze pod drzwiami Kliniki...
Monika
10:12:51 - 14 grudnia 2010 #
Panie Krajewski Pan raczy żartować sobie z faktu ratowania życia!!! wyrzucił nas Pan za drzwi a według Pana to była propozycja odmowy współpracy. Brawo za elokwencję i formę Pana wypowiedzi.Proszę już więcej nie komentować mojego wpisu, Pan sam doskonale wie co Pan zrobił i to Pańskie sumienie powinno być nieczyste a nie moje. Faktycznie powinniśmy Pańswtu podziękować za uratowanie życia naszemu pupilowi dwa razy za co zapłaciliśmy w sumie drobne 4000 i chyba nie dziękować za jego utratę trzecim razem kiedy to odmówiliście współpracy. Koniec tematu.
Do Jarka !!!
14:07:05 - 15 grudnia 2010 #
1. Co do ceny szczepionki w hurtowni- CZŁOWIEKU , w lecznicy nie kupujesz towaru, płacisz za wizytę !!! i przy okazji szczepienie. Jak lekarz weterynarii idzie ze swoim dzieckiem do pediatry to płaci 70 PLN za receptę czy wizytę ? Pomyśl chwilę !
2. W cenie 60 pln za szczepienie musi się zmieścić koszt opłacenia lokalu, mediów, ZUSów , podatków itp. Wynajmij lokal w W-wie , zatrudnij lekarza i rób biznes szczepiąc za 20 pln !
3. Czy gdyby w W-wie istniało 10, a nie 150 czy 700 lecznic , to znaczyłoby ,że lek.wet. nie chcą zarabiać ? Co ma piernik do wiatraka? Gdyby zezwolić jakiej kolwiek lecznicy na monopol to ceny automatycznie wzrosną , tak jest w każdym rodzaju działalności.
Życzę miłego dnia..
Dominika
09:39:32 - 17 grudnia 2010 #
Nie bardzo rozumiem, po co Pani Monika poszła do tej "okropnej placówki" po raz kolejny, skoro była taka niezadowolona??? Tyle jest lecznic dla zwierząt w Warszawie. Po tym wszystkim byłoby mi wstyd się tam pokazać. A może, skoro się tam Pani pojawiła, to jednak nie było tak jak Pani opisała? Dziwne...Mam wrażenie, że jest to próba zagłuszenia własnych wyrzutów sumienia...
Rozumiem rozgoryczenie i żal po stracie pupila, ale żeby opłakiwać go w taki sposób?
Urszula
19:50:10 - 21 grudnia 2010 #
Leczę w klinice (dawniej lecznicy) Bemowo zwierzęta od 15-tu lat i nie zdarzyło
się żebym nie została "łopatologicznie" poinformowana co? po co? i jakie rokowania. Zjawiałam się o najróżniejszych porach (to klinika całodobowa)
i byłam informowana nocą, że teraz to pomoc dorazna a w dzień to mam się zgłosić
na konkretne badania bo bez porządnej diagnostyki to niewiele można zdziałać.
Nie zawsze byłam milutko traktowana, ale lekkie szurnięcie czasem pomaga i zaczyna się myśleć a nie tylko panikować. W bardzo ciężkim przypadku zasugerowano mi skonfrontowanie diagnozy "u konkurencji" - niestety potwierdziła się. A że nie jest najtaniej - za jakość się płaci.
Gosia
10:35:34 - 31 grudnia 2010 #
ja leczę i kontrolnie przyprowadzam na Bemow psa.... na szczęście nie był poważnie chory tylko standar szczepienia i uszy.... no ale gdy był malutkii weszłam z nim do gabinetu, Pani doktor powiedziała...jaki piekny baset.... niestety mój pies od urodzenia jest beaglem:)... z rodowodem:)....to już mi dało wiele do myślenia na temat wiedzy tamtejszych lekarzy, co do naciagania na kasę, tez miałam taki przypadek.... wystawiona podwójnie diagnoza, jedna ustnie a druga na piśmie.... umówiona byłam na operacje a skończyło się na wypisaniu skierowania na operację za co krzynęli sobie 65 zł!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.... + naciaganie na niepotrzebne szczepienia....o9czywiście strasznie drogie:)
P.N.
03:29:06 - 13 lutego 2011 #
Wlasnie przeczytalem opinie zamieszczone na tym forum i nasunelo mi sie kilka refleksji ,ktorymi chcialbym sie z Panstwem podzielic.Nie ukrywam ,ze jestem lekarzem weterynarii ,pracownikiem tej -jakze nielubianej- Kliniki Bemowo juz od kilkunastu lat.Pracujac przez ten czas glownie na ostrych dyzurach spotkalem sie z wieloma najdziwniejszymi czasem przypadkami chorobowymi u naszych domowych czworonogow jak rowniez z cala gamą emocjonalnych zachowan wsrod ich wlascicieli.Jest dla mnie zrozumialym ,ze we wpisach na tym forum dominuja opinie negatywne poniewaz ogromna wiekszosc wlascicieli leczonych z powodzeniem psow i kotow uwaza -calkiem slusznie - ze po wyleczeniu pupila i uregulowaniu za to leczenie naleznosci sprawa jest zakonczona.Nie odczuwaja potrzeby upubliczniania swojej wdziecznosci za dobrze wykonana usluge -tak jak ja nie odczuwam potrzeby opisywania udanej wizyty np.hydraulika.Tu oczywiscie odezwa sie glosy oburzenia -jak mozna uzywac takich porownan !? Niezorientowanym przypominam ,ze w tej chwili wszystkie lecznice weterynaryjne sa lecznicami prywatnymi i w swietle prawa podatkowego funkcjonuja dokladnie tak samo jak warsztat szewski czy samochodowy -czyli musza na siebie zarobic.Etosem nie nakarmi sie rodziny ani nie oplaci podatkow.W wiekszosci krajow wysokorozwinietych posiadanie zwierzat domowych nieuztkowych jest traktowane jako pewnego rodzaju luksus -a za luksus trzeba placic.W USA gdy ktos chce zaadoptowac psa ze schroniska wczesniej odwiedza go pracownik sprawdajacy ,czy posiada ku temu odpowiednie warunki i (o zgrozo !) czy go oby stac na utrzymanie i leczenie zwierzecia.W wiekszosci krajow zachodnich ceny uslug weterynaryjnych sa conajmniej porownywalne z cenami "ludzkich" uslug medycznych -jesli nie wyzsze.To samo tyczy sie lekow weterynaryjnych.Ale nie w Polsce ! W naszym kraju dominuje zasada "jakos to bedzie" oraz model "misyjny" co przeklada sie na przerzucanie odpowiedzialnosci na innych i wymuszany woluntaryzm.No bo przeciez jak lekarz moze odmowic pomocy ! No i przewaznie nie odmawia - stajac sie zakladnikiem wlasnej profesji.Gdyby spytac lekarza weterynarii z Niemiec lub np.Francji dlaczego wykonuje swoj zawod -popatrzy na pytajacego jak na idiote ale odpowie -zeby zarobic na utrzymanie ! W Polsce lekarz weterynarii bez zastanowienia powinien odpowiedziec -z powolania ! A zywic sie najlepiej satysfakcja i dobrym slowem.Wracajac do wpisow na forum -warto by sie chyba zastanowic -czym jest wlasciwie leczenie.Najprosciej powiedziec -jest to podawanie lekow i wykonywanie zabiegow leczniczych majace na celu przywrocenie pacjentowi dobrostanu fizycznego ,psychicznego i socjalnego -jak to opisuje definicja WHO.Niby proste -prawda ? Ale nie tak do konca.Kazdy pacjent jest bytem unikatowym.Inaczej reaguje na leki,zabiegi etc.Te same preparaty podane przy tej samej chorobie kilku pacjentom moga dzialac dobrze ,kiepsko lub wcale.Zalezy to od bardzo wielu czynnikow -wieku ,tuszy ,przebytych wczesniej chorob ,przewleklych chorob narzadowych lub ukladowych ,rasy ,momentu rozpoczecia leczenia lub wreszcie osobniczej wrazliwosci na dany lek.Tak wiec mechaniczne przenoszenie pewnych schematow leczenia najczesciej nie jest mozliwe.To lekarz ,opierajac sie na swojej wiedzy i doswiadczeniu musi dobrac odpowiedni zestaw lekow dla danego pacjenta.I tu znow problem poniewaz podany lek musi wywolac w organizmie pozadana reakcje.Jezeli organizm nie zareaguje na podany preparat (bo np.uszkodzenie nerek jest juz zbyt duze ) wowczas nie uzyskamy poprawy - i to nie znaczy ,ze lek jest zly lub zle podany ale zmiany narzadowe zaszly juz zbyt daleko i sa nieodwracalne.Trzeba miec tego swiadomosc.Najbardziej niezadowoleni forumowicze maja luksus nieskrepowanej krytyki -uprawnia ich do tego ich niewiedza w dziedzinie medycyny weterynaryjnej.Oni nie studiowali ,nie uczyli sie przez lata praktyki klinicznej,nie maja pojecia o farmakologii i farmakokinetyce,interakcjach lekow, patofizjologii - ta wiedza nie jest im potrzebna by wystawic lekarzom ocene.Nie spelnili oczekiwan -wiec sa zlymi lekarzami.Doprawdy trudno w takiej sytuacji polemizowac bo jedna strona nie ma ku temu odpowiedniego narzedzia -pomijajac oczywiscie "googlową" wersje medycyny weterynaryjnej -ale tej bym raczej nie polecal.Na koniec jeszcze apel do wszystkich wlascicieli czworonogow.Jesli zwierzak zaczyna chorowac -nie czekajcie Panstwo do ostatniej chwili z wizyta w lecznicy.Wiele razy na nocnych dyzurach zdarzylo mi sie ,ze do gabinetu wpadal spanikowany wlasciciel z przelewajacym sie przez rece psem lub kotem wykrzykujac od drzwi "Panie doktorze,niech pan go ratuje.NAGLE 3 dni temu dostal biegunki a od wczoraj lezy i sie nie rusza !!!!!!!" Spora czesc NAGLYCH przypadkow trafia do nas gdy juz jest naprawde bardzo zle a wczesniej juz wyprobowano na pacjencie wszystkie domowe specyfiki - i nie pomoglo ! Dobrze jesli jeszcze wlasciciel sam przyznaje sie co psu podal a nie zostawia tego naszym domyslom.Anegdotyczny tutaj jest przypadek pewnego ratlerka ktorego przyniesiono mi nieprzytomnego -kilka godzin wczesniej pies mial biegunke.Po dluzszej interrogacji i konsultacjach przez telefon okazalo sie ,ze zostal napojony przez babcie kroplami zoladkowymi (70% alkoholu !)- tym razem skonczylo sie tylko na poteznym kacu.Mozna sie teraz z tego posmiac ale wtedy nie bylo mi do smiechu gdy goraczkowo szukalem przyczyny dla ktorej mlody i w dobrej kondycji pies traci przytomnosc po kilku godzinach zwyklej biegunki.Niech to bedzie przykladem jak niekiedy inwencja wlascicieli przekracza granice lekarskiej imaginacji.Na tym na razie koncze.Mam nadzieje ,ze moze udalo mi sie przekonac kilka osob ,ze rzeczy z pozoru oczywiste wcale takie byc nie muszą.
Rozum
13:34:45 - 13 lutego 2011 #
Dzięki P.N. za ten wpis, może parę osób zrozumie.
W tym kraju wszyscy są mądrzejszy od lekarzy i najlepszymi fachowcami w każdej dziedzinie... tak samo wygląda to w przypadku weterynarzy.
P.N.
20:22:12 - 13 lutego 2011 #
Kilka slow w/s szczepien.W medycynie weterynaryjnej -jak w kazdej innej dziedzinie -co pewien czas pojawiaja sie nowe mody i trendy.Rzeczywiscie w tej chwili obowiazujacym paradygmatem jest rezygnacja z corocznych szczepien na choroby wirusowe (parwowiroze ,nosowke etc.).Pomysl ten ma wsrod lekarzy weterynarii zarowno zwolennikow jak i przeciwnikow.Oczywiscie dla wlascicieli czworonogow jeden wydatek w roku mniej jest dobra wiadomoscia.Warto sie chyba jednak zastanowic dlaczego w tej chwili w/w nosowka i parwowiroza wystepuja relatywnie rzadko - czy przypadkiem nie jest to wynikiem 35-40 lat regularnych COROCZNYCH szczepien psow (bo przez ten czas "obowiazywal" 12 miesieczny odstep miedzy szczepieniami) co spowodowalo zmniejszenie liczby bezobjawowych nosicieli oraz -co za tym idzie zmniejszenie liczby przypadkow klinicznych ? Moze pomysl nie byl jednak taki zly skoro sie sprawdzil ? Oczywiscie jest zbyt wczesnie by podpierac sie wynikami badan statystycznych -ale biorac pod uwage rosnacy inbred psiej populacji (czyli coraz czestszy chow w pokrewienstwie)-wynik masowej "produkcji" np.yorkow i labradorow -co skutkuje coraz czesciej niedoborami immunologicznymi (spadkiem odpornosci -czyli mozliwoscia przelamania odpornosci poszczepiennej)- czy przypadkiem ten nowy pomysl nie bedzie przyslowiowym "strzalem w stope"?.Wowczas dorazne oszczednosci zaowocuja zdecydowanie drozszym i niegwarantujacym powodzenia leczeniem.Takie jest moje (lasego na kase weterynarza ) zdanie.Jak bedzie -czas pokaze. I jeszcze slowko do wypowiadajacych sie na tym forum kolegow lekarzy weterynarii -kazdy rok z dwudziestu prawie lat praktyki klinicznej przyniosl mi nowe doswiadczenia ale rownoczesnie uswiadomil ogrom wlasnej niewiedzy i nauczyl pokory wobec emanacji natury jakimi sa nasi pacjenci.Dlatego znajac przypadek kliniczny jedynie ze skrotowego i subiektywnego opisu na forum internetowym balbym sie oceniac prace innych lekarzy weterynarii- chyba ze ktos tak rozumie zasady zawodowej konkurencji.Pozdrowienia dla wszystkich ! P.N.
P.N.
22:45:13 - 13 lutego 2011 #
Opis jednego przypadku :
Godzina 2.40 w nocy -dzwonek do drzwi kliniki -za drzwiami roztrzesiona wlascicielka z tobolkiem w objeciach.W tobolku 12 letnia jamniczka,nieprzytomna.Przechodzimy do gabinetu.Pomiar temperatury -35,7 C.Pies ma suche sluzowki,dosc blade.Na kocyku slady krwistego kalu ,brunatne wymiociny.Zakladam wenflon ,techniczka juz podgrzewa kroplowke.Podlaczamy wlew dozylny ,przekladamy psa na poduszke elektryczna,okrywamy kocem.Wlascicielka wyciaga z torby plik wydrukow komputerowych : Wypis z innej lecznicy sprzed 5 tygodni -wymioty ,luzniejsze stolce- podano antybiotyk i leki rozkurczowe.Po 3 dniach poprawa.Leczenie zakonczone po 4 dniach.Po kolejnych 4 dniach znow wymioty.Pobrana krew -podwyzszona glukoza i proby nerkowe.Zalecone podawanie insuliny (suka niesterylizowana) -przez 3 dni kroplowki podskorne -ze strzykawki !?.Wymioty ustapily.Badan wiecej juz nie bylo.Jamniczka dostawala przez kilka dni insuline 4 jednostki- gdy poczula sie lepiej wlasciciele przestali ja podawac.Nastepna kartka wypisana odrecznie- wczorajsza wizyta w innej lecznicy -pismo "lekarskie" -udaje sie odcyfrowac Catosal i Enrofloksacyne,pozostale 3 preparaty nieczytelne.Wlascicielka twierdzi ,ze suka ostatni raz oddawala mocz 24 godziny temu.Macam brzuch -pomimo kroplowki z diuretykiem pecherz pusty.Pobieramy krew - kreatynina 16,0 ,mocznik 643, glukoza poza zakresem odczytu aparatu.Pomimo dogrzewania temperatura nadal niska (36,8),odbyt ziejacy,stolec krwisty.Zmieniamy kroplowke na mannitol,powtarzamy diuretyki.Godzina 4.55 - suka kilkukrotnie ma odruchy wymiotne,w pewnym momencie ustaje akcja oddechowa.Intubacja,techniczka podlacza "AMBU",pojawia sie migotanie przedsionkow.Adrenalina dosercowo.Bez efektu.O godzinie 5.12 odnotowuje w karcie zgon pacjenta.Wlascicielka dostaje spazmow,maz stara sie ja uspokoic.Pytaja mnie -dlaczego ? No wlasnie -dlaczego ?Bardzo bym prosil wszystkie osoby ktore krytykuja prace kliniki o odpowiedź -dlaczego ? Sprawa wydaje sie ewidentna -pacjent byl przyniesiony zywy a wyniesiony -wrecz przeciwnie.Czy mam sie czuc winnym -przeciez jako ostatni mialem pacjenta pod opieką... Po takich doswiadczeniach nic juz nie jest oczywiste.Nie chodzi mi o szukanie usprawiedliwien ale o odrobine zrozumienia.Dla kazdego lekarza smierc pacjenta jest traumą.Zmagamy sie z czyms ,czego wspolczesna wiedza tak naprawde nie jest w stanie do konca ogarnac.Sa nowe metody leczenia ,nowe leki ,nowe techniki operacyjne ale zawsze gdzies na koncu stajemy wobec nieuniknionego.Zrozumieja to tylko ludzie ktorzy sami maja z tym na codzien do czynienia.Lekarze medycyny ,lekarze weterynarii-w koncu chodzi o naszych "braci mniejszych"...
Aneta
20:56:38 - 14 lutego 2011 #
Byliśmy w ww klinice bardzo późnym wieczorem szukając kliniki całodobowej. Piesek zachorował nagle po wieczornym spacerze ( silne wymioty, zgazowane jelita, temperatura, pobudzenie itd). Poobserwowałam go 2 godziny, zmierzyłam temperaturę i stwierdziłam że nie ma na co czekać do rana bo jeśli coś się stanie to będzie to - moja wina. Pan doktor na dyżurze udzielił nam konkretnej i rzeczowej pomocy. Pies dostał leki i zalecenia do ktorych się zastosowaliśmy. Dostaliśmy wydruk rozpoznania i zastosowanych preparatów. Jesteśmy zadowoleni. Pies jest zdrowy. Tylko tyle albo aż tyle.
Tak przy okazji: to często właściciele reagują za wolno. Mój pies jako szczeniak przeszedł krwotok, jak miał rok miał bebeszjoze myślę więc że mogę coś o tym powiedzieć. Naprawdę często połowa sukcesu udanej interwencji lekarza to dowiezienie zwierzaczka na czas.
P.N.
13:28:34 - 15 lutego 2011 #
Diagnoza : Dzien jak codzien -w poczekalni kliniki 3-4 oczekujacych na wizyte lub kontynuacje leczenia pacjentow.Do gabinetu wchodzi wlasciciel psa -za nim na pupie wjezdza ciagniety na smyczy podopieczny, pochod zamyka 4-5 letnia dziewczynka -jak domyslam sie -corka.Wszyscy troje wyraznie zdenerwowani.Stawiamy psa na stole i zaczynamy od mierzenia temperatury.Pies sie broni -w koncu jednak sie udaje -t.39,3 -czyli psi stan podgoraczkowy.Biorac pod uwage stres (20-25 min oczekiwania w poczekalni z innymi psami) trudno to wlasciwie uznac za pomiar w pelni wiarygodny.Zaczynam wywiad (po.łac.Anamnesis ).Dobry wywiad to 1/3 diagnozy.Pytam -co Pana sklonilo do wizyty u lekarza ? No wlasnie ,Panie doktorze, pies jest od kilku dni taki niewyraźny ! Jakby cos mu bylo ... (otwieramy podrecznik patofizjologii i chorob zakaznych -niestety nie ma w nim hasla "niewyraźny")Brniemy dalej : Czy ma apetyt ? Dzis miska byla pusta ale w domu jest jeszcze jeden pies (znow pudło !)-ale pije -wtraca sie corka -sama widzialam !Zlote dziecko ! A jak z wyproznieniami - pytam dalej.I tu znow problem -z psem na spacery wychodzi nastoletni syn -a syn jest w tej chwili w szkole wiec telefon nie wchodzi w rachube.Dzwonimy do zony -o kupach nic nie wie ale dwukrotnie sprzatala wymiociny w przedpokoju -punkt dla zony ! W ten sposob ilosc mozliwych przypadlosci zmniejsza sie z kilku tysiecy do ok.tysiaca.I charczy ! -dorzuca z przejeciem corka -jakby sie krztusil ! Znow punkt dla plci pieknej ! To juz nam ogranicza ilosc chorob do najwyzej kilkuset ! Pies jest mlody i w dobrej kondycji wiec mozna jeszcze pare dolegliwosci pominac.Czy zdarza mu sie na spacerach zjadac jakies smieci ? Tu znow sprawa rozbija sie o nieobecnosc glownego wyprowadzacza ...Rozmowa trwa jeszcze pare minut -niewiele wiecej z niej wynika.Czas na badanie kliniczne.Omacywanie brzucha,badanie dostepnych wezlow chlonnych ,osluchiwanie -pies znosi dosc dobrze.Klopoty zaczynaja sie gdy chce obejrzec gardlo.Psiak jest juz spanikowany,broni sie ,probuje gryzc.Wlasciciel stara sie go przytrzymac -nie bardzo mu to wychodzi.Dziecko zaczyna sie denerwowac,w oczach ojawiaja sie lzy.Ojciec puszcza psa i zajmuje sie corka.W koncu -przy pomocy 2 technikow -udaje mi sie obejrzec gardlo.Rodzina przeczekuje ta czesc badania w poczekalni.Gardlo jest silnie przekrwione a migdaly wrecz monstrualnych rozmiarow.Biorac pod uwage reszte badania klinicznego moge postawic najbardziej prawdopodobna diagnoze- angina !Pozostaje juz tylko podanie lekow.Wszystko to razem trwa ok.20-25 min.
To tylko jeden przypadek -relatywnie prosty.Gdy przeprowadzam wywiad czesto zadziwia mnie jak niewiele -mieszkajac przeciez pod jednym dachem -wlasciciele sa w stanie powiedziec o swoich czworonogach.A przeciez spora czesc informacji potrzebnych do postawienia diagnozy mozemy uzyskac tylko z wywiadu.To w duzej czesci wywiad ukierunkowuje dalsze badanie.Na marginesie -jesli czegos,Panstwo ,o swoim podopiecznym nie wiecie- prosze sie do tego uczciwie przyznawac.Nie jest to zadna ujma -a tworzony ad hoc opis rzeczywistosci tylko komplikuje sprawe i wprowadza lekarza w blad.Rowniez gdy trafiaja do nas pacjenci leczeni wczesniej w innej lecznicy rzecza podstawowa jest posiadanie przynajmniej wypisu lekow jakie byly psu lub kotu podawane -pozwala to czesto na okreslenie jakie objawy sa chorobowymi a jakie moga byc polekowymi -co niewatpliwie zwieksza szanse pacjenta.
Martyna
15:45:05 - 15 lutego 2011 #
Szanowny Panie P.N. - to jest portal z opiniami o lecznicach, a Pan tu opisuje swoje przypadki z własnej praktyki lekarskiej. Może założy Pan własną stronę i tam zacznie prowadzić blog. Nie chce urazić, ale wydaje mi się, że to nie jest odpowiednie miejsce na takie uprawianie literatury. Proszę się nie gniewać, pozdrawiam.
Robert
16:20:18 - 15 lutego 2011 #
Czemu? Mi się podoba :)
Takie anegdoty z życia weteryniarza :)
Może poprosimy administrację żeby uruchomiła jakiś blog dla pana P.N.?
P.N.
16:41:10 - 15 lutego 2011 #
Szanowna Pani Martyno ! Opisane tu przypadki sa jedynie ilustracja pewnych problemow z ktorymi spotykamy sie w swojej pracy na codzien i wierze ,ze pomoga osobom spoza naszego srodowiska lepiej zrozumiec specyfike pracy w klinice calodobowej -a to juz jest bezposrednio zwiazane z opiniami o lecznicy i lekarzach w niej pracujacych.Jesli byla Pani uprzejma przestudiowac wczesniejsze wpisy na tym forum -zapewne zauwazyla Pani kilka dosc saznistych opisow przypadkow bynajmniej nie mojego autorstwa, za to uzupelnionych bardzo emocjonalnymi komentarzami.Prosze wiec nie odmawiac mi prawa do polemiki -jakkolwiej jej forma nie musi sie Pani podobac.Jesli odczuje potrzebe utrwalenia wlasnych dokonan to oczywiscie zaloze wlasny blog i tam sie bede spelnial literacko- ale na razie nie to bylo moim celem. Pozdrawiam serdecznie ! P.N.
P.N.
17:01:27 - 15 lutego 2011 #
P.S.
Jestem clowiekiem wychowanym na slowie pisanym i zawsze wydawalo mi sie,ze najtrudniejszy nawet problem wylozony w formie anegdotycznej i poparty przykladem bardziej przemawia do wyobrazni niz suche fakty.Moze taka forma uswiadomi tez czesci wlascicieli naszych pacjentow ,ze "po dugiej stronie barykady" tez sa ludzie a nie automaty . Tyle na dzis ! Pozdrawiam wszystkich !P.N.
jarek
22:08:01 - 15 lutego 2011 #
A ja poproszę anegdotę o cenach za uspienie zwierzaka,jako były technik i pracownik całodobówki wiem,co to za cymes dla weta.Tylko bez frazesów o smutku i żalu, jak to pan doktor pisał.ludzie zapytajcie ile uspienie z kremacja kosztuje psa 30 kg cena 300zł minimum,zysk dla weta około 260 zł!na czysto.pozdrówki ema.Tak jak doktor przytoczył wetów z innych krajów i miedzy wierszami było, to jest zwykły biznes i nie dorabiać ideologii!weci też ludzie chcą żyć i kosić forsę.A bajki to na cartoon network,he he
Karola
12:17:52 - 16 lutego 2011 #
300zł ? niemożliwe ? w jakiej lecznicy ? ja u swojej wetki w śródmieściu za uśpienie mojej kochanej bokserki zapłaciłam 100zł z pozostawieniem jej ciałka. I wetka w sumie to prawie nie chciała przyjąć pieniędzy, bo znała moją psinę ponad 3 lata i naprawdę było jej strasznie smutno, płakałyśmy obydwie. Jarek, czy Ty czasem nie przesadzasz? w jakiej lecznicy widziałeś takie chore ceny? Chyba masz problem , bo strasznie nie lubisz wetów, może to z zazdrości???
ksu
15:40:21 - 17 lutego 2011 #
"zysk dla weta około 260 zł!na czysto" kto Ci krzywdę zrobił, powiedz że takie bzdury piszesz. Koszt eutanazji + pozostawienie zwłok do "utylizacji" 30 kg - 300 pln to się zgodzę ale 260 na czysto? Zamiast kończyć technikum wet. trzeba było bardziej do matematyki się przyłożyć i ewentualnie o prowadzeniu działalności i wszystkich kosztach z tym związanych poczytać. Nie mąć ludziom w głowach i nie podsycaj i tak nie małych jak widać emocji. pzdr
jarek
20:11:27 - 17 lutego 2011 #
Do KSu.Skończyłem po technikum informatykę,z matmą u mnie ok,wiem jak jest bo pracowałem 4 lata,ja piszę ile bierze wet na czysto,co z tą kasa robi to wiadomo...pozdr
Stefan
22:56:44 - 17 lutego 2011 #
Z matematyką to może ok ale o prowadzeniu działalności gospodarczej w tym złodziejskim kraju to wiesz nie wiele.
Wystarczy że od tych 260 zł odliczysz sobie VAT i podatek dochodowy i już zostaje 170 złotych. Wiesz ile płaci się ZUSu za jednego pracownika (lub za samego siebie?). Wiesz ile kosztuje wynajem lokalu pod działalność - najmniejszego jaki się da, gdzieś w piwnicy z dala od głównej ulicy? (i tak musi spełniać 50 różnych norm, sanepid, straż pożarna itp.)
Załóż sobie działalność gospodarczą i rób za matkę teresę
ksu
00:12:08 - 18 lutego 2011 #
to tak jakby napisać, że hydraulik za wymianę uszczelki bierze 50 pln z czego na czysto ma 45 bo uszczelka kosztuje 5... na ale ta praca polega na świadczeniu usług. Za leki płacisz w aptece a u "weterynarza" płacisz za usługę.
P.N.
13:11:39 - 18 lutego 2011 #
Przykro mi,ze musze pisac o tej ,niemilej weterynarzom stronie ich dzialalnosci-ale musza mnie do tego stek bzdur wypisywanych przez Pana Jarosława.Koszt eutanazji zwierzecia wynosi od 30 do 50 PLN + koszt srodkow do tego uzytych.Obecnie obowiazujace przepisy unijne nakazuja kremacje martwych zwierzat- na terenie Warszawy zajmuja sie tym 2 firmy (bo przeciez nie same lecznice)- koszt wynosi 8-10 PLN za kilogram - w razie watpliwosci sluzymy numerami telefonow.Tak wiec eutanazja psa o wadze ok.30 kg z pozostawieniem zwlok to grubo powyzej 300 PLN.Jak juz napisalem ,przykro mi ,ze musze z detalami opisywac merkantylna strone tego traumatycznego dla wlascicieli zdarzenia- ale brak odpowiedzi na te klamstwa bylby zapewne uznany przez czesc forumowiczow za "przyznanie sie do winy" (!???).Uprzejmie prosze p.Jaroslawa o dokladne przestudiowanie tych kilku linijek tekstu ponizej naglowka "Dodaj opinie" i chwile zastanowienia przed kolejnymi wpisami.Iluzoryczna anonimowosc w Internecie jest rozumiana czasami jako zacheta do mijania sie z prawda.Jesli ma Pan dosc odwagi by nadal bronic swoich racji -prosimy o konkrety (nazwe lecznicy calodobowej gdzie Pan pracowal i gdzie cale zajscie mialo miejsce -rzecz jest do zweryfikowania.Pana byly pracodawca napewno chetnie odpowie na zarzuty).Pozdrawiam ! P.N.
P.N.
13:31:03 - 18 lutego 2011 #
P.S.
Domyslam sie ,ze Pan Jaroslaw -jako czlowiek gleboko ideowy pracowal w w/w lecznicy calodobowej za "Bog zaplac" i dobre slowo -skoro "wyciaganie pieniedzy" za uslugi weterynaryjne tak go brzydzi - inaczej partycypowalby w tym -jakze nagannym -procederze.
Jarek
19:29:37 - 18 lutego 2011 #
Panie P.N mija się pan grubo z prawdą,8-10 zł za kg kosztuje ale klienta,zbiornica Skórzec bierze 1,5 za kg zwłok,przebicie kilkaset procent!zysku dla lecznicy,koszt uśpienia 50 zł+ leki to żart bo fiolka Thiopentalu to koszt ok 4 zł starcza na psa 40 kg,ksylazyna na sen to kilka złotych,więc bez kpin panie doktorze. Technik nie może prowadzić lecznicy wiec o procederze wyciągania pieniędzy niech sam pan opowie ckliwą,ubraną w ładne słówka bajeczkę.Co do mojej pracy ,sam pan wie ,,że technicy pracują w ledwie kilku lecznicach i byłoby nieelegancko pisać o poprzednich szefach,ja piszę o szerszym zjawisku ,niestety ciągle aktualnym,To tyle więcej nie ma co pisać i ciagnać ta dyskusje,innych forumowiczów proszę o sprawdzenie faktów nim zaczną pisać.pozdrówki siemano.Lecę na wczasy do Tajlandii ,pocztówki nie przyślę he he
ksu
20:48:19 - 18 lutego 2011 #
Jest już jeden Jarek w tym kraju co niewiele rozumie (a może zbyt wiele), teraz jest was dwóch... faktycznie nie ma co dalej roztrząsać tematu.
P.N.
21:00:56 - 18 lutego 2011 #
Pisze o cenach firm zajmujacych sie kremacja a nie przerabianiem na maczke kostna i pasze dla kur -przepraszam za te drastyczne szczegoly ale sytuacja zmusza mnie do znizania sie do poziomu mojego adwersarza.Rowniez myli Pan Jaroslaw eutanazje jako zabieg -z cena uzytych do tego specyfikow.W ten sposob zalozenie plomby u stomatologa kosztowaloby 10 PLN a nie ponad sto -skoro juz siegamy do lopatologii.Zastanawia mnie zacieklosc z jaka Pan Jaroslaw atakuje wszystkich wterynarzy -czyzby niespelnione aspiracje ? A moze to lecznica rozstala sie z Panem a nie Pan z lecznica ? - to rowniez moze frustrowac.W jednym ma Pan racje -nalezy zakonczyc ta dyskusje bo opluwanie i powtarzanie frazesow nie jest pozywka dla merytorycznej wymiany zdan.Dziwi mnie troche Pana frywolne poczucie humoru -szczegolnie w kontekscie tematu na ktory toczy sie ta rozmowa.Ocene poziomu wypowiedzi i argumentacji oraz jej formy pozostawiam innym forumowiczom.Zycze udanych wakacji w Tajlandii i nadal tak dobrego samopoczucia na wlasny temat ! Pozdrawiam ! P.N.
P.N.
14:15:47 - 22 lutego 2011 #
Dzis o trollach."troll" jest postacia dobrze znana wszystkim bywalcom forow internetowych (np.Antek Emigrant z portalu Onet Pl).Trolle sa logicznym nastepstwem internetowej anonimowosci wypowiedzi oraz pewnych predyspozycji osobniczych."Trollowanie" jest rzecza bardzo prosta.Po przestudiowaniu wczesniejszych wpisow na forum wybieramy tezę budzaca mozliwie najwieksze emocje i wrzucamy ja na forum w postaci krotkiego hasla -mozliwie ogolnikowego.I czekamy co bedzie.W przypadku p.Jarka to np.haslo -weci kosza kase ,a co z nia robia -to wiadomo...(W domysle -wiadomo wszystkim -a ci co nie wiedza powinni sie jak najszybciej dowiedziec )Nikt nie lubi placic za cokolwiek wiec haslo jest bardzo chwytliwe i napewno wywola zamieszanie -a tylko o to trollowi chodzi.Zwracam uwage ,ze to forum ma sluzyc wyrazaniu opinii o konkretnej lecznicy -czy we wpisach naszego trolla byl chociaz jeden konkret ? Oczywiscie ,ze nie -nie o to przeciez chodzilo ! Konkrety trolla brzydza bo otarcie sie o fakty grozi utrata anonimowosci -a bez anonimowosci trolle nie moga egzystowac.Mimo wszystko postaram sie odpowiedziec -co weci robia z kasa.Oczywiscie wiekszosc przezeraja -jak powszechnie wiadomo,zywia sie glownie rosyjskim kawiorem i przepiorczymi jajami a popijaja dobrym szampanem- niczego innego gardlo "trzepiacego kase" weta nie przyjmie.Czescią -jako nacja chytra i nikomu nieufajaca -wypychaja sobie materace.A co z resztą ?
Drobiazgi ktore tu wylicze sa dobrze znane wszystkim ,ktorzy prowadza wlasna (legalną) dzialalnosc gospodarcza + pare dodatkow zwiazanych ze specyfika zawodu
: - podatek dochodowy
-podatek VAT
-dzierzawa lub wynajem lokalu
-media- gaz,prad,smieci etc (+ utylizacja odpadow z ciemni RTG,materialu zakaznego (zuzyte igly ,opatrunki etc)
-zakup materialow medycznych (bandaze,igly,wlewniki,strzykawki,klisze RTG etc)
-zakup lekow (leki weterynaryjne sa niestety z reguly drozsze od ich "ludzkich" odpowiednikow -a jestesmy przepisami zobligowani do uzywania preparatow weterynaryjnych
-pensje technikow (jakos nie chca pracowac za "Bog zaplac")
-oplacenie personelu administracyjnego (recepcja ,ksiegowosc, sprzatanie)
-telefony (zwykle kilka linii)
-ogrzewanie (nasza klinika ma w sumie 400 m2 powierzchni -beda cos o tym wiedzieli wlasciciele domow jednorodzinnych)
-ubezpieczenie (lokalu,OC etc)
-przynaleznosc do Izby Lekarsko-Weterynaryjnej -czyli de facto prawo wykonywania zawodu -drobiazg -40 PLN/miesiac/od lekarza wet
-biezace przeglady i konserwacja sprzetu medycznego (RTG,USG,endoskopy,aparaty do narkozy wziewnej,kardiomonitory,sprzet analityczny -drobiazg -serwis i kalibracja analizatora biochemicznego to kilkaset euro miesiecznie)
-srodki czystosci
-materialy chirurgiczne (nici,gwozdzie do osteosyntezy,pola operacyjne i serwety,srodki do narkozy wziewnej,zestaw do wszczepiania endoprotez stawow biodrowych -kilka tysiecy euro)
-akumulacja -czyli zbieranie srodkow na nowy sprzet dla lecznicy (analizator hematologiczny -6000-9000 PLN,USG dobrej klasy 40 000-60 000 PLN,endoskop 2000-6000 PLN etc)
-szkolenia lekarzy wet -w miejscach tak egzotycznych jak Wroclaw,Lublin lub warszawski Mokotow -od 150 do 700 PLN za 1-3 dni wykladow-oprocz porad jak wyciagnac od klijenta jak najwiecej pieniedzy tematy np.Anatomia klatki piersiowej w obrazie rentgenowskim (prof Christopher R.Lamb z University of London)- i tu satysfakcja dla trolla bo jedni weci wyciagaja pieniadze od innych wetow.A ze przy okazji mozna sie czegos nowego dowiedziec -kogo to obchodzi !
-urlopowe wyjazdy -oczywiscie conajmniej Tajlandia lub Pernambuko (tak przy okazji -mnie sie udalo dotrzec w ciagu ostatnich lat najdalej do Augustowa a szef mojej kliniki nie mial normalnego urlopu od lat conajmniej dziesieciu- oczywiscie wszystko to przez przyslowiowa weterynaryjna pazernosc !)
Wszystkie lecznice weterynaryjne sa teraz lecznicami prywatnymi.Nie stoi za nami zaden FOZ,zabiegi ,leki,uslugi nie sa refundowane -musimy sobie radzic sami.Co do cen - np.zabieg sterylizacji kotki od 5 lat kosztuje 230-260 PLN -prosze to sobie porownac np.z progresja cen produktow spozywczych na przestrzeni ostatnich 5 lat - i dopiero na tej podstawie wyglaszac opinie.Lekarze weterynarii -tak jak kazda inna grupa zawodowa- nie egzystuja w prozni- tak samo jak innych dotykaja nas podwyzki cen ,skladek etc.Rosna koszty utrzymania ,rosna koszty pracy (prowadzenia dzialalnosci gospodarczej).Rozumiem ,ze kazdy wolalby placic za usluge mniej niz wiecej ale prosze mi wytlumaczyc ,dlaczego to wlasnie ja mam ponosic konsekwencje postepujacej drozyzny -czy dlatego ,ze wybralem taki a nie inny zawod ?Oczywiscie -ETOS ! W kontaktach z pacjentami i ich wlascicielami -owszem -tylko dlaczego ow etos konczy sie przed dzrwiami Urzedu Skarbowego lub jakiejkolwiek innej instytucji ? Nasz troll napsalby pewnie w tym miejscu -"lzawe bajeczki".Czy oby napewno ? Moj zawod przynosi mi ogromna satysfakcje.Mam swiadomosc,ze moja praca jest w wymierny sposob pozyteczna-a to nie zdarza sie czesto.Czy mam sie czuc winnym,ze chcialbym sie z niej rowniez utrzymac ?Ale to juz trolla nie interesuje ! Pozdrowienia dla wszystkich ! P.N.
nie polecam
16:09:19 - 25 lutego 2011 #
zdecydowanie NIE POLECAM!!!
z pewnością możliwości sprzętowe klinika ma ale zwierze traktowane jest jak przedmiot, kolejny przypadek. weterynarze leczą chorobę a nie zwierzę (ja rozumiem, że
P.N.
11:18:34 - 26 lutego 2011 #
Mam pytanie -czy mamy współczuc czy leczyc ? Zawsze wydawalo mi sie ze podstawowym kryterium jest tu skutecznosc dzialania.Stopien zaangazowania emocjonalnego jest rzeczą subiektywną.Dla kazdego wlasciciela zwierzaka jego podopieczny jest jedyny i wyjatkowy -zrozumiale wiec ,ze oczekuje takiego samego traktowania od lekarza.I zapewniam Panią ,ze i dla nas kazdy pacjent jest indywidualnoscia -co nie zmienia faktu ,ze jest rowniez przypadkiem chorobowym (nie rozumiem zupelnie dlaczego slowo "przypadek" ma dla Panstwa wydzwiek pejoratywny) -inaczej nie trafilby do lecznicy.Co zas do leczenia zwierzecia a nie choroby -to tacy pacjenci zapelniaja potem nasz szpital -niech mi Pani wierzy ,ze ta metoda sie nie sprawdza.Lekarz ma postawic diagnoze i zastosowac skuteczne leczenie - to jest sprawa podstawowa.Staramy sie przy tym uwzgledniac stan emocjonalny wlasciciela pacjenta co czesto nie jest sprawa latwa i moze wywolywac konflikty -i nie zawsze wina lezy tu po stronie lekarza.Wielokrotnie w swojej praktyce spotykamy sie z sytuacjami gdy wlasciciel staje sie bardziej absorbujacy od pacjenta -a to nie jest juz rzecz normalna.Wiele naszych dzialan i zabiegow moze sie komus bez wyksztalcenia medycznego wydac dziwnymi czy niezrozumialymi - staramy sie zawsze odpowiadac na pytania wlascicieli -jezeli jest tylko na to czas -a np.w sytuacjach bezposredniego zagrozenia zycia tego czasu czesto brakuje.Zdaje sobie sprawe z tego ,ze nasza praca ze swojej natury -budzi duze emocje -po obu stronach.Ale te emocje nie moga przeslaniac nam jej celu. Pozdrawiam ! P.N.
prowincjusz s.wieśniak
17:43:19 - 05 marca 2011 #
Czytam i oczom nie wierzę , w tej Warsiawie to już normalnie jak w jakim Discovery albo innym Animal Planet, wszystkie powariowały i ludzie i wetrinniarze, a w szczególności durnowatym technikom weterinarijnym padło na mózg
Opinia usunięta ze względu na niską wiarygodność
Seta
08:44:03 - 09 marca 2011 #
Chciałabym móc powiedzieć coś dobrego ale niestety nie mogę. W szpitalu tej lecznicy umarły moje dwa małe kotki, w przypadku jednego podobno wada genetyczna jelit, w przypadku drugiego niewiadomo... Ale mimo to dalej korzystałam z ich usługo bo stwierdziłam że to oni są lekarzami może mają racje ponad to pracują 24/7 co również było dla mnie plusem DO WCZORAJ!!!
W poniedziałek zawiozłam swoją trzyletnią kotkę na prosty ich zdaniem zabieg "sterylizacje" a we wtorek na Dzień Kobiet dostałam od nich prezent, wiadomość że moja Najukochańsza Kotka umarła. Po zabiegu się obudziła, chodziła po klatce wszystko było ok, a po pewnym czasie dostała wewnętrznego krwotoku i umarła! Ale na moje pytanie dlaczego, skąd ten krwotok nikt nie potrafił odpowiedzieć... Na pewno nigdy więcej nie zawiozę tam żadnego zwierzaka!!!
Krzysztof Zdeb
23:03:50 - 10 marca 2011 #
Szanowni Państwo.
Dajecie się zagonić w jakieś nikomu niepotrzebne dyskusje, które tak naprawdę nic nie wnoszą. Jeśli Pan/Pani ma jakiś żal do lekarza weterynarii i uważa, że ów świadomie czy nie, przysporzył jej pupilowi wiele cierpienia czy doprowadził do zejścia, bądź niepotrzebnie naraził na straty finansowe, to miejscem do kontynuowania takich sporów są odpowiednie instytucje. To samo tyczy się pojawiających się tutaj rzekomych wypowiedzi lekarzy. Jeżeli dochodzi do pomówienia lub zniesławienia, to anonimowość użytkownika takiego forum jest jedynie pozorna i można oczekiwać zadośćuczynienia.
Tymczasem to bicie piany, które jest tu uprawiane służy jedynie zwiększeniu ilości wejść na stronę, co sprawi, że reklamodawcy wywalą więcej pieniędzy dla właściciela serwisu.
jedynym rozwiązaniem dla takich niepotrzebnych zakątków internetu jest ich ignorancja.
wszedłem na tę stronę za namową kolegi. jest to mój pierwszy i ostatni udział w tym urągającym godności zarówno lekarskiej jak i czysto człowieczej procederze.
pozdrawiam
K.Zdeb
MK
23:39:46 - 10 marca 2011 #
Nie do końca mogę zgodzić się z Pani opinią.
Nie wiem kto Pani powiedział,że istnieją zabiegi "proste"- w chirurgii różnego rodzaju powikłania zdarzały się,zdarzają i będą się zdarzały włącznie ze zgonem pacjenta. Dlatego też przed zabiegiem przeprowadzanym w znieczuleniu ogólnym właściciel zobligowany jest do wyrażenia swej zgody na zabieg w formie pisemnej. Przed zabiegiem została Pani poinformowana o ryzyku związanym z jego przeprowadzeniem.W swojej wypowiedzi pomija Pani fakt,że nie była to " normalna sterylizacja"- kotka była w zaawansowanej ciąży- i to Państwo nie chcąc mieć kłopotu z posiadaniem kociąt zdecydowaliście o poddaniu jej zabiegowi.Na moje pytanie o stan ogólny uzyskałem odpowiedź, że kotka sprawuje się normalnie. Po zabiegu okazało się,że ma KRWOTOCZNĄ BIEGUNKĘ / a nie jak Pani pisze krwotok wewnętrzny- to dwa różne pojęcia!!/. Gdy rozmawiałem z właścicielem /rano/ i pokazałem ślady owej biegunki na ligninie- przyznał, że zdarzało się,że któryś z Państwa kotów oddawał kał z domieszka krwi/ do końca nie wiadomo który/.Osłabienie organizmu biegunką/ o której ani Państwo ani ja nie wiedzieliśmy/,zdecydowanie mogło wpłynąć na to, że kotka nie przeżyła.
Co do KRWOTOKU WEWNĘTRZNEGO - po tego typu zabiegach - takie powikłanie też się zdarza, a związane jest z tym, że w trakcie trwania zabiegu zwierzę, które jest poddane znieczuleniu ogólnemu ma obniżone ciśnienie krwi. Chirurg podwiązuje naczynia krwionośne zakładając przewiązki / zwykle 2 na każde naczynie/, po czym przecina naczynia i obserwuje czy nie ma krwawienia-jeśli nie ma - kończy zabieg zamykając ranę pooperacyjną. Może się tak zdarzyć że po wybudzeniu zwierzęcia i wzroście ciśnienia krwi, z naczynia które wydawało się być dobrze podwiązane - jednak dojdzie do krwotoku,do obluzowania się przewiązek może również dojść na skutek gwałtownych ruchów operowanego zwierzęcia / w skrajnych przypadkach nawet w kilkanaście dni po zabiegu/.
Z Pani Wypowiedzi można wysnuć wniosek,że wszystkie leczone u nas zwierzęta nie przeżyły.......Mam nadzieje,że "Tyśka" również u nas operowana czuje się dobrze.......
P.N.
09:58:49 - 12 marca 2011 #
Nie sadzilem ,ze przyjdzie mi polemizowac na tym forum z innym lekarzem weterynarii.Co do rzeczy zasadniczej dr Zdeb ma racje -rzeczywiscie miejscem uprawnionym do prowadzenia sporow jest Izba Lekarsko-Weterynaryjna -jednak w rzeczywistosci zaledwie promil spornych spraw tam trafia.Znacznie latwiej jest wejsc na forum internetowe i tam upublicznic swoje niezadowolenie -zdejmuje to z osoby piszacej obowiazek udowadniania czegokolwiek i dowodzenia swoich racji przed gremium ktore byloby w stanie ocenic je merytorycznie.Zyjemy w dobie internetu i zjawisko to dotyczy nie tylko weterynarii ale rowniez innych dziedzin zycia.Zaklinanie rzeczywistosci -czyli zakladanie,ze rzecz istniejaca a dostatecznie dlugo ignorowana w cudowny sposob sama zniknie -niestety sie nie sprawdza.Osobiscie nie mam poczucia ,ze podejmowanie polemiki z kimkolwiek uwlacza mojej godnosci i deprecjonuje mnie jako lekarza -natomiast brak reakcji jest w naszej kulturze odbierany zwykle zupelnie jednoznacznie jako "oddanie pola" adwersarzowi -czyli posrednio przyznanie mu racji.Mozna oczywiscie ujac sie honorem ,obrazic i nie odpowiadac na zarzuty (niezaleznie od ich zasadnosci)ale w przypadku prowadzenia dzialalnosci uslugowej jaka jest praca w klinice weterynaryjnej jest to na dluzsza mete polityka samobojcza.
mimi
21:46:52 - 18 marca 2011 #
w styczniu 2010 roku leczylam tam psa , mial raka pluc,niestety nie pamietam nazwiska Pani doktor ktora go leczyla ,pies nie zyje ,ale ta kobieta zachowala sie bardzo przyzwoicie,z taktem, mozna by rzec -taki ludzki człowiek
Andrzej
03:08:18 - 19 marca 2011 #
18.03.2011
Przeprowadzono operacje usunięcia połkniętej piłki przez mojego psa Beniego.
Jak się później okazało w brzuchu znajdowała się jeszcze jedna wcześniej połknięta zabawka.Zabieg usunięcia wykonano profesjonalnie ( bardzo późna nocna )mimo dużej ilości operacji tego dnia i zmęczenia personelu.Obsługa bardzo miła i profesjonalna.
Serdecznie podziękowania dla pana Pawła Kowalczyka i Marcina Krajewskiego.
KLINIKĘ WETERYNARYJNĄ POLECAM Andrzej z Ursynowa.
Do Szanownego Pana P.N.
14:14:32 - 19 marca 2011 #
cóż za skromność.............:-szkolenia lekarzy wet -w miejscach tak egzotycznych jak Wroclaw,Lublin lub warszawski Mokotow -od 150 do 700 PLN za 1-3 dni wykladow"............................Dobrze wiemy ,że niektóre szkolenia to wydatki ponad 1000 zł................ Więc proszę tak skromnie nie operować cenami:)
Popieram Pana wpisy na tym forum+czytam je z nieskrywana przyjemnoscia.
krysap
20:13:21 - 21 marca 2011 #
Dziwią mnie tak złe wpisy na forum. Klinikę znam od lat i jest jedną z lepszych w Warszawie. (odwiedziłam wiele)
Ostatnio moja suczka miała operacje w klinice Bemowo, a teraz chodzę na zastrzyki (antybiotyki po operacji). Nie mam żadnych zastrzeżeń, a za każdą zapłaconą złotówkę dostaję paragon z kasy fiskalnej. Przed operacją musiałam podpisać zgodę.
Ogólnie dobra, profesjonalna obsługa. Jedyne co można zmienić to pracowników recepcji (wyniośli i mało sympatyczni), oprócz młodego chłopaka (jest zawsze miły i grzeczny)
Karolina
22:48:20 - 22 marca 2011 #
Zgadzam się. Ten młody chłopak na recepcji jest bardzo sympatyczny. Kilkakrotnie rozmawiałam z nim przez telefon i za każdym razem cierpliwie odpowiadał na moje pytania. Kiedy pokazałam się w klinice osobiście, również był bardzo miły. Szkoda, że inne osoby na recepcji nie biorą z niego przykładu. To na pewno w dużym stopniu uspokajałoby właścicieli zwierząt, którzy i tak przychodzą do kliniki w najróżniejszych stanach emocjonalnych.
A. Wójcik
16:51:29 - 08 kwietnia 2011 #
Serdecznie dziękuję Pani Doktor, która miała dyżur w nocy z wtorku na środę (niestety nie znam nazwiska) za zajęcie się odesłanym przeze mnie pogryzionym pacjentem z perforacją jamy brzusznej.
Pozdrawiam
Aleksandra Wójcik
Jamninia
20:43:10 - 15 kwietnia 2011 #
NIE POLECAM!!!! moja Jamnisia ma przewlekla niewydolnośc nerek. Jest wiekową sunią. Od ponad dwóch tygodni walczymy z chorobą. Leczymy się w innej lecznicy niestety na drugim końcu miasta. Dwa tygodnie bez przerwy podaję Jamnisi kroplówkę. To choróbsko powoduje,że piesek ma kruche naczynka i wenflon utrzymuje się bardzo krótko-w jej przypadku góra dwa dni. Przyjechałam dziś trzeci raz na wymianę wenflonu do tej lecznicy. To był nasz ostatni raz w tym miejscu. PRÓBĘ założenia wenflonu podjęła tech.wet. Hartman (taka ze wschodnim akcentem, teraz ma długie włosy nie jak na zdjęciu). Nie pozwólcie, żeby kiedykolwiek dotykała się Waszego zwierzaka. Kuła sunie cztery razy. malutka straciła sporo krwi. Przeżyła potworny stres. Na dzień dobry uprzedziałam ów "specjalistkę", aby oszczędzała naczynka pieska, bo muszą jeszcze starczyć na wiele dni leczenia. W miejscu wenflonu robi się zrost i nie można założyć w tym samym miejscu kolejnego. Ale pani wszystkowiedząca od progu krytykowała wenflon założony przez naszą Pania Doktor, ze za cienki,ze za krótki i opatrunki na uszach po poprzednich wenflonach nie takie. " ja zakładam od razu różowy bedzie na dłużej" (nagrubszy i najdłuższy). Spytałam, czy w tym stanie to w ogóle możliwe, żeby załozyc pieskowi grubszy wenflon (przecież jestem codziennie w "swojej" lecznicy i na pewno tam tez mają rózowe). Po czwartej próbie kiedy pękło kolejne naczynko ów "technik" teoretyk zawołała rozpaczliwie o pomoc swoją koleżankę. Ta pomagała trzymac sunie która wiła się z bólu. Wbiła igłe z takim impetem (nie potrafię porównac tego do niczego) przecież powinna się wkuwac bardzo delikatnie,ostrożnie i powoli, żeby nie uszkdzić naczynka, i igła żeby znalazła się w odpowidnim miejscu. oczywiście naczynie pękło, polała się znowu krew. Pani która pomagała trzymac stwierdziła że ona spróbuje. Udało się ( nie wiem czy po czwartej czy piatej próbie). Na co ta pierwsza mówi; "ale sie mała z toba nameczyłam" oddały mi zwierzaka zakrwawionego. a przy kasie niespodzianka. Stoje, stoję, stoję, sunia się juz bardzo niecierpliwi, chce jak najszybciej wyjśc z tego okropnego miejsca. Pytam drugi juz raz, "czy moge zapłacic?" "nie" - odpowiedź "towar przyjmuje" (dostawca wnosi kartony a pracownik lecznicy siedzi w recpcji i mówi gdzie kolejny karton postawić.Kiedy się juz doczekałam usłaszałam, że mam zapłacic dwa razy tyle co poprzednimi razy kilka dni temu płaciłam w tej lecznicy za "tę samą" usługę. Na pytanie dlaczego? odesłano mnie do gabinetu, gdzie usłyszałam uzasadnienie, że zużyli więcej materiału i dlatego muszę zapłacić więcej. Więcej materiału, bo nie umiejętnie było to robione -odpowiedziałam, na to pani powiedziała że to moja wina bo nie umiem trzymac swojego zwierzaka. W c ostatnich kilkunastu dni Jamninia miała zakładany wenflon ok. 8 razy i ani razu nie było z tym żadnego problemu. Zawsze pierwsza próba z powodzeniem. Milo wspominała dotychczas wizyty w tej lecznicy, ale kto inny się nią zajmował (kom poniżej). Znam kilku lekarzy z tej lecznicy i mam o nich jak najlepsze zdanie, ale to co nas dziś spotkało..jak mam wytłumaczyc mojej suni, że nie chciałam jej na coś takiego narażać. Jestem zdania, że kierujący ta placówka pownni wyciągać konsekwencje z takich sytuacji :(
Jamninia
20:50:47 - 15 kwietnia 2011 #
dziękujemy przemiłej, delikatnej młodej Pani Doktor nie znam nazwiska (ma wytatuowane kocie łapki na prawym przedramieniu. Jamninia miło wspomina spotkania z Pania Doktor.
Doktor Marciński tydzien temu robił suni USG. Pierwszy raz w zyciu widziałam tak dokładne USG i taki wyczerpujący opis badania (włączając w te doświadczenia medycynę. bardzo delikatny, super fachowiec profesjonalista. - Dziękujemy :)
Miło wspominam sprzed lat dr Degorską operowała moja rotweilerkę i wizyty wówczas równiez u dr Jodkowskiej. Obie panie Doktor sa świetnymi fachowcami i zwyczajnie bardzo miłe. Moja suczka lubiła bardzo obie Panie Doktor.
magdalena Stankowska
11:47:27 - 27 maja 2011 #
Od 8 lat korzystamy z usług lecznicy "Bemowo". Trafiliśmy tam z naszym adoptowanym bokserem, niechcianym interchampionem, jak się okazało "tykającą bombą". Dziesiątki badań, wizyt, dr Wróblewski "martwiał" wręcz na dźwięk mojego nazwiska :-) Po konsultacjach u prof. Lechowskiego zdecydowaliśmy się psa wykastrować. Dzięki właściwej diagnozie i leczeniu pies po 1,5 roku ciągłych wizyt w lecznicy zaczął wracać do zdrowia. Potem wylew i ataki padaczkowe - dzięki nieocenionej dr. Milewskiej Maksowi udało się dożyć 13 lat :-) Na usługi szpitala też nie mogę narzekać. Psem w stanie agonalnym młoda pani doktor zajęła się profesjonalnie i rzeczowo, przywracając go do życia. Wiem, że rozemocjonowani i przerażeni właściciele często oczekują od lekarzy wyrazów empatii, ale dla mnie postawową powinnością lekarza, zwłaszcza w momentach zagrożenia życia,jest właściwa analiza i podjęcie ratujących życie działań. Nie chciałabym, by moje zdenerwowanie udzieliło się lekarzowi i zdaję sobie sprawę, jakim utrapieniem są dla lekarzy spanikowani właściciele. Dlatego staram się zawsze opanować i współpracować, a nie przeszkadzać. Oczywiście uwielbiam ciepłych i serdecznych lekarzy, kiedy jest na to czas i okazja, bo którz nie lubi "misiaczków" i innych czułych zdrobnień dr. Marcińskiego, czy kojących serce badań dr. Bartoszuk-Bruzzone. Nigdy też nie zapomnę łez w oczach dr Wróblewskiego, kiedy usypialiśmy Maksia. Bardzo Panu dziękujemy za sposób, w jaki pomógł Pan odejść naszemu staruszkowi.
A że drogo? No cóż, podejmując decyzję o zakupie i adopcji psa należy zadać sobie pytanie, czy stać nas na jego utrzymanie i ew. leczenie. Można też wybrać tańsze lecznice. Nie przeczę, że można tam spotkać równie dobrych lub nawet lepszych lekarzy. Ale ja wolę, by mój pies prowadzony był od początku przez tą samą placówkę i miał dostęp do pełnej diagnostyki i szansę na właściwą analizę i diagnozę. Lekarzowi znającemu psa, jego specyfikę i przypadłości łatwiej postawić odpowiednią diagnozę, niż obcemu vetsowi, zwłaszcza dopóki psy nie potrafią same opowiedzieć, co je trapi.
Urszula M.
10:05:09 - 19 czerwca 2011 #
Ja do Kliniki trafiłam, po poleceniu mi jej przez znajomych. Od kilku lat odwiedziłam wiele miejsc, gdzie szukałam pomocy dla mojej suczki, jednak nie zawsze udawało mi się odnaleźć kompetencje personelu i dobre warunki leczenia w jednym miejscu. Dopiero tu zakończyłam poszukiwania. Po spotkaniu i rozmowie z dr Marcinem Krajewskim, z pełnym zaufaniem oddałam psa na operację zerwanych więzadeł stawu kolanowego. Panie Doktorze, dziękuję. Dziś moja suczka wraca do zdrowia, bez komplikacji, a ja wiem, że pomimo ponad 20 km odległości znalazłam dla niej odpowiednią opiekę na przyszłość.
Agnieszka C.
17:24:32 - 07 lipca 2011 #
Mój pies miał dziś wykonywany specjalistyczny zabieg. Tylko dobre wyposażenie kliniki uchroniło zwierzaka przez operacją. W tak dużym mieście jak Warszawa jest tylko kilka miejsc, gdzie można taki zabieg wykonać, a czas oczekiwania (ze względu na okres urlopowy) był nie do zaakceptowania. Wszystko przebiegło sprawnie, personel bardzo miły.
Rozumiem, że tak wyposażona klinika musi mieć nieco wyższe ceny. Przecież nikt im tego sprzętu za darmo nie dał!
M
17:44:00 - 09 sierpnia 2011 #
nie polecam tej kliniki! Pan z rejestracji powinien ustąpić posady komuś młodszemu bo nie nadaje się na swoje stanowisko i jeszcze pyskuje! poza tym byłam na konsultacji z dr Krajewskim w sprawie potrąconej przez samochód suczki rasy york, która ma pęknietą miednicę czy wymagana będzie operacja czy nie. Dr Krajewski powiedział, że operacja nie jest konieczna ale robcie co chcecie bo i po operacji może być źle i bez operacji tez może być źle. Bardzo fachowy lekarz nie ma co!!! Nawet nie chiał zobaczyć karty przebiegu badań psa a na zdjęcia rtg rzucił tylko okiem. Nigdy więcej tam nie pójdę!!!!
MK
01:55:04 - 15 sierpnia 2011 #
szanowna pani M - zapraszam po wydruk z karty leczenia Pani psa - może wówczas zrozumie Pani co do niej mówiłem - zabieg TAK- ale:1 wysoki koszt
2 ryzyko narkozy
3 ryzyko powikłań
4 efekt może być zbliżony do tego jaki da się osiągnąć przy zastosowaniu ze ścisły reżimem chowu klatkowego- może też być lepszy.
Jako alternatywę wskazałem możliwość leczenia zachowawczego - chów klatkowy - przy czym z założenia zrost miednicy może być nieco inny od fizjologicznego - ale powinien umożliwiać psu chodzenie
Jeśli szukała Pani lekarza który w tej konkretnej sytuacji da zapewnienie że któraś z możliwości jest lepsza - bo niczym się nie ryzykuje i w efekcie nastąpi cudowne i bezproblemowe wyleczenie - to ja takich "gwarancji" nie daję.- moim zdaniem tu należy dokonać wyboru" mniejszego zła".
P.S na ocenę RTG poświęcam tyle czasu ile potrzebuje.
Ola
10:03:57 - 15 sierpnia 2011 #
Może w tej klinice niektórzy lekarze są nieźli, może. Pewnie czasami pomogli zwierzęciu w sprawach oczywistych. Zadnemu z moich kotów nie pomogli. Na pewno nie potrafia leczyc cukrzycy, znają ze trzy isuliny na krzyż. Gdyby nie to, że przekopałam polskie i zagraniczne portale i sama zanalazłam skuteczna insulinę mój kotek nie przezyłby z cukrzyca ponad trzech lat. Te ordynowane przez bemowskich weterynarzy w ogóle nie działały, o tej, którą był w końcu leczony nawet nie słyszeli.
Natomiast to co wczoraj mnie spotkało to trauma, z którą pewnei będę się zmagała długo. Zawiozłam cięzko chorego kota, dla ktorego juz nie bylo ratunku do uśpienia. Chciałam mu ulzyć w cierpieniu, chciałam by umarł bez bółu. To co zafundoała mu mloda pani "doktor", przez litośc pominę jej nazwisko, to był horror. Zamiast podac kotu srodek nasenny, dała, jak sie pożniej dowiedziałm, lek zwiotczający mięśnie, taki koci pavulon. Ten słaby kotek, ktory juz nie reagował na kroplówki czy zastrzyki, tak strasznie krzyczał dusząc się, że myślała iz oszaleję. Do tego zostawiła mnie z nim samą, wyleciałam jej szukać, gdzieś sie zapodziała. Trwalo to kilka minut, jak przyszła, oświeciła mnie, że to pewnie dlatego, że przeczuwa śmierc. Nigdy takie krzyku nie slyszałm. Blagam, omijajcie tę rzeźnię z daleka. Oni jada na dawnej opinii, kiedy to ponoc dobrze leczyli. Też dałam sie na to nabrać. Teraz to maszynka do robienia kasy. Lekarze zmieniaja się jak w kalejdoskopie, za każdym razem zwierzę oglądał (bo nie zawsze badał) inny. Po to, by się dowiedziec o wyniki badań trzeba dzwonić wiele razy, nie oddzwonią, bo to fatyga duża, a i rujnujący koszt rozmowy.
kaśka
18:22:28 - 15 sierpnia 2011 #
Witam!Chciałabym opisać przypadek mojego pieska rasy cocker spaniel o imieniu Mieszko.Do kliniki trafiliśmy w środę wieczorem z podejrzeniem ciała obcego w przełyku.piesek wymiotował krią i był bardzo osłabiony.Podróż była z miasta oddalonego od Warszawy 100 km i to była nasza ostatnia nadzieja.Gdy dojechaliśmy w klinice czekał już na Nas pan dr Paweł Kowalczyk,piesek szybko trafił na salę operacyjną i tam dowiedzielśmy się że wcześniejsza diagnoza była mylna.Podejrzenie padło na zatrucie trutka na szczury,nie mogliśmy sie z tym zgodzić gdyż w naszym domu nie posiadamy takich specfików ale lekarze byli pewni że przyczyna może być tylko jedna.Zostawiliśmy pieska na 4 dni w szpitalu-w czwartek poinformowao nas telefonicznie o słabych wynikach krwi pieska i zapytała o zgodę na przetoczenie krwi(co do kosztów byliśmy zawsze poinformowani,a nawet suma wszystkich byla dla nas miłym zaskoczeniem gdyż zapłaciliśmy mniej niż myśleliśmy)kontakt telefoniczny przez cały pobyt Mieszka był dobry,dzwonilismy 2 razy dziennie i dostawaliśmy obfite informacje o zdrowiu naszego pupila.Mieszko z dnia na dzięn czuł się coraz lepiej dzięki opiece wspaniałych specjalistów(nawet gdy był niegrzeczny w klatce został przeniesiony do VIP ROOMU:) i spędzał czas w pokoju lekarskim na kocyku z którego go odebralismy w niedzielę)Przy wypisaniu byliśmy poinformowani o dalszym przebiegu leczenia.dostaliśmy wszystkie potrzebne leki.Dzień przed odebraniem Mieszka z kiliniki znależlismy na naszej posesji chleb nasączony niebieska substancja co dało nam dużo do myślenia.Zaczełam szukać w internecie co to może być i tak odkryłam że jest to prawdopodobnie truka na szczury Toxan,i mam podejrzenia kto mógł ją tam podrzucić.Dzięki fachowcom z kliniki Mieszko przeżył i jest teraz z nami troszke jeszcze kaszlę ale nic mu nie zagraża,tyle szczęścia nie miał drugi pies który został otruty ta samą substancją zdechł prawdopodobnie zjadł większą ilość trutki.Sprawa została zgłoszona na policje ale bez dowodów nic nie możemy zrobić niestety;/.nigdy bym pewnie nie napisała tu na forum,ale jak Mieszko leżał w klinice zaczełam czytać te komentarze i strasznie się przestraszyłam że zostawiłam Go samego w takim szpitalu gdzie nikt nie leczy tylko liczy kase.Każdego dnia coraz bardziej zaczełam sie przekonywac do tej kliniki i teraz wiem że Mieskzo trafił w dobre ręce i dzięki wszystkim osobom z tej Kliniki jest teraz z Nami bo wiem że przypadek mojego pieska nie był wesoły.Każdemu moge polecić tą klinikę.Dziękuje wszystkim osobom opiekującymi sie od środy 10 sierpnia do 14 w niedzile Naszym Mieszkiem.
P.N.
05:37:20 - 17 sierpnia 2011 #
Szanowna Pani Olu - a właściwie - Szanowna Pani Izo !
Pragnę odświeżyć Pani pamięć w materii leczenia czterech Pani kotów,którym w/g Pani zdania nie potrafiliśmy pomóc.Dla ułatwienia posłużę sie inicjałami -jestem pewien że będzie Pani wiedziała o kogo chodzi :
1.kot "J" - pierwsza wizyta 12.10.2002 -przeziębienie.Zaordynowany antybiotyk.Powtórzony 13.10.2002 - przerwany -kot widocznie poczuł się lepiej.
Kolejna wizyta 15.08.2007 -uraz kolana, uszkodzone więzadlo stawu kolanowego- założony opatrunek ochronny na 4 tygodnie. 21.08.2007 -pod opatrunkiem otarcie skóry -zdjęty -pacjent więcej się nie pokazał.
2.kot "T" - samiec.07.07.2008 - stwierdzona obustronna ginekomastia gruczołów mlekowych ,pobrana krew ,podany Theranecron -do powtorzenia min.3-4 x.Po jednej wizycie pacjent więcej się nie pokazał.
3.kot "M" -kotka.20.06.2003 stwierdzone guzy sutka.Pobrana krew -podwyższone próby nerkowe.Zaordynowane kroplówki.Po 2 tygodniach gdy stan nerek poprawił sie- zabieg mastektomii (18.07.2003).28.07.2003 -zdjęcie szwów.
15.11.2003 wznowa -pojawiły się nowe guzy.21.11.2003 -kolejny zabieg.W badaniu histopatologicznym stwierdzony gruczolakorak (złośliwy).Pacjent wiecej się nie pokazał.
4.kot "B" -18.06.2008 -w badaniu moczu obecna glukoza. 19.06.2008 badanie krwi -potwierdzona cukrzyca.Zaordynowana insulina Canisulin.
26.06.2008 wobec niskiej skuteczności Canisulinu -w międzyczasie kot zaczął dostawac insulinę Lente.Poziom glukozy nadal wysoki.Insulina zmieniona na Maxirapid.Skuteczność nieco większa lecz nadal niezadowalająca.Wobec podejrzenia cukrzycy insulinoopornej i powikłanej (kwasica) kot konsultowany 08.07.2008 przez prof Lechowskiego (diabetolog ,autor podręcznika o cukrzycy u kotów ).Zalecono Lantus 3.j 1 x dziennie.Pacjent po raz kolejny pojawił sie 09.08.2011 z zaawansowaną kacheksją (wyniszczeniem organizmu),obstrukcją,glukozą na poziomie 411 mg% i podejrzeniem niewydolności nerek -potwierdzonej tego samego dnia badaniem krwi.Zwracam uwagę ,że pierwszy epizod miał miejsce miedzy 19 czerwca 2008 a 8 lipca tegoż roku.To niecałe 3 tygodnie.W tym czasie byly zastosowane 3 rodzaje insuliny -fakt faktem ,że najczęściej stosowane ale leczenie zaczyna się zwykle od preparatów ogólnodostępnych i nienajdroższych.Żeby ocenic skuteczność działania insuliny u konkretnego pacjenta musi byc ona podawana przynajmniej przez kilka dni -doświadczyli tego wszyscy ,którzy leczą swojego pupila-diabetyka.Gdy okazało się,że zastosowane preparaty nie skutkują natychmiast skierowaliśmy pacjenta do najlepszego w Polsce specjalisty od cukrzycy kotów.Jeśli ktoś uważa,że to mało- proponuję by spróbował się zapisać ( z np.2-tygodniowym terminem ) do dobrego "ludzkiego" diabetologa.Potem niech nam opowie co usłyszał.
To tyle jeśli chodzi o ignorancję w/s cukrzycy.Ocenę przebiegu w.w terapii pozostawiam czytelnikom.O pomaganiu wymienionym wyżej kotom trudno raczej mówic ponieważ żadna kuracja nie byla doprowadzona do końca,leczenie było przerywane a pacjenci znikali czasem na kilka lat.Co zaś się tyczy szperania w internecie to pragne zwrócić uwagę (Pani Izo) ,że podawana przez Panią duńska insulina Levemir należy do tej samej grupy insulin długodziałających co zaordynowany 08.07.2008 przez prof Lechowskiego Lantus -więc konsultacja byla chyba jednak skuteczna.
Na koniec chciałbym jeszcze nawiązać do dramatycznego opisu eutanazji.Sprawdziłem w karcie -kotu zostały podane najpierw Sededorm (detomidyna) z Bioketanem (ketamina) -środki stosowane do premedykacji -zainteresowanych odsyłam do podręcznika farmakologii- można tam sobie przeczytać jak się mają do Pavulonu.Potem podano Morbital -czyli stężony barbituran.Jest to "klasyczny" zestaw do eutanazji stosowany we wszystkich lecznicach.Większość zwierzaków po prostu spokojnie zasypia -niemniej ketamina może dawać skutki uboczne pod postacią pobudzeń,drgawek etc.Na szczęście zdarza się to sporadycznie i nie zmniejsza jej działania neuroleptycznego -t.z.n zwierzę nie jest świadome tego co się z nim dzieje.
Tyle jeśli chodzi o niewyleczone koty ,cukrzycową ignorancję i -delikatnie mówiąc -mijanie się z prawdą w szczegółach.Pozdrawiam serdecznie ! P.N.
Joanna
12:29:12 - 08 września 2011 #
Nigdy więcej moja stopa tam nie postanie.
Zgadzam się z tym ,że to umieralnia ,że lekarze i personel w większośc są ludzmi pozbawionymi empatii. Przy nas uśpiono kota z uszkodzoną rogówką ,bo"był za dziki na leczenie" (pani ,która go przywiozła nie miała kasy , bardzo płakała,trzeba było ja uspokajać). Po tym wszystkim usłyszałam jeszcze glosy smiejącego się personelu i komentarze"ale akcja".
Nas lekarz naciągnąl na niepotrzebne koszty.
Kot dostał kroplówkę,że niby jest odwodniony-nie był,sprawdzaliśmy dziąsła itp.
Na tekst ,czy możemy mu w domu podac leki przeciwbólowe ,"dobry"pan doktor i personel az się oburzyli i powiedzieli"my wam DAMY,trzymajcie sobie zapasy dla siebie".Po czym na rachunku podliczyli nas za DANE leki.
Zasugerowano badanie na miastenie gravis ,podaczas ,kiedy dwóch innych neurologów zdecydowało ,że to tylko strata pieniędzy ,bo kot nie ma objawów(ale co tam-badanie to "tylko"115zl).
Zrobiono rówiez naszemu kotu badania krwi na tarczyce ,które miał robione dzień wczesniej.Po prostu lekarz oglądając jego kartę nie zauwazyl ,że badnaia były robione dzień wcześnie ,badż nie chciał zauważyć...
Masakra ,wyszliśmy z lecznicy zniesmaczeni,kot przerażnony przy tych ludziach.
Mimo ,że jest spokojnym zwierzęciem ,panie pomocnice od razu ,jak go wzieły na stól to rzuciły się go trzymać za kark ,jakby byl jakims dzikim kocurem a nie trzęsaca się ze strachu kupka nieszczęscia.
A ,jeszcze podczas padania naszego kota ,słychać bylo ,jak pracownica szpitla wydziera się na jakiegos psa ze szpitala.
Błagam ,nie chodzcie tam ze zwierzetami!!!!
Franek
01:54:40 - 10 września 2011 #
A ja mogę powiedzieć, że u pani Joanny śmierdzi w domu i słyszałem jak bije swoje dzieci...
Matko błagam, przecież Ci ludzie pokończyli trudne studia i pracują w tym zawodzie z powołania wcale nie za takie OGROMNE pieniądze, a myślę, że spokojnie mogliby skończyć marketing i zarządzanie, czy jakieś inne studia i wieść spokojne, bezstresowe życie i nikt by ich nie wyzywał od morderców i konowałów. Ale ten kto chce dopatrzeć się gdzieś podstępu, zła i układu dopatrzy się tam, bo taki jest nasz naród nic nie jest naszą winą, zawsze to inni mają lepiej i dlatego napewno mnie oszukują i okradają.
A nieszczęście internetu polega na tym, że każdy może napisać co chce i o kim chce bez żadnych konsekwencji, nawet ja.
A ja byłem kiedyś klientem tej kliniki i jestem zadowolony z ich usług.
Urszula M.
08:17:49 - 10 września 2011 #
Całkowicie zgadzam się z opinią w/w Franka. Nie rozumiem tylko czemu bardzo często ludzie, którzy mają negatywną i oszczerczą opnię, nie mają odwagi podpisać się własnym imieniem. Skoro nie są zadowoleni z opieki, mogą zmienić klinikę. Nie ma obowiązku korzystania z tej placówki będąc ciagle niezadowolonym, wybór w okolicy jest bogaty. Dajmy w końcu lekarzom tam pracującym, zająć się tym, co chcą i robią z takim zaangażowaniem, czyli leczeniem naszych zwierząt, a nie ciagłym odpowiadaniem na anonimowe, lub podpisane fałszywym imieniem, skargi.
Ja jestem bardzo zadowolona z pracy tej kliniki i zdania nie zmieniam.
chirurg
18:13:39 - 13 września 2011 #
nie polecam nikomu kto chce operacji swojego zwierzęcia!
klinika robi wszystko żeby nie doprowadzić do operacji pacjenta! boją się operacji! powody dla których lekarze w tej klinice boją się operacji to:
- wiek zwierzęcia
- to że się nie wybudzi
- choroby serca
- niepokojący objaw krwi
- zmiany w płucach
zamiast ciąć zwierzaka natychmiastowo, lekarze zlecają szereg badań, próbując nie doprowadzić do operacji! jeśli cokolwiek może być pretekstem do odsunięcia, czy też anulowania cięcia, lekarze zwlekają, woląc zabezpieczać się setkami kontroli i badań! jeśli wiesz że idziesz po operację - nie idź do tej kliniki. znajdź od razu dobrego chirurga który bez badań załatwi od ręki sprawę!
Anna
21:39:26 - 14 września 2011 #
człowieku, o czym Ty mówisz?! jak operują bez badań, to źle, bo chcieli wyciągnąć kasę i nie sprawdzili nawet, czy zwierzak nadaje się do operacji. Jak robią badania, to źle, bo je robią i na ich podstawie czasem nie dopuszczają zwierzaka do operacji.. U ludzi nawet głupi zabieg nie może odbyć się bez badania krwi, bo coś może być nie tak, a zwierzęta to co, niby inaczej działają, zawsze idą na operację w idealnym stanie zdrowia? Moja suczka przed operacją tam miała zrobione badania krwi i EKG, w czasie którego okazało się że ma niewielkie zaburzenia pracy serca, co wpłynęło na sposób w jaki ją znieczulano. Jak chcesz dokonać wyjątkowo drogiej eutanazji swojego zwierzaka, to zrób operację w miejscu, gdzie badania dodatkowe są uznawane za ekscentryzm. Powodzenia.
Zygmunt
02:00:00 - 17 września 2011 #
Ty chirurg - jak jesteś taki kozak to tnij swojego zwierzaka, w domu, sam, bez badań, sprzętu, wiedzy i koncepcji- za to szybko i tanio !!!
Może Ciebie też ktoś kiedyś zoperuje według twojego schematu i może Ci się coś powikła......
Rusz tym zgrubieniem na karku i pomyśl jeśli zdołasz,że nawet mechanik przed naprawa auta wykonuje DIAGNOSTYKĘ
Ola
14:25:01 - 20 września 2011 #
W sobotę trafił do szpitala mój kochany piesek Nemo po ugryzieniu przez psa. Interwencja lekarzy była natychmiastowa na pierwszy rzut oka, a co się później stało i jak go traktowali trudno mi powiedzieć ponieważ musieliśmy zostawić naszego pupilka. Przeszedł operację po której lekarze stwierdzili, że powinno być dobrze. Stan był stabilny. W niedziele o godzinie 21 otrzymaliśmy telefon, ze niestety nie udało się uratować Nema, to był dla nas szok. Wcześniej nie znałam tej kliniki, ponieważ mieszkam 100km od Warszawy i to ta klinika była w zasadzie dla nas ostatnią nadzieją, ponieważ w miejscowości w której mieszkam nie ma weterynarza który przyjmuje 24h/d. Dziś pozostała tylko wielka pustka po naszym kochanym piesku :( Po przeczytaniu kilku komentarzy nasuwają mi się myśli- czy na pewno dołożyli wszelkich starań i zajęli się nim profesjonalnie, czy spisali go od razu na śmierć, a nam mydlili oczy mówiąc, że będzie wszystko dobrze aby wyciągnąć od nas pieniądze?!
MK
18:10:23 - 22 września 2011 #
Szanowna pani Olu!
Stan Waszego psa ani przez moment nie był stabilny-został dowieziony w wstrząsie z ranami klatki piersiowej w rozmiarze wykluczającym możliwość skutecznej próby operacyjnego " załatania" rozdartych mięśni międzyżebrowych, o tym jak jest z nim źle informowałem w rozmowie telefonicznej, a rokowania określiłem jako ostrożne- wspólnie zdecydowaliśmy o podjęciu próby leczenia. Po zabiegu pies został wprowadzony w ŚPIĄCZKĘ FARMAKOLOGICZNĄ- co miało na celu zwiększenie jego szans na przeżycie/w przeciwnym razie narażenie na wstrząs bólowy było by zbyt duże, w śpiączce zmniejsza się zapotrzebowanie organizmu na tlen/, miał założony gorset co ograniczało narastanie odmy opłucnowej,był poddany ciągłemu monitoringowi/ oddechy, diureza itd/. Jeśli ma Pani jakieś wątpliwości co do opieki- wystarczy porozmawiać z lekarzem i przeczytać treść karty pacjenta.Co do " wyciągania kasy"-uważam taki wpis za chwyt poniżej pasa- zostaliście Państwo poinformowani o możliwych kosztach zabiegu na klatce piersiowej - za zabieg policzona zostało ok 1/2 ceny.
Kasia L.
00:17:58 - 21 października 2011 #
Do dnia dzisiejszego byłam trzy razy w Klinice Bemowo. W moim odczuciu nie zostałam potraktowana przedmiotowo ani ja , ani tym bardziej moja kotka. Pierwszego dnia trafiłam do dr. Wróblewskiego, który bardzo dokładnie zbadał kotkę oraz szczegółowo wyjaśnił wszelkie moje wątpliwości. W ciągu kolejnych dwóch dni badania przeprowadzała dr Wróblewska, która według mojej oceny stanowi przykład prawdziwego lekarza "z powołania". Kotka przeszła pełna diagnostykę za bardzo rozsądne w moim przekonaniu ceny. Na obecną chwilę, powołując się na kontakt z przywołanymi wyżej lekarzami , jestem zadowolona z usług Kliniki.
Sylwia
21:45:17 - 15 listopada 2011 #
Witam ,
Chciałabym podziękować za opiekę nad kotem Tolą dr.Dąbrowskiej , dr.Zberyt i oczywiście dr. Krajewskiemu. Kociczka skacze , biega i je za dwoje . Dziękujemy :D
Mam nadzieję,że spotkamy się dopiero na szczpieniach :D
Gabi
23:07:17 - 22 listopada 2011 #
Witam,
trochę się naczytałam mądrych i banalnych wypowiedzi.Byłam 2 razy ze swoją perską kotką w tej klinice z problemem z oczami.Pomimo,że codziennie przemywam oczy kotkowi to czasem łapie infekcje i stosuje wtedy antybiotyk.Na moje pytanie to Pana"Brodatego" czym pownnam przemywać oczka i co robić aby kotek nie miał infekcji,a Pan doktor z bezczellnym sarkazmem kazał mi zmienić kota, aż mu się od jego dowcipu zatrzęsła brudna i obleśna broda.Od tej pory nie byłam w klinice, straciłam zaufanie i szacunek do tego człowieka,a tym samym zbrzydził mi całą klinikę choć do tego momentu pomimo wygórowanych cen byłam zadowolona.Mój kotek jest młody kolka lat wiec jeżdziłam tylko na odrobaczanie i szczepienie, na szczęście nie chorował poważnie, bo mam obawy jakbym trafiła na "brodacza"{ to mogłoby być strasznie jak w horrorze.Ze względu na tego niemiłego człowieka, a trafia się dość często nie polecam kliniki.
Ah jeszcze jedno-cizia z recepcji to tak głowę wysoka nosi jakby co najmniej Prezesm była heheheh
Gabi
23:11:20 - 22 listopada 2011 #
jeszcze raz ja- do Pana doktora od "obfitych " wypowiedzi. Człowieku zamiast wypsywać bzdety i robić tylko biznes na biednych ludziach lepiej zacznij uczciwie i z sercem leczyć zwierzaki.
Coś jest na rzeczy z tą kliniką patrząc na te całe forum.
jedrek
17:34:55 - 24 listopada 2011 #
Witam, chciałbym odnieść się do dyskusji toczącej się na forum. Proszę zwrócić uwagę, że do lecznic pełniących 24 h dyżur trafiają często pacjenci w najgorszym stanie i podjęte nawet najbarziej prawidłowe leczenie nie przynosi efektu. Lecznice te z założenia zawsze będą miały brzydko mówiąc gorsze statystyki przeżywalności pacjentów. Co do wywodów na temat powołaia to propunuję wybrać się do prywatnego gabinetu lekarskiego lub stomatologicznego i odwoływać się do sumienia lekarza licząc na ulgowe potraktowanie jeśli chodzi o finanse. Ktoś powie, że istnieje publiczna opieka zdrowotna, fajnie tylko proszę pamiętać, że tak naprawdę to my wszyscy ją finansujemy czy nam się to podoba czy nie, a i tak nie spełnia ona podstawowych stanardów.
Istnieje także druga strona medalu. Jest znaczna część weterynarzy niedouczonych, z wybujałym ego, budzących negatywne emocje. Jak wiadomo złe doświadczenia zawsze silnie zapadają w śwaomość i potrafią nieco zafałszować rzeczywistość. Także moja prośba jest taka, aby wszelkie opinie - te pozytywne i negatywne były zawsze przemyślane.
m.s
19:45:45 - 24 listopada 2011 #
mój pies dostał w nocy alergi nie wiadomo na co?
pojechałam do kliniki zrobiono 2 zastszki w łapę to było 2 dygodnie temu do dziś kuleje!!!
odradzam klinki
P.N.
14:00:35 - 02 grudnia 2011 #
Do "Gabi"
Szanowna Pani !
Używanie epitetów we wpisach świadczy źle raczej o osobie piszącej niż opisywanej.Do epitetów sięga się gdy piszącemu brak rzeczowych argumentów.Co do opisywanej sytuacji -jeśli ktoś chciałby się wczytać w Pani wpis -moje słowa wyrwane z kontekstu i podane w Pani interpretacji -nie są nie tylko dowcipem (wątpliwym) ale są całkowicie pozbawione sensu.Co ma piernik do wiatraka ?
Każdy ma prawo kogoś nie lubić.Sam mam kilka takich osób -ale nie odczuwam potrzeby upubliczniania tego w internecie.Jako właścicielka zwierzaka ma Pani komfort wyboru lecznicy i lekarza -w/g własnego uznania.Dyżurujący lekarz takiej możliwości nie ma -przyjmuje wszystkich pacjentów -niezależnie od tego czy ich właściciele są mili,czyści i trzeźwi czy wręcz przeciwnie.Zastanawia mnie intensywność negatywnych emocji zawartych w Pani wpisie -bo przecież nie stan zdrowia kota jest tu przyczyną - o tym nie ma właściwie mowy.Pracuje w tym zawodzie prawie dwadzieścia lat i pierwszy raz zdarza mi się odpowiadać na zarzuty dotyczące nie przebiegu i efektów leczenia a... właściwie czego ? Braku empatii ? Wątpliwego poczucia humoru ? O wpływie emocji na kontakty lekarz-właściciel pacjenta pisałem już na tym forum więc nie będę sie powtarzał.Jeśli uważa Pani to za bzdety -Pani prawo-każdy może mieć własne zdanie.Pozdrawiam ! P.N.
Balewska Anna
16:18:12 - 04 lutego 2012 #
Od wielu lat leczę tam moje zwierzęta psy,koty,był ptak i opinię o lekarzach mam bardzo dobrą.Właściciel kliniki pan Kowalczyk jest mi znany od lat i bardziej oddanego zwierzętom i ich właścicielom człowieka to ze świecą szukać.Kadrę dobiera fachową ale wiadomo,że zdarzają się różni ludzie.Ja polecam małżeństwo p.Wróblewskich,p.Nowickiego,p.Dąbrowską ,p.Rajćę,p.Zberyt,która przez wiele lat przyjeżdżała do pracy ze swoją sunią.Jest tam wielu wspaniałych lekarzy.
Klinika Weterynaryjna Bemowo
Warszawa, Powstańców Śląskich 101
tel. 022 638 39 14
Tagi lecznicy: 24h Wrocławska Nowe Bemowo
Opinie o lecznicy:
Wszystkie zamieszczone opinie pochodzą od użytkowników serwisu. Serwis Weterynarze.waw.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną
karolina
22:34:24 - 18 lutego 2008 #
Ta umieralnie powinno sie nattychmiast zlikwidowac. Szczegolnie 'szpital', ktory jest w oplakanym stanie. Zwierzeta leza w bolu. Cierpia. Sama widzialam jak odwiedzilam mojego pieska, ktory z peknieta czaszka, zlamana lapka, lezal bez srodkow przeciwbolowych. Sunia meczyla sie tam 16h a szanowni lekarze nie raczyli zadzwonic i poinfomowac, ze oni nie radza sobie z psem w takim stanie i ie wiedza co teraz robic. Dopiero sie przyznali jak tam pojechalam i zrobilam awanture. Na SGGW powiedzieli, ze jeszcze troche a piesek zmarlby z wycienczenia. Nie polecam, wrecz odradzam. To sa pseudo-fachowcy, ktorzy jedynie wiedza jak zrobic kase!!!
Dorota
22:34:24 - 21 lutego 2008 #
Ja mam jak najlepszą opinię. Ze szpitala nie korzystałam ( szpital jest zadaje sie po remocie) ale 100% polecenia dla przychodni. Poznałam tam conajmniej 2 cudnych lekarzy!!!!!!!
niepolecam
22:41:34 - 21 maja 2008 #
ja tez zupelnie nie polecam kilka lat temu bylem tam ostatni raz z psem niestety byl to dla niego ostatni raz
sebastian
08:57:56 - 28 lipca 2008 #
Przychodnia raczej kiepska lub nawet b. kiepska. Lekarze za wszelką cenę próbuja przyciąć jak najwięcej kasy bezpodstawnie.
Mila
12:35:49 - 20 października 2008 #
Moje doświadczenia z tą lecznicą są jak najbardziej dobre. Przywiozłam tam w niedzielę ok 23.00 kotka po wypadku. Miał skręconą nogę i uszkoszone jelito. Spotkałam się z pełnym zrozumieniem i natychmiastową pomocą. Praktycznie od razu po przywiezieniu zwierzaka przeniesiono go na salę operacyjną. Przemiła pani doktor powiedziała, jakie są jego szanse. Rachunek za pobyt i leczenie kotka nie był wygórowany. Mój zwierzak zawdzięcza życie lekarzom z Bemowa.
MS
10:52:45 - 30 listopada 2008 #
Stanowczo nie polecam. Od kilku miesięcy leczę tam psa i jest coraz gorzej. Stosują doraźne środki bez zbadania przyczyny choroby. Moje sugestie by zrobić badania pominięto milczeniem. Tylko zastrzyki i nic więcej.Gdy zwróciłam uwagę, że psu coś rośnie na boku, stwierdzono, że to tłuszczyk. Po paru tygodniach urósł guz, a ja gorączkowo szukam innego dobrego weterynarza. To się nazywa wyciąganie kasy i olewanie zdrowia zwierząt. Moja noga juz tam nie postanie !!
Za i przeciw
23:42:04 - 14 grudnia 2008 #
Przez pare ladnych tygodni mialem stycznosc z ta lecznica. Od gabinetu zabiegowego i pierwszej pomocy, przez sale operacyjna, az w koncu po szpital. Poznalem chyba wszystkich lekarzy ktorzy tam przyjmuja i powiem tak: wiekszosc starszego pokolenia personelu wyciaga pieniadze i nie bardzo potrafi rozpoznac co dolega zwierzeciu, natomiast mlodsi lekarze naprawde przejmuja sie tym co robia. Interpretuja badania i wybieraja dobre leki. Nie znam sie na medycynie, ale wiem co pomagalo mojemu zwierzakowi i jaki stosunek mial moj pupil do poszczegolnych lekarzy. Chirurdzy dobrze wykonali zabieg, a szpital (poza godzinami totalnego szczytu kiedy w odwiedziny przychodzilo po 10 osob na raz) bardzo dobrze opiekowal sie moim psem.
Na koniec dam 2 rady, wystrzegajcie sie brodatych, a trzymajcie sie blisko raju :)
kali
18:55:08 - 27 grudnia 2008 #
bylam tam raz ze swoja kicia na rtg i usg.
USG - swietny fachowiec. dokladnie mowil co robi i co widzi.
mial chwile by oprocz opisu, przelozyc mi to na jezyk zrozumialy dla mnie.
RTG - tez w porzadku. nie czulam sie tam jak zlo konieczne.
Barbara
13:41:20 - 28 stycznia 2009 #
Fatalne miejsce. Przyniosłam bezdomnego chorego kota. Zostawiłam w szpitalu w piątek,wpłaciłam 100 zł zadatku. W sobotę powiedziano mi, że kot jest zdrowy, w niedzielę stwierdzono panleukopemie. Poprosiłam o uśpienie, zostawiłam telefon. To była niedziela. W pon zadzwoniłam zapytać ile mam dopłacić. Kota jeszcze nie uśpiono, bo nie podpisałam zgody, a nie mieli mojego telefonu (zostawiałam). Na moje błaganie, że by go uśpić, żeby nie cierpiał pani wyraziła zgodę. Następnego dnia przyjechałam uregulować płatności. Zażądano 486 zł. Powidziałam, że już 100 zł wpłaciłam. Pani weterynarz jeszcze raz policzyła i wyszło, że mam zapłacić 589, więc 489 do wpłacenia. Ciekawe jakim cudem. Cztery dni w tym potwornym szpitalu to 100 zł. Badania i uśpienie kosztował? 500 zł?
ODRADZAM WSZYSTKIM KORZYSTANIA Z TEJ KLINIKI
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=90250176&v=2&s=0
Dorota
21:26:36 - 12 kwietnia 2009 #
Moje doswiatczenia z ta lecznica sa mila obsluga szybko i sprawnie zajeli sie pieskiem w przeciwienstwie do innej kliniki ktora odwiedzalismy przez pol roku jak najbardziej 100% zadowolenia z mojej strony:) polecam
paulina
16:08:04 - 11 sierpnia 2009 #
sama nie wiem...bylam tam tylko na RTG..mila pani robila,ale jaki stosunek do zwierzat to nie wiem,bo pies byl pod narkoza.po wybudzeniu suczka miala czas na dojscie do siebie,nikt mi nie kazal spadac.jedna mloda mila lekarka,ktora zgarnelam z korytarza pomogla mi ja podniesc (suczka kulala i taka otepiala nie mogla wstac po glupim jasku).poszlam zaplacic i po powrocie do domu konsultowalam zdjecia z lekarka,ktora powiedziala ze nie ma opisu,ktore nawet przy stanie idealnym powinno byc dokladnie opisane.zadzwonilam wiec i powiedziano mi ,ze to jedno zdanie pod rachunkiem to wlasnie opis (bez zmian stawy).po wiycie u specjalisty okazalo sie,ze to jedno zdanie jest bledne i tak do konca bez zmian to nie jest. w efekcie zaplacilam kase za zdjecie z opisem,czyli kilkoma wyrazami i do tego merytorycznie nietrafnymi w swej tresci...coz...
Mirek
20:09:26 - 28 sierpnia 2009 #
Stary numer z tymi 100 zł. Ja też jak głupi zapłaciłem na początku 100 i zostawiłem kota w szpitalu. Puźniej kazali mi zapłacić prawie 700 zł za trzymanie kota w szpitalu przez tydzień. Jeden dzień opieki kosztował 100 zł. Ale nie to jest najważniejsze, nigdy nie doliczyłem się na 100% czy odliczyli mi tą 100 od rachunku czy nie. Na moją proźbę o szczegółowy rachunek nigdy go niewystawili. I zainfekowali mojego kota tak że miał gigantyczneg ropnia ( prawie wielkości dłoni). Prawdopodobnie od niezmienianych igieł.
Kasia
21:10:06 - 09 października 2009 #
Jeśli chodzi o rtg małych zwierzątek to polecam, zdjęcia bardzo dobre, leczyć zwierzaków nie miałam okazji. Przyjechałam tam kilka razy na nocny dyżur ratować mojego duszącego się szczurka, fakt - pomogli i to natychmiast (za co duży plus), ale zawsze wiedziałam co zwierzakowi dolega.. Zresztą lekarz sam przyznał, że na gryzoniach to się nie zna i chwała mu za to, że przynajmniej nie udawał znawcy.
xesia
21:14:47 - 06 grudnia 2009 #
mam bardzo mieszane uczucia,ze skłonnością do negatywnych;
mam kota chorego na wątrobę,jest niby leczony na to;poprawa wyników badań jest,ale kot nadal wizualnie nie przypomina zdrowiejącego...płacę ciężkie pieniądze za kroplówki a nikt nie jest w stanie powiedzieć czy wydobrzeje czy nie;po tygodniu leczenia stwierdzili,że "przydałoby się"zrobić USG...nie umieją poradzić sobie z problemem nie jedzącego zwierzaka;chyba w ogóle nie ogarniają tematu KOTÓW...mam wrażenie,że idą na ilość nie na jakość...
Zuza
15:43:44 - 22 grudnia 2009 #
Mogę wystawić tylko b. dobrą ocenę lekarzom i pielęgniarzom, z którymi zetknęłam sę w tej klinice!!! Leczyłam tam dwa psy, każdy z czymś innym o każdej porze dnia i nocy(środek nocy dokładnie)byłam zawsze fachowo obsłużona przez lekarzy różnej płci, wieku i z brodą i bez... Nie spotkałam się też ani razu z wyciąganiem pieniędzy i zawsze byłam dokładnie informowana jakie koszty i za co poniosę! Na wiele zabiegów mogłam również umówić się wczesniej telefonicznie, co bardzo oszczędziło mój czas i niepokój zwierzaków. Po róznych przygodach w tak zwanych "lecznicach", które znajdują się nieopodal mojego miejsca zamieszkania wolę wsiąść w samochód, pogrzać kilkanaście kilometrów i znaleźc opiekę fachowców!
Kasia
17:08:14 - 10 lutego 2010 #
ostrzegam przed doktor Anitą Wróblewską. Podała dwa razy mojemu umierającemu na nerki kotu steryd, nie informując mnie o tym. Jest to bardzo poważny błąd w sztuce. Dr Wróblewska świetnie wiedziała, że nerki kota są w fatalnym stanie. Miałam ochotę później się jej zapytać, czemu chciała mi zabić kota. Kot cudem przeżył, na szczęście uratowałam go u innego weterynarza. OSTRZEGAM: W Klinice na Bemowie mają zwyczaj leczyć zwierzaki sterydami przy najmniejszych dolegliwościach. LECZENIE KOTÓW STERYDAMI JEST SZALENIE NIEBEZPIECZNE. Może w krótkim czasie całkowicie zniszczyć kotu nerki. Stanowczo przestrzegam wszystkich właścieli kotów przed tego typu terapią. Na Bemowie dr Wróblewska leczy zwierzaki sterydami, nie informując o tym właściciela.
Monika
00:50:49 - 18 lutego 2010 #
Anitko i Tomasz pozdrawiam Was...naj naj lepszych weteryniarzy ;) odezwijcie się do mnie...andaluzja0@op.pl
Anna
11:37:57 - 28 lutego 2010 #
Z całą odpowiedzialnością polecam to miejsce. Leczyłam tam 3 koty i pasa. Za każdym razem zwierzę było operowane (amputacja łapki, wycięcie macicy, składanie łapki po złamaniu oraz ostatnio operacja pieska - usunięcie nowotworu sutka). Za każdym razem spotykam się z fachowcami (dr Krajweski i Dr Persona), cudowne pielęgniarki w szpitalu. Moja kotka, która leżała tam ok 2 tygodni nie chciała jeść, ponieważ kicia zawsze zjada jak się ją głaszcze i do niej "grucha" powiedziałam o tym lekarzom i następnego dnia jak ją odwiedzałam w szpitalu zastałam LEKARZA i pielęgniarkę "gruchających" do mojej kici żeby zjadła posiłek hahaha. To prawda, że leczenie zwierząt jest drogie, ale odpowiedzialny właściciel ubezpiecza sowje zwierzęta i problem rozwiązany. Oddając zwierzę do tej kliniki wiem, że oddaję je pod opiekę osobom kochającym zwierzęta i ufam wiedzy lekarzy, którzy tam pracują. Nie spotkałam się z brakiem profesjonalizmu i naciągania. A wszystkim tym co "wiedzą lepiej" radzę zastanowić się nad sobą. Polecam to miejsce wszystkim którzy mają chore zwierzątko.
Kasia
23:03:44 - 29 marca 2010 #
Od samego początku odradzano mi to miejsce, i sama odradzam. Ceny z kosmosu!!!!! Rhinoskopia 300zł za co u innego weta dałam 150, to kopalnia kasy!!! A lekarz (taki starszy) w ogóle nie zbadał zwierzaka, popatrzył i chciał dac zastrzyk-zaprotestowałam pytając o cel i przyczyne-wkurzył sie i kazał mi leczyć kota gdzie indziej!!!!!!!!!!!!!!!!
OZETA
22:00:04 - 17 maja 2010 #
Omijajcie to miejsce z daleka, mam 6 letnią kotkę i niedawno przeprowadziłam się z Ochoty na Bemowo i zdecydowałam się poszukać weterynarza trochę bliżej. Zobaczyłam ładny budynek Kliniki Weterynaryjnej przy Powstańców Ślaskich 101 więc się zdecydowałam zabrać tam swoja kotkę ale po godzinnym oczekiwaniu zostałam przyjęta w tak chamski i impertynencki sposób że postanowiłam napisać. Moja kotka nie została nawet dotknięta przez pana doktora (dostaliśmy jedynie lek który sami mamy jej podać). Pan doktor stwierdził że jest zbyt niespokojna (dodam tylko, że moja kotka regularnie co pół roku chodzi do weterynarza i nigdy nie było problemu, pan doktor jako pierwszy nie był w stanie jej zbadać, a racze nie chciał....)
Pal sześć żę straciłam czas i 33 zł a mój kot nie został zbadany oburzył mnie przede wszystkim sposób w jaki zachował się lekarz.
Generalnie wizyta u weterynarza jest stresująca i dlatego nie musi być przyjemna ale z takim zachowaniem nie spotkałam się nigdy. Jeszcze raz omijacie to miejsce z daleka.
Joanna
00:34:14 - 21 maja 2010 #
Naczytałam się tych negatywnych opinii przed samą wizytą. Byłam załamana. Moją suczkę czekała operacja otwarcia żołądka i usunięcie ciał obcych. Suczka bardzo osłabiona, po sterylizacji. Spotkałyśmy wspaniałego człowieka Pana doktora Pawła Kowalczyka. On mnie uspokoił i endoskopowo wyjął ciało obce bez cięcia żołądka.
Po 6 godzinach odebrałam moją Fragolcię do domu i cieszę się, że miałam okazję serdecznie podziękować Panu doktorowi.
Cieszę się, że tam trafiłam. Lekarze bardzo sympatyczni. Wiele do życzenia pozostawia natomiast obsługa na recepcji. Panie maja muchy w nosie, są opryskliwe. A szkoda, bo panie te są wizytówką tej lecznicy. To są pracownicy, którzy stoją na pierwszej linii.
Pana Kowalczyka serdecznie pozdrawiam
Pomirot
00:58:36 - 01 sierpnia 2010 #
Ja jestem w 100% zadowolona i śmiało polecam! Trafiłam tam 2 razy z psem, który rzadko choruje, ale jak już choruje to mogiła. 5 lat temu (ok.2005r) pierwszy raz, natychmiast u psa stwierdzono babesziozę (czy jak tam się to pisze, ta łajza odkleszcowa), leczenie postawiło psa na nogi, choć było z nią kiepsko, krew w moczu, brak kontaktu itp. Kilka dni temu znów pies kiepsko się czuł (ma w tej chwili 11-12lat), w badaniach masakra 93000 leukocytów!!! Świetny lekarz od USG dr. Marciński stwierdził nowotwór wielkości piłki do rugby!!!w dodatku rozpadający się.. tego samego dnia zdecydowałam się operować sunię w tym samym miejscu. Trafiłyśmy na fantastycznego doktora Marcina Krajewskiego. Szczerze, nie dawał mi wielkich nadziei i kazał się przygotować na najgorsze..Byłam załamana.. Pan Doktor i sunia dali radę! Po wycięciu śledziony i odcięciu tego gówna od reszty organów, moja sunia otrzepała się i poszła na śniadanie i spacer:) Dzięki Panie Doktorze jeszcze raz!!! Pieniędzy ode mnie przy zostawieniu psa nikt nie chciał, obsługa miła, nie mam zastrzeżeń. 100% pozytyw. Mam tylko nadzieję, że przerzutów nie będzie, ale tego lekarze przecież już nie mogą gwarantować..
karolina
15:19:51 - 16 września 2010 #
Mojemu psu wysunął się dysk w odcinku szyjnym , zostały zrobione badania które miały kwalifikować go do operacji jednak psu założony został gorset który ponoć miał mu w jakiś sposób pomoc. Po oględzinach specjalisty okazało się ze lekarz nie chce podjąć się operacji nie wyjaśniając przyczyny. Pies miał nadal nosić gorset który w żaden sposób nie zmniejszał jego cierpienia i miał być zamknięty w klatce. Po konsultacjach z innym lekarzem okazało się ze pies nie nadaje się już do operacji lecz do uśpienia. Specjalista z tej kliniki nie był na tyle uczciwy żeby wprost powiedzieć jak wygląda sytuacja i przez to naraził psa na niepotrzebne męczarnie. Jak widać są ta ludzie którzy bazują na wyłudzeniu pieniędzy a nie na szczerej pomocy zwierzętom . Absolutnie nie polecam!!!
karolina
22:37:50 - 17 września 2010 #
Nie potrafię zrozumieć jak można w tak bezczelny sposób wyłudzać pieniądze od ludzi którzy z zaufaniem powierzają tym lekarzom swoje zwierzaki. Mimo to ze wiedzieli o tym ze mój pies nie nadaje się do operacji mydlili nam oczy i kazali trzymać psa w gorsecie ( gorset wyglądał tak ze pies został owinięty lignina i bandażami a mimo to i tak mógł ruszać szyja która powinna być unieruchomiona). Specjalista który go oglądał zamiast powiedzieć wprost dlaczego nagle stwierdzono ze operacji nie będzie , po prostu nie powiedział nic... pieniądze wzięli a psa i tak musieliśmy uśpić :( do tej pory nie moge sie z tym pogodzic!!!!
ODRADZAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jarek
18:42:29 - 18 września 2010 #
Droga Karolino i tak masz szczęście,bo w sytuacjach gdy zabieg nic nie da weterynarz mógł Cię namówić na zabieg(który był bez sensu)a potem by Ci uśpił psa,kaskę by przytulił konkretną dubeltowo zabieg+uśpienie.Moją babcię tak naciągnęli na kastrację 16-letniego psa ,miał nowotwór prostaty namawiali mówiąc"dajmy mu szansę" 3 tyg później mówiąc"piesek cierpi"namówili na eutanazję.Kaskę zgarnęli potworną w sumie 800zł!!Zrozum dla weterynarzy właściciel to czysty dochód,kaska często ogromna,a manipulować ludźmi chcącymi pomóc swoim zwierzakom, jest łatwo,to weterynaria.Są z resztą kursy dla wetów z marketingu "jak wyciągnąć kasę -proste porady":)
karolina
22:31:15 - 18 września 2010 #
Zdaje sobie z tego sprawę ze mogli mnie jeszcze naciągnąć na koszty bo operacja to granica 1500zł..ale nie o pieniądze tu chodzi tylko o nerwy i cierpienie. Skoro dla psa nie było już ratunku wystarczyło powiedzieć a nie przeciągać tylko cierpienie psa. Ale w gruncie rzeczy teraz prawie wszyscy lekarze bazują tylko na bezradności i jedyne na czym im zależny to na wyłudzeniu pieniędzy!!
Małgosia
23:10:44 - 18 września 2010 #
Ja jestem wetem (zaznaczam, że z innek lecznicy) i teksty Jarka typu "a manipulować ludźmi chcącymi pomóc swoim zwierzakom, jest łatwo,to weterynaria.Są z resztą kursy dla wetów z marketingu "jak wyciągnąć kasę -proste porady" to przegięcie i ja nosobiście takie generalizowanie to sobie wypraszam, nie podoba Wam się lecznica, Wasze prawo, ale nie oczerniajcie wszystkich weterynarzy, bo to przegięcie i niesprawiedliwość.
jarek
11:37:17 - 19 września 2010 #
Szanowna Pani doktor,proszę o odpowiedź czy namawia Pani na szczepienie psów co roku przeciwko parwowirozie,nosówce(wścieklizna wiadomo obowiązek zapisany w prawie) ,choć jest udowodnione naukowo,że odporność psa po jednokrotnym szczepieniu trwa kilka lat jeśli nie całe życie.Dodam,że zgłębiłem ten temat ,czytając publikacje weterynaryjne zachodnie i polskie,a gdy pytałem o to weterynarzy w kilkunastu lecznicach na twarzach ich pojawiało się zakłopotanie i wymijające odpowiedzi.Wiem też ,że szczepionka kosztuje kilkanaście złotych(w hurtowni-łatwo to sprawdzić)a weterynarze biorą około 60zł,rachunek prosty.To też manipulacja.A nagminne stosowanie (w zastrzykach ,nie miejscowo )antybiotyków przy przeziębieniu,biegunce,zapaleniu spojówek?
jarek
11:40:57 - 19 września 2010 #
Pani doktor!gdyby weterynarze kierowali się dobrem zwierząt,a nie chęcią zysku to nie istniałoby w Warszawie i okolicach ponad 150 lecznic!!
Jarek
11:42:53 - 19 września 2010 #
O tym weterynarze zapominają "primum non nocere"-czyli po pierwsze nie szkodzić!
Jacek
16:51:59 - 19 września 2010 #
spokój! co żeście się tak rozkręcili. To raczej mało możliwe żeby każdy weterynarz był zły i łasy na kasę, na pewno są i tacy i tacy. Inna sprawa, że i właściciele zwierząt często się o to proszą.
Małgosia
19:23:33 - 19 września 2010 #
Skoro mnie Pan pyta to Panu odpowiem. Co do szczepień, to zależy. Generalnie po porządnych szczepieniach pediatrycznych i przypomnieniu po roku nie namawiam usilnie na coroczne doszczepianie. Co innego starsze zwierzęta lub o słabej odporności, wtedy takie szczepienia stymulują ich układ odpornościowy. Faktycznie u większości zdrowych zwierząt wysokie ochronne miano przeciwciał utrzymuje się dłużej niż rok, nawet do czterech lat. Ale jest odsetek psów u których odpornośc utrzumuję się około roku, nawet jeśli to mały odsetek psów, czy chciałby Pan ryzykować w przypadku swojego pupila?Wątpię. Każdy właściciel zwierzęcia przed szczepieniem może zrobić badania na miano przeciwciał, ale z praktyki wiem, że nikt się na to nie decyduje ze względu na koszty.
A co do zarabiania. Wkurza mnie to, że ludzie nie rozumieją, że lekarz to zawód jak każdy inny i wiąże się z wynagrodzeniem. Ja zostałam lekarzem z miłości do zwierząt i chęci im pomagania, ale życzę sobie uczciwego wynagrodzenia za dobrze wykonywaną pracę. Czym innym jest naciągactwo, a czym innym uczciwe wynagrodzenie za pracę i to chyba nikogo nie powinno dziwić. Jedni kopią węgiel inni wożą ludzi autobusem , a ja leczę zwierzaki i taki jest mój zawód. Pozdrawiam
Małgosia
19:29:38 - 19 września 2010 #
Jeszcze jedna uwaga, apropos tekstu "Pani doktor!gdyby weterynarze kierowali się dobrem zwierząt,a nie chęcią zysku to nie istniałoby w Warszawie i okolicach ponad 150 lecznic!!"
W Warszawie jest ponad 700 zakładów lecznictwa dla zwierząt. To po pierwsze.
A po drugie to co Pan powie o setkach warszawskich prywatnych praktyk lekarskich (dla ludzi) oraz o tysiącach aptek - to pewnie Pan powie dla dobra ludzi, ale weci są nastawieni tylko na kasę. Niech Pan się cieszy, że jest duża konkurencja w weterynarii w Warszawie, bo dzięki temu ma Pan ogromny wybór i życzę Panu, żeby znalazł Pan lekarzy z powołania. Ale to nie oznacza, że wszystko ma być za darmo "w imię dobrego serca dla zwierząt". Zapewniam Pana, że można mieć jednocześnie dobre serce dla zwierząt, nie być naciągaczem i jednocześnie mieć godna i satysfakcjonującą zapłatę za swoją pracę.
karolina
22:31:52 - 19 września 2010 #
Fakt faktem ze ludzi nie powinno się mierzyć jedna miara ale w dzisiejszych czasach ciężko spotkać ludzi którzy pracując w zawodach typu lekarz czy weterynarz kierują się przede wszystkim dobrem ludzi/zwierząt . Moja babcia rok temu uśpiła 15 letniego psa. Miał ponad 80% zajętych płuc i rozlał mu się guz który miał na łapce a weterynarz mimo tego chciał leczyć psa witaminami i twierdził ze psu trzeba dam szanse . Pies na drugi dzień nie miał siły już wstać...wiec w tym wypadku nikt mi nie powie ze nie chodziło tu o wyłudzenie kasy skoro widac gołym okiem ze pies się wykańcza...
Małgosia
00:45:01 - 20 września 2010 #
Pani Karolino, myślę,że to miejsce nie jest najlepsze do udzielania porad, to portal o lecznicach. Prosze napisać na www.weterynarze.fora.pl. Tam chętnie udzielę Pani odpowiedzi na Pani pytania i wątpliwości.
Paulina
15:07:16 - 03 listopada 2010 #
Jeśli kochacie swoje zwierzątka to nie leczcie ich tam. Trafiłam z moją kochaną sunią w sobotę, była apatyczna troszkę straciła apetyt. Pani doktor stwierdziła babeszje, podano zastrzyk, kroplówki i miało być po kłopocie, na wypadek zrobiono USG brzucha żeby wykluczyć przymacicze, niestety w niedzielę było o wiele gorzej, kolejne badania krwi strasznie złe wyniki, trzeba przetoczyć krew, zgodziłam się na to bez żadnego słowa myślałam niech ja ratują, gdyby nie moja reakcja to sunia dostałaby przeterminowaną krew. W poniedziałek była lekka poprawa więc wieczorem pojechałam na kroplówkę, podczas podawania leków poprosiłam lekarza żeby zrobić jeszcze raz morfologię, Pani doktor Irena mówiła po co przecież się lepiej czuje, ale jak pani chce to możemy zrobić. Okazało się że cała krew podana dzień wcześniej wyparowała, wyniki tragiczne. W między czasie zmienili się lekarze, to ja zasugerowałam, ze może ma coś jeszcze lekarz przekuł brzuch wyciekła krew, natychmiast operacja, okazało się, że sunia miała raka wątroby wielkości 2 pięści ( wiem bo lekarz pokazał mi wyciętą połowę wątroby)Co lepsze do operacji znowu chcieli podać ta sama przeterminowaną krew.
Moja Sunia odeszła wczoraj, dostała krwotoku wewnętrznego tylko nikt z lekarzy nie potrafił powiedzieć co było jego przyczyną.
Jednym zdaniem w tej klinice liczą się tylko pieniądze, a większość lekarzy postępuje rutynowo, bez zastanowienia.
Zbyszek
17:44:27 - 03 listopada 2010 #
Zdecydowanie odradzam korzystanie z usług tej kliniki. Lekarz wykonujacy usg p.Piotr Nowicki nie potrafił zdiagnozować guza wielkości jabłka. Opinia usunięta ze względu na niską wiarygodność
Roman
17:53:09 - 03 listopada 2010 #
Pani Paulino z tą krwią ma Pani 100 % racji. Mojemu pieskowi tez chcieli wcisnąć przeterminowaną krew. Wyciągalnina pieniędzy, nic więcej. Opinia usunięta ze względu na niską wiarygodność
Monika
18:59:14 - 03 listopada 2010 #
W dniu dzisiejszym odebrałam z kliniki naszego pieska filę brasileiro po przebytym skręcie żołądka - zabiegu sondowania, kolejnym skręcie żołądka i operacji z wycięciem śledziony. Piesek przebywał w szpitalu 6 dni w dniu odbioru okazało się że rana jest nadal nie wygojona i krwawi, kolejny dzień oczekiwań, kolejna operacja, ponowne ogólne znieczulenie, kolejne szwy. Dodam, iż o drugiej operacji dowiedzieliśmy się kiedy nasz piesek leżał już na stole operacyjnym, nota bene klinika nie otrzymała od Nas ani ustnej ani tym bardziej pisemnej zgody (na drugą operację). Nie będę opisywać podejścia personelu w tej całej sprawie bo naprawdę daje wiele do życzenia, dodam tylko, iż rachunek który dzisiaj zapłaciliśmy to kwota 3200 zł. Uważajcie nikt nie informuje o kosztach dodatkowych, podpisana przez Nas zgoda dotyczyła kwoty od ok. 80 do 100 zł za dobę w szpitalu i kwoty do 1200 zł za pierwszą operację. Mimo, tak wielkiego rozczarowania i negatywnych wrażeń, wierzę, że wszystko dobrze się skończy dla Naszego pieska.
Kasia
22:53:22 - 04 listopada 2010 #
Dobrze się skończy jak zmienicie lecznice !!! nie polecam dalszego leczenia w szpitalu na Bemowie.Polecam lecznicę BARI na Jelonkach i na Sucharskiego 4
Ola Pietrzak
15:49:16 - 11 listopada 2010 #
Bardzo chciałam podziękować za opiekę i fachową pomoc dla mojego pieska. Fado był po poważnym wypadku, w skutek czego miał bardzo poważne złamanie przedramienia. Gdy tylko go przywiozłam lekarze od razu się nim zajeli. Przeszedł tam skomplikowaną operacje co było powodem pobytu w szpitalu. Fakt wszystko kosztuje, ale psu też nic nie brakowało. Lekarze mają tam bardzo dobry kontakt ze zwierzętami.W tej chwili jestem po 2 miesiącach leczenia i pies jest w pełni zdrowy. Wcześniej też już korzystałam z pomocy kliniki i nie miałam żadnych zastrzeżeń, a wręcz byłam zadowolona. W szczególności chciałabym podziękować lek. wet. Marcinowi Krajewskiemu, który był lekarzem prowadzącym i operującym Fadusia.
Milena
20:15:36 - 16 listopada 2010 #
Widzę że opinie są podzielone... Mam roczną kotkę i właśnie tą klinikę wybrałam dla Blanki... Początkowo dla tego że blisko, teraz jeżdżę aż z Piaseczna. 4 miesiące temu dr. Marcin Krajewski (spec. chirurgi)wysterylizował moją kotkę. Powiedzieć że cały zabieg przeszedł wzorowo to za mało. Blanka na drugi dzień rano bawiła się już papierowymi kulkami i nic sobie nie robiła z tego że ma pozszywany brzuch :) po zabiegu obudziła się naprawdę szybko... żadnych komplikacji , szwy się wchłonęły.
Po całym zabiegu pozostała ledwie widoczna blizna :)
Nie wiem jaki macie doświadczenia z innymi lekarzami ale tego polecam w 100%. W dzisiejszych czasach coraz ciężej jest spotkać lekarza z PASJĄ... naprawdę
Hania
12:54:48 - 19 listopada 2010 #
Opisze Wam swoją historię i mojego ukochanego kota.Zaczęło się 3 listopada wieczorem.Kot z apetytem zjadł, bawił się .Po godzinie zauważyłam,że nienajlepiej się czuje.Wezwałam do domu lekarza.Otrzymał zastrzyki i było
lepiej.Czuwałam przy nim .Po 3-ej rano kiedy zobaczyłam że stan jego jest taki jak przed wizytą lekarza pojechałam do kliniki z nadzieją na uzyskanie pomocy.
Lekarz dyżurujący stwierdził zapalenie płuc z komponentą obrzękową oraz że ''sylwetka serca wydaje się być powiekszona".Wydaje się!!!!Mial kłopoty z oddychaniem.Nie wykonano w ogóle USG.Przez tydzień kot był w tym przklętym szpitalu a ja ufałam lekarzom,że robią co w ich mocy.Tak bardzo się ''troszczyli'', chcąc odwiedzać kota odradzili mi ,że będzie się stresował.Uwierzyłam.Dzwoniłam więc każdego dnia conajmniej 2 razy.Kot nie był zdiagnozowany w ogóle.Zgłosiłam ,że mógł być otruty.Nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić.W karcie zapis:(boje się,że kot się udusi).Nieporadni czy niekompetentni?Jak można leczyć jeśli nie wiadomo co zwierzęciu dolega.A jednak był "leczony"dla kasy.Leki które otrzymywał jak się potem okazało niszczyły serce i chore nerki.Otrzymywał m.in. sterydy.Jak nie jadł na apetyt dostawał relanium.
Informacje lekarzy pod koniec pobytu były niespójne (nie wie lewica co robi prawica).Nagle stan bardzo się poprawił!!!10-tego kot był do wypisu.Byłam szczęśliwa.Później w karcie przeczytałam (mimo relanium nic nie zjadł,wskazane USG, którego w ogóle nie miał)Ten wpis był właśnie 10-tego.Jak Pani dr określiła stan stabilny..I szok pojechałam i zobaczyłam kota na mokrej zasikanej ligninie ledwo oddychającego.Obok mokra karma która ze starości była sucha.Czekając na Panią dr. patrzyłam z przerażeniem jak wklatce z bólu wił się inny kotek a za drzwiami ze łzami w oczach stali starsi ludzie, właściciele kota.Byłam tam ok.40 minut.Zainteresowałam się
i zapytałam studenta co mu jest.Miał połamane szczęki.I nie dostał żadnego środka przeciwbólowego.Powiedział, ze nie ma wpływu na decyzję lekarza.
Następnie był rtg u mojego kotka ,który się nie udał, albo miał się nie udać.Kot był w strasznym stanie dusił się.Zapytałam czy tak wygląda stan stabilny.Pani dr. powiedziała
,że może poprawi mu się w domu.Bardzo to wszystko widziałam żle i sama nie wierzyłam,że przez tydzięń leczenia odbieram kota w stanie pogorszonym.
Nic nie mogłam zrobić.Otrzymałam zalecenia zastrzyki, kroplówka(robił je weterynarz w domu) no i oczywiście pozostało to co dla nich najważniejsze kasa.
Poszłam więc na recepcję.I tu kolejny szok.Rachunek zwiększony ok.200 zł od ustalonej kwoty telefonicznie.Na tyle zabezpieczyłam środki.Kota zostawiłam na recepcji i zeszłam do tej umieralni(Szpitala).Tamten kotek nadal bez pomocy.
BYłam bardzo zdenerwowana.Pani dr tłumaczyła ,ale ja kategorycznie powiedziałam,że nie ureguluję niech jeszcze sprawdzi.Przyznała po jakiś czasie oczekiwania, że o 100 zł się pomyliła.Zostało mi dopłacić chyba 90 zł.Powiedziałam, ze nie zapłacę.Pani dr. oznajmiła mi że z kosztów nie może zejść.To może Pani SzeF zejdzie z tych kosztów? zapytałm.W którym pokoju przyjmuje?I poszłyśmy
po drodze ostrzegając wszystkich oczekujący pacjentów przed tą koszmarną kliniką.Pan dr Kowalczyk widział w jakim jestem stanie.Wyjaśniłam o co chodzi.Również to że może mój kot już zdechł na recepcjii.Zszedł z tych kosztów.
Łącznie z zaliczką w kasie zostawiłam prawie 1000 zł.Powinnam w ogóle nie płacić.Byłam roztrzęsiona.Podeszła do mnie osoba i podała mi adres kliniki ,gdzie wyleczono jej kota, leczonego też w klinice .Lecznica Legionowo , Ogrodowa 2 dr.Katarzyna Oczkowska.Przez 2 dni otrzymywal wszystko wg zalecenia .Było źle.Drugiego dnia skontaktowałam się z Panią dr.K.Oczkowską.Pierwsze jej pytanie,,czy kot miał USG''Nie miał.W sobotę rano pojechałam do przychodni.Zajęła się tak profesjonalnie i z taką miłością do zwierząt, szacunkiem do mojej osoby.Walczyła o jego życie uczciwie informując o jego stanie.Wykonała badania krwi.Skierowała na USG.W ciągu niespełna 4 godzin była diagnoza.Chore serce.Leki które otrzymywał w klinice w tym steryd nie leczyły a niszczyły serce i nerki.Serce było po 9 dniowej kuracji ogromne a nie jak przy przyjęciu do szpitala..Gdybym trafiła tam w pierwszym dniu kot by żył.Odstawiła natychmiast te lek,ale to było późno.Zdecydowałam jeszcze go ratować.Przygotowała i poporcjowała razem z koleżankami leki strzykawki gotowe,żeby można wykonać zastrzyki, kroplówki.Nauczyła mnie robić zastrzyki.Rano robiłam sama.Wieczorem weterynarz.U Pani dr zapłaciłam nieduże pieniądze.Trochę było lepiej.Ale później nie jadł,źle oddychał.W środę pojechałam na kontrolę do kliniki.Pani dr miała tam dyżur.Nic nie dało się więcej zrobić.Trzeba było podjąć decyzję.Uśpienie.Przeżyłam to bardzo.Kocham bardzo zwierzęta.Mam w domu 2 przygarnięte psy i jeszcze 2 koty,które mają 19 i 20 lat.Poprosiłam o rozmowę z dr.Kowalczykiem.Pokazałam mu kota w,, stabilnym stanie"Powiedziałam,że nic nie zrobili lekarze,żeby go wyleczyć.Podobno zrobili, powiedział:spadła mu temperatura no i wkońcu został uśpiony komfortowo.Tyle pożytku z kliniki.Zrezygnował Pan dr.z kosztów wizyty i uśpienia co jest jednoznaczne przyznaniem się do partactwa personelu.
Dlatego jeśli ktoś z Was ma tam swojego zwierzaka powinien jak najszybiej zabrać.Liczy się kasa.Nie otrzymałam żadnego rachunku za co zapłaciłam te prawie 1000 zł( za saszetkę jedzenia tak).Zamierzam zainteresować sprawą Izbę Skarbową.Na pewno ktoś z nich z chęcią niedługo przyjdzie do kliniki leczyć kota czy psa i dozna szoku tj. ja
Opinię moją poznaliście.Jak najdalej od tej fabryki pieniędzy.Nie twierdzę, że wszyscy lekarze są żli, nieprofesjonalini i bez serca.Ale ja chyba na takich trafiłam.Trzeba mieć odwagę przyznać, że sobie nie radzą z chorobą.Mieli tyle czasu, zamiast leczyć wykończyli kota.Szkoda,że zwierzęta nie mówią.Wiele byśmy się dowiedzieli.W tym nieszczęściu cieszę się że poznałam wspaniałą lekarkę panią Kasię Oczkowską i jej współpracowników w przychodni w Legionowie niosących pomoc zwierzaczkom całym sercem.Zrobili wszystko by ratować mu życie czego niemogę powiedzieć o klinice.
M.
09:14:46 - 11 grudnia 2010 #
Droga Haniu
Przykro mi,że Twój kotek odszedł,ale widze w tym co piszesz brak precyzji.
Jeśli nie chodzi o pieniądze to po co ciągle zaznaczasz ile zapłaciłas w klinice za leczenia kota? I po co chcesz zgłaszać sprawę do Izby skarbowej?
Taka bezmyślna próba zemsty jest dla mnie po prostu dziecinna.
Znam Klinike na Bemowie,i trudno mi się zgodzić z tym co piszesz.
Pracuje tam grupa wspaniałych fachowców,znanych w całej Polsce i bardzo szanowanych i cenionych.
Nie wierzę,że przez " tyle dni" jak piszesz , nie wykonano tam potrzebnych badań jeśli były potrzebne i faktycznie wskazane.
M.
09:18:55 - 11 grudnia 2010 #
"Monika
18:59:14 - 03 listopada 2010 #
W dniu dzisiejszym odebrałam z kliniki naszego pieska filę brasileiro po przebytym skręcie żołądka - zabiegu sondowania, kolejnym skręcie żołądka i operacji z wycięciem śledziony. Piesek przebywał w szpitalu 6 dni w dniu odbioru okazało się że rana jest nadal nie wygojona i krwawi, kolejny dzień oczekiwań, kolejna operacja, ponowne ogólne znieczulenie, kolejne szwy. Dodam, iż o drugiej operacji dowiedzieliśmy się kiedy nasz piesek leżał już na stole operacyjnym, nota bene klinika nie otrzymała od Nas ani ustnej ani tym bardziej pisemnej zgody (na drugą operację). Nie będę opisywać podejścia personelu w tej całej sprawie bo naprawdę daje wiele do życzenia, dodam tylko, iż rachunek który dzisiaj zapłaciliśmy to kwota 3200 zł. Uważajcie nikt nie informuje o kosztach dodatkowych, podpisana przez Nas zgoda dotyczyła kwoty od ok. 80 do 100 zł za dobę w szpitalu i kwoty do 1200 zł za pierwszą operację. Mimo, tak wielkiego rozczarowania i negatywnych wrażeń, wierzę, że wszystko dobrze się skończy dla Naszego pieska "
Moniko,czy Twoim zdaniem lekarze powinni czekać aż Twój pies umrze i nie wykonywać zabiegu? Wtedy byś miała pretensję,że trzeba było robić wszystko co należy i nie przejmować się kosztami.........Tak źle,i tak niedobrze....Chyba nigdy nikt nikomu jeszcze nie dogodził.
Chyba lepiej zapłacić więcej i cieszyć sie dalej ukochanym zwierzęciem.Prawda?
Monika
13:01:14 - 11 grudnia 2010 #
Dziękuję za tak trafną odpowiedź. W dniu dzisiejszym Ozzi ponownie dostał skrętu żołądka i mimo jak to Pan/Pani stwierdziła wysokich kosztów udałam się do Państwa kliniki. Dyżurujący Pan doktor Krajewski odmówił ratowania psa i wskazał nam drzwi wyjśćiowe tylko dlatego, że dokonałam wspiu na tym portalu. Jeżeli ktokolwiek przeczyta moją opinię, zrozumie, że głównym powodem mojej pretensji była bardzo słaba organizacja kliniki.
Panie "doktorze" Krajewski co z etyką lekarską i Pańskim sumieniem???? Mam nadzieję, że Pan jako pacjent nie spotka się z takim traktowaniem, w momencie zagrożenia pańśkiego życia. Zdecydowanie powinien pan zastanowić się nad zmianą zawodu...
Nota bene Wasza odpowiedź napisana została po mojej dzisiejszej wizycie o 7 rano.
Czekam niecierpliwie na Wasz komentarz
Jarek
14:19:54 - 11 grudnia 2010 #
ha ha widzę ,że ktoś z Klynyki się przejął skarbówką.Ja też tam byłem rachunku nie dostałem za wizytę i niech żyje szara strefa!Dobrzy są 32000 przytulili z czego może zaksięgują ze 400zł za leki,kreatywna księgowość i hej do przodu.Ale ponoć niedługo mają wetom wprowadzić kasy fiskalne i się za nich wezmą.
u.
15:48:43 - 11 grudnia 2010 #
każdy klient dostaje tam rachunek, można dostać szczegółowy wypis, gdzie wyszczególnione są wszystkie pozycje - leki, usługi
Ewela
16:08:20 - 11 grudnia 2010 #
W Warszawie klinik całodobowych jest sporo, więc dlaczego osoba, która tak negatywnie ocenia prace lekarzy w tej klinice nie wybierze innej lecznicy? Sama wiem, że odsyłanie zwierząt w ciężkim stanie jest ogólnie przyjętą praktyką w wielu całodobowych przychodniach, bo nie każda posiada chirurga na noc. Kilkukrotnie miałam okazję korzystać z pomocy różnych przychodni i jeździłam od lekarza do lekarza a tam zawsze nie odmawiano pomocy. Swoją drogą chciałabym znać przyczynę odmowy przyjęcia???? Co powiedział lekarz, który was odesłał?????
Monika
17:41:16 - 11 grudnia 2010 #
Doktor Krajewski jest chirurgiem a powód odmowy przyjęcia to mój wpis na portalu zamieszczony 3 listopada podkreślam dotyczący obsługi administracyjnej a nie samych lekarzy!. Jest to najbliższa pod kątem dojazdu dla mnie klinika, która wykonuje takie zabiegi a w przypadku skrętu żołądka liczy się czas.
S.
16:49:17 - 13 grudnia 2010 #
Widzę, że wszyscy Państwo, którzy się tu wypowiadają jacy to lekarze na Bemowie (czy też w innych klinikach, bo jak zauważyłam większość wpisów na tym forum jest negatywna) są straszni, niemili i nieuczciwi, są idealnymi pracownikami, sumiennymi, uczciwymi, zawsze uczynnymi, miłymi i uśmiechniętymi każdego dnia swej pracy. Nie zdarzają się Państwu gorsze dni, a żeby się obijać - nigdy! Jeśli Państwa praca związana jest z kontaktem z ludźmi, cieszą się Państwo z każdego petenta, nawet jeśli jest niemiły, opryskliwy czy "wie lepiej". Państwa cierpliwość nie zna granic. A i najważniejsze! Pracują Państwo oczywiście chętnie za najniższą krajową, nie tak jak ci - jak im tam - weterynarze, którzy jeszcze, o zgrozo!, samochody chcą mieć, i każą sobie płacić za leczenie Waszych zwierząt. Przecież robią to, co lubią, to im powinno wystarczyć za zapłatę!
MK
04:31:52 - 14 grudnia 2010 #
Powodem dla którego odmówiłem ostatnio przyjecia pacjenta było wulgarne zachowanie sie jego właściciela w dniu odbioru pacjenta ze szpitala oraz kierowanie pod adresem pracowników szpitala pogróżek. Zresztą jeśli nie mieliście Państwo zastrzeżen co do działania lekarzy a jak piszecie jedynie co do administracji i organizacji pracy w Klinice, można to było wyjaśnić w chwili gdy byli Państwo w gabinecie -a nie, gdy ja zaproponowałem odmowę współpracy zacząć od słów "...Pan sobie chyba K....Żartuje.."
We współpracy lekarza i właściciela musi istnieć nić porozumienia i zaufania - bez tego mozna zapomnieć o powodzeniu w leczeniu.Ja do Państwa zaufania nie mam.
Każdy kto zamieszcza negatywny wpis na tym forum dotyczący działania Kliniki niech zda sobie sprawę z tego że pracuje tu ok 50 osób, niech zastanowi się ilu osobom które nie miały z jego pupilem, ani z nim samym kontaktu, odbiera w ten sposób mozliwość pracy próbując przestrzegać innych przed wizytą w tej placówce.
mk
08:22:30 - 14 grudnia 2010 #
co do wpisu z dnia 03.11.2010 dokonanego przez Panią Paulinę
1. Nie lekarz diagnozuje babeszjozę - tylko potwierdza badź wyklucza ja na podstawie wyników badań krwi laboratoryjnych / a te babeszjozę potwierdzały/
2. Nie Pani wpadła na pomysł dalszej diagnostyki i nakłucia jamy otrzewnowej tylko ja.
3 . W trakcie wykonywania zabiegu operacyjnego zostaliście Państwo wyczerpujaco poinformowani o złym rokowaniu i byliscie proszeni o zgodę na eutanazję zwierzecia - jednak mimo naszych sugestii nie wyraziliście na to zgody
4. Skad pewność co do bezpośredniej przyczyny zgonu - krwotoku wewnetrznego - czy ma Pani Protokół sekcji zwłok zwierzęcia?
5. Co do wyciagania pieniędzy - to o ile pamiętam Państwo raczyli nie zapłacić za zabieg mimo, że wykonywany był wyłącznie za KOSZT MATERIAŁÓW !!! / z uwagi na fatalny stan pacjenta i złe rokowanie/, tylko odebrawszy psa uciekliście stąd pozostawiając nosze pod drzwiami Kliniki...
Monika
10:12:51 - 14 grudnia 2010 #
Panie Krajewski Pan raczy żartować sobie z faktu ratowania życia!!! wyrzucił nas Pan za drzwi a według Pana to była propozycja odmowy współpracy. Brawo za elokwencję i formę Pana wypowiedzi.Proszę już więcej nie komentować mojego wpisu, Pan sam doskonale wie co Pan zrobił i to Pańskie sumienie powinno być nieczyste a nie moje. Faktycznie powinniśmy Pańswtu podziękować za uratowanie życia naszemu pupilowi dwa razy za co zapłaciliśmy w sumie drobne 4000 i chyba nie dziękować za jego utratę trzecim razem kiedy to odmówiliście współpracy. Koniec tematu.
Do Jarka !!!
14:07:05 - 15 grudnia 2010 #
1. Co do ceny szczepionki w hurtowni- CZŁOWIEKU , w lecznicy nie kupujesz towaru, płacisz za wizytę !!! i przy okazji szczepienie. Jak lekarz weterynarii idzie ze swoim dzieckiem do pediatry to płaci 70 PLN za receptę czy wizytę ? Pomyśl chwilę !
2. W cenie 60 pln za szczepienie musi się zmieścić koszt opłacenia lokalu, mediów, ZUSów , podatków itp. Wynajmij lokal w W-wie , zatrudnij lekarza i rób biznes szczepiąc za 20 pln !
3. Czy gdyby w W-wie istniało 10, a nie 150 czy 700 lecznic , to znaczyłoby ,że lek.wet. nie chcą zarabiać ? Co ma piernik do wiatraka? Gdyby zezwolić jakiej kolwiek lecznicy na monopol to ceny automatycznie wzrosną , tak jest w każdym rodzaju działalności.
Życzę miłego dnia..
Dominika
09:39:32 - 17 grudnia 2010 #
Nie bardzo rozumiem, po co Pani Monika poszła do tej "okropnej placówki" po raz kolejny, skoro była taka niezadowolona??? Tyle jest lecznic dla zwierząt w Warszawie. Po tym wszystkim byłoby mi wstyd się tam pokazać. A może, skoro się tam Pani pojawiła, to jednak nie było tak jak Pani opisała? Dziwne...Mam wrażenie, że jest to próba zagłuszenia własnych wyrzutów sumienia...
Rozumiem rozgoryczenie i żal po stracie pupila, ale żeby opłakiwać go w taki sposób?
Urszula
19:50:10 - 21 grudnia 2010 #
Leczę w klinice (dawniej lecznicy) Bemowo zwierzęta od 15-tu lat i nie zdarzyło
się żebym nie została "łopatologicznie" poinformowana co? po co? i jakie rokowania. Zjawiałam się o najróżniejszych porach (to klinika całodobowa)
i byłam informowana nocą, że teraz to pomoc dorazna a w dzień to mam się zgłosić
na konkretne badania bo bez porządnej diagnostyki to niewiele można zdziałać.
Nie zawsze byłam milutko traktowana, ale lekkie szurnięcie czasem pomaga i zaczyna się myśleć a nie tylko panikować. W bardzo ciężkim przypadku zasugerowano mi skonfrontowanie diagnozy "u konkurencji" - niestety potwierdziła się. A że nie jest najtaniej - za jakość się płaci.
Gosia
10:35:34 - 31 grudnia 2010 #
ja leczę i kontrolnie przyprowadzam na Bemow psa.... na szczęście nie był poważnie chory tylko standar szczepienia i uszy.... no ale gdy był malutkii weszłam z nim do gabinetu, Pani doktor powiedziała...jaki piekny baset.... niestety mój pies od urodzenia jest beaglem:)... z rodowodem:)....to już mi dało wiele do myślenia na temat wiedzy tamtejszych lekarzy, co do naciagania na kasę, tez miałam taki przypadek.... wystawiona podwójnie diagnoza, jedna ustnie a druga na piśmie.... umówiona byłam na operacje a skończyło się na wypisaniu skierowania na operację za co krzynęli sobie 65 zł!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.... + naciaganie na niepotrzebne szczepienia....o9czywiście strasznie drogie:)
P.N.
03:29:06 - 13 lutego 2011 #
Wlasnie przeczytalem opinie zamieszczone na tym forum i nasunelo mi sie kilka refleksji ,ktorymi chcialbym sie z Panstwem podzielic.Nie ukrywam ,ze jestem lekarzem weterynarii ,pracownikiem tej -jakze nielubianej- Kliniki Bemowo juz od kilkunastu lat.Pracujac przez ten czas glownie na ostrych dyzurach spotkalem sie z wieloma najdziwniejszymi czasem przypadkami chorobowymi u naszych domowych czworonogow jak rowniez z cala gamą emocjonalnych zachowan wsrod ich wlascicieli.Jest dla mnie zrozumialym ,ze we wpisach na tym forum dominuja opinie negatywne poniewaz ogromna wiekszosc wlascicieli leczonych z powodzeniem psow i kotow uwaza -calkiem slusznie - ze po wyleczeniu pupila i uregulowaniu za to leczenie naleznosci sprawa jest zakonczona.Nie odczuwaja potrzeby upubliczniania swojej wdziecznosci za dobrze wykonana usluge -tak jak ja nie odczuwam potrzeby opisywania udanej wizyty np.hydraulika.Tu oczywiscie odezwa sie glosy oburzenia -jak mozna uzywac takich porownan !? Niezorientowanym przypominam ,ze w tej chwili wszystkie lecznice weterynaryjne sa lecznicami prywatnymi i w swietle prawa podatkowego funkcjonuja dokladnie tak samo jak warsztat szewski czy samochodowy -czyli musza na siebie zarobic.Etosem nie nakarmi sie rodziny ani nie oplaci podatkow.W wiekszosci krajow wysokorozwinietych posiadanie zwierzat domowych nieuztkowych jest traktowane jako pewnego rodzaju luksus -a za luksus trzeba placic.W USA gdy ktos chce zaadoptowac psa ze schroniska wczesniej odwiedza go pracownik sprawdajacy ,czy posiada ku temu odpowiednie warunki i (o zgrozo !) czy go oby stac na utrzymanie i leczenie zwierzecia.W wiekszosci krajow zachodnich ceny uslug weterynaryjnych sa conajmniej porownywalne z cenami "ludzkich" uslug medycznych -jesli nie wyzsze.To samo tyczy sie lekow weterynaryjnych.Ale nie w Polsce ! W naszym kraju dominuje zasada "jakos to bedzie" oraz model "misyjny" co przeklada sie na przerzucanie odpowiedzialnosci na innych i wymuszany woluntaryzm.No bo przeciez jak lekarz moze odmowic pomocy ! No i przewaznie nie odmawia - stajac sie zakladnikiem wlasnej profesji.Gdyby spytac lekarza weterynarii z Niemiec lub np.Francji dlaczego wykonuje swoj zawod -popatrzy na pytajacego jak na idiote ale odpowie -zeby zarobic na utrzymanie ! W Polsce lekarz weterynarii bez zastanowienia powinien odpowiedziec -z powolania ! A zywic sie najlepiej satysfakcja i dobrym slowem.Wracajac do wpisow na forum -warto by sie chyba zastanowic -czym jest wlasciwie leczenie.Najprosciej powiedziec -jest to podawanie lekow i wykonywanie zabiegow leczniczych majace na celu przywrocenie pacjentowi dobrostanu fizycznego ,psychicznego i socjalnego -jak to opisuje definicja WHO.Niby proste -prawda ? Ale nie tak do konca.Kazdy pacjent jest bytem unikatowym.Inaczej reaguje na leki,zabiegi etc.Te same preparaty podane przy tej samej chorobie kilku pacjentom moga dzialac dobrze ,kiepsko lub wcale.Zalezy to od bardzo wielu czynnikow -wieku ,tuszy ,przebytych wczesniej chorob ,przewleklych chorob narzadowych lub ukladowych ,rasy ,momentu rozpoczecia leczenia lub wreszcie osobniczej wrazliwosci na dany lek.Tak wiec mechaniczne przenoszenie pewnych schematow leczenia najczesciej nie jest mozliwe.To lekarz ,opierajac sie na swojej wiedzy i doswiadczeniu musi dobrac odpowiedni zestaw lekow dla danego pacjenta.I tu znow problem poniewaz podany lek musi wywolac w organizmie pozadana reakcje.Jezeli organizm nie zareaguje na podany preparat (bo np.uszkodzenie nerek jest juz zbyt duze ) wowczas nie uzyskamy poprawy - i to nie znaczy ,ze lek jest zly lub zle podany ale zmiany narzadowe zaszly juz zbyt daleko i sa nieodwracalne.Trzeba miec tego swiadomosc.Najbardziej niezadowoleni forumowicze maja luksus nieskrepowanej krytyki -uprawnia ich do tego ich niewiedza w dziedzinie medycyny weterynaryjnej.Oni nie studiowali ,nie uczyli sie przez lata praktyki klinicznej,nie maja pojecia o farmakologii i farmakokinetyce,interakcjach lekow, patofizjologii - ta wiedza nie jest im potrzebna by wystawic lekarzom ocene.Nie spelnili oczekiwan -wiec sa zlymi lekarzami.Doprawdy trudno w takiej sytuacji polemizowac bo jedna strona nie ma ku temu odpowiedniego narzedzia -pomijajac oczywiscie "googlową" wersje medycyny weterynaryjnej -ale tej bym raczej nie polecal.Na koniec jeszcze apel do wszystkich wlascicieli czworonogow.Jesli zwierzak zaczyna chorowac -nie czekajcie Panstwo do ostatniej chwili z wizyta w lecznicy.Wiele razy na nocnych dyzurach zdarzylo mi sie ,ze do gabinetu wpadal spanikowany wlasciciel z przelewajacym sie przez rece psem lub kotem wykrzykujac od drzwi "Panie doktorze,niech pan go ratuje.NAGLE 3 dni temu dostal biegunki a od wczoraj lezy i sie nie rusza !!!!!!!" Spora czesc NAGLYCH przypadkow trafia do nas gdy juz jest naprawde bardzo zle a wczesniej juz wyprobowano na pacjencie wszystkie domowe specyfiki - i nie pomoglo ! Dobrze jesli jeszcze wlasciciel sam przyznaje sie co psu podal a nie zostawia tego naszym domyslom.Anegdotyczny tutaj jest przypadek pewnego ratlerka ktorego przyniesiono mi nieprzytomnego -kilka godzin wczesniej pies mial biegunke.Po dluzszej interrogacji i konsultacjach przez telefon okazalo sie ,ze zostal napojony przez babcie kroplami zoladkowymi (70% alkoholu !)- tym razem skonczylo sie tylko na poteznym kacu.Mozna sie teraz z tego posmiac ale wtedy nie bylo mi do smiechu gdy goraczkowo szukalem przyczyny dla ktorej mlody i w dobrej kondycji pies traci przytomnosc po kilku godzinach zwyklej biegunki.Niech to bedzie przykladem jak niekiedy inwencja wlascicieli przekracza granice lekarskiej imaginacji.Na tym na razie koncze.Mam nadzieje ,ze moze udalo mi sie przekonac kilka osob ,ze rzeczy z pozoru oczywiste wcale takie byc nie muszą.
Rozum
13:34:45 - 13 lutego 2011 #
Dzięki P.N. za ten wpis, może parę osób zrozumie.
W tym kraju wszyscy są mądrzejszy od lekarzy i najlepszymi fachowcami w każdej dziedzinie... tak samo wygląda to w przypadku weterynarzy.
P.N.
20:22:12 - 13 lutego 2011 #
Kilka slow w/s szczepien.W medycynie weterynaryjnej -jak w kazdej innej dziedzinie -co pewien czas pojawiaja sie nowe mody i trendy.Rzeczywiscie w tej chwili obowiazujacym paradygmatem jest rezygnacja z corocznych szczepien na choroby wirusowe (parwowiroze ,nosowke etc.).Pomysl ten ma wsrod lekarzy weterynarii zarowno zwolennikow jak i przeciwnikow.Oczywiscie dla wlascicieli czworonogow jeden wydatek w roku mniej jest dobra wiadomoscia.Warto sie chyba jednak zastanowic dlaczego w tej chwili w/w nosowka i parwowiroza wystepuja relatywnie rzadko - czy przypadkiem nie jest to wynikiem 35-40 lat regularnych COROCZNYCH szczepien psow (bo przez ten czas "obowiazywal" 12 miesieczny odstep miedzy szczepieniami) co spowodowalo zmniejszenie liczby bezobjawowych nosicieli oraz -co za tym idzie zmniejszenie liczby przypadkow klinicznych ? Moze pomysl nie byl jednak taki zly skoro sie sprawdzil ? Oczywiscie jest zbyt wczesnie by podpierac sie wynikami badan statystycznych -ale biorac pod uwage rosnacy inbred psiej populacji (czyli coraz czestszy chow w pokrewienstwie)-wynik masowej "produkcji" np.yorkow i labradorow -co skutkuje coraz czesciej niedoborami immunologicznymi (spadkiem odpornosci -czyli mozliwoscia przelamania odpornosci poszczepiennej)- czy przypadkiem ten nowy pomysl nie bedzie przyslowiowym "strzalem w stope"?.Wowczas dorazne oszczednosci zaowocuja zdecydowanie drozszym i niegwarantujacym powodzenia leczeniem.Takie jest moje (lasego na kase weterynarza ) zdanie.Jak bedzie -czas pokaze. I jeszcze slowko do wypowiadajacych sie na tym forum kolegow lekarzy weterynarii -kazdy rok z dwudziestu prawie lat praktyki klinicznej przyniosl mi nowe doswiadczenia ale rownoczesnie uswiadomil ogrom wlasnej niewiedzy i nauczyl pokory wobec emanacji natury jakimi sa nasi pacjenci.Dlatego znajac przypadek kliniczny jedynie ze skrotowego i subiektywnego opisu na forum internetowym balbym sie oceniac prace innych lekarzy weterynarii- chyba ze ktos tak rozumie zasady zawodowej konkurencji.Pozdrowienia dla wszystkich ! P.N.
P.N.
22:45:13 - 13 lutego 2011 #
Opis jednego przypadku :
Godzina 2.40 w nocy -dzwonek do drzwi kliniki -za drzwiami roztrzesiona wlascicielka z tobolkiem w objeciach.W tobolku 12 letnia jamniczka,nieprzytomna.Przechodzimy do gabinetu.Pomiar temperatury -35,7 C.Pies ma suche sluzowki,dosc blade.Na kocyku slady krwistego kalu ,brunatne wymiociny.Zakladam wenflon ,techniczka juz podgrzewa kroplowke.Podlaczamy wlew dozylny ,przekladamy psa na poduszke elektryczna,okrywamy kocem.Wlascicielka wyciaga z torby plik wydrukow komputerowych : Wypis z innej lecznicy sprzed 5 tygodni -wymioty ,luzniejsze stolce- podano antybiotyk i leki rozkurczowe.Po 3 dniach poprawa.Leczenie zakonczone po 4 dniach.Po kolejnych 4 dniach znow wymioty.Pobrana krew -podwyzszona glukoza i proby nerkowe.Zalecone podawanie insuliny (suka niesterylizowana) -przez 3 dni kroplowki podskorne -ze strzykawki !?.Wymioty ustapily.Badan wiecej juz nie bylo.Jamniczka dostawala przez kilka dni insuline 4 jednostki- gdy poczula sie lepiej wlasciciele przestali ja podawac.Nastepna kartka wypisana odrecznie- wczorajsza wizyta w innej lecznicy -pismo "lekarskie" -udaje sie odcyfrowac Catosal i Enrofloksacyne,pozostale 3 preparaty nieczytelne.Wlascicielka twierdzi ,ze suka ostatni raz oddawala mocz 24 godziny temu.Macam brzuch -pomimo kroplowki z diuretykiem pecherz pusty.Pobieramy krew - kreatynina 16,0 ,mocznik 643, glukoza poza zakresem odczytu aparatu.Pomimo dogrzewania temperatura nadal niska (36,8),odbyt ziejacy,stolec krwisty.Zmieniamy kroplowke na mannitol,powtarzamy diuretyki.Godzina 4.55 - suka kilkukrotnie ma odruchy wymiotne,w pewnym momencie ustaje akcja oddechowa.Intubacja,techniczka podlacza "AMBU",pojawia sie migotanie przedsionkow.Adrenalina dosercowo.Bez efektu.O godzinie 5.12 odnotowuje w karcie zgon pacjenta.Wlascicielka dostaje spazmow,maz stara sie ja uspokoic.Pytaja mnie -dlaczego ? No wlasnie -dlaczego ?Bardzo bym prosil wszystkie osoby ktore krytykuja prace kliniki o odpowiedź -dlaczego ? Sprawa wydaje sie ewidentna -pacjent byl przyniesiony zywy a wyniesiony -wrecz przeciwnie.Czy mam sie czuc winnym -przeciez jako ostatni mialem pacjenta pod opieką... Po takich doswiadczeniach nic juz nie jest oczywiste.Nie chodzi mi o szukanie usprawiedliwien ale o odrobine zrozumienia.Dla kazdego lekarza smierc pacjenta jest traumą.Zmagamy sie z czyms ,czego wspolczesna wiedza tak naprawde nie jest w stanie do konca ogarnac.Sa nowe metody leczenia ,nowe leki ,nowe techniki operacyjne ale zawsze gdzies na koncu stajemy wobec nieuniknionego.Zrozumieja to tylko ludzie ktorzy sami maja z tym na codzien do czynienia.Lekarze medycyny ,lekarze weterynarii-w koncu chodzi o naszych "braci mniejszych"...
Aneta
20:56:38 - 14 lutego 2011 #
Byliśmy w ww klinice bardzo późnym wieczorem szukając kliniki całodobowej. Piesek zachorował nagle po wieczornym spacerze ( silne wymioty, zgazowane jelita, temperatura, pobudzenie itd). Poobserwowałam go 2 godziny, zmierzyłam temperaturę i stwierdziłam że nie ma na co czekać do rana bo jeśli coś się stanie to będzie to - moja wina. Pan doktor na dyżurze udzielił nam konkretnej i rzeczowej pomocy. Pies dostał leki i zalecenia do ktorych się zastosowaliśmy. Dostaliśmy wydruk rozpoznania i zastosowanych preparatów. Jesteśmy zadowoleni. Pies jest zdrowy. Tylko tyle albo aż tyle.
Tak przy okazji: to często właściciele reagują za wolno. Mój pies jako szczeniak przeszedł krwotok, jak miał rok miał bebeszjoze myślę więc że mogę coś o tym powiedzieć. Naprawdę często połowa sukcesu udanej interwencji lekarza to dowiezienie zwierzaczka na czas.
P.N.
13:28:34 - 15 lutego 2011 #
Diagnoza : Dzien jak codzien -w poczekalni kliniki 3-4 oczekujacych na wizyte lub kontynuacje leczenia pacjentow.Do gabinetu wchodzi wlasciciel psa -za nim na pupie wjezdza ciagniety na smyczy podopieczny, pochod zamyka 4-5 letnia dziewczynka -jak domyslam sie -corka.Wszyscy troje wyraznie zdenerwowani.Stawiamy psa na stole i zaczynamy od mierzenia temperatury.Pies sie broni -w koncu jednak sie udaje -t.39,3 -czyli psi stan podgoraczkowy.Biorac pod uwage stres (20-25 min oczekiwania w poczekalni z innymi psami) trudno to wlasciwie uznac za pomiar w pelni wiarygodny.Zaczynam wywiad (po.łac.Anamnesis ).Dobry wywiad to 1/3 diagnozy.Pytam -co Pana sklonilo do wizyty u lekarza ? No wlasnie ,Panie doktorze, pies jest od kilku dni taki niewyraźny ! Jakby cos mu bylo ... (otwieramy podrecznik patofizjologii i chorob zakaznych -niestety nie ma w nim hasla "niewyraźny")Brniemy dalej : Czy ma apetyt ? Dzis miska byla pusta ale w domu jest jeszcze jeden pies (znow pudło !)-ale pije -wtraca sie corka -sama widzialam !Zlote dziecko ! A jak z wyproznieniami - pytam dalej.I tu znow problem -z psem na spacery wychodzi nastoletni syn -a syn jest w tej chwili w szkole wiec telefon nie wchodzi w rachube.Dzwonimy do zony -o kupach nic nie wie ale dwukrotnie sprzatala wymiociny w przedpokoju -punkt dla zony ! W ten sposob ilosc mozliwych przypadlosci zmniejsza sie z kilku tysiecy do ok.tysiaca.I charczy ! -dorzuca z przejeciem corka -jakby sie krztusil ! Znow punkt dla plci pieknej ! To juz nam ogranicza ilosc chorob do najwyzej kilkuset ! Pies jest mlody i w dobrej kondycji wiec mozna jeszcze pare dolegliwosci pominac.Czy zdarza mu sie na spacerach zjadac jakies smieci ? Tu znow sprawa rozbija sie o nieobecnosc glownego wyprowadzacza ...Rozmowa trwa jeszcze pare minut -niewiele wiecej z niej wynika.Czas na badanie kliniczne.Omacywanie brzucha,badanie dostepnych wezlow chlonnych ,osluchiwanie -pies znosi dosc dobrze.Klopoty zaczynaja sie gdy chce obejrzec gardlo.Psiak jest juz spanikowany,broni sie ,probuje gryzc.Wlasciciel stara sie go przytrzymac -nie bardzo mu to wychodzi.Dziecko zaczyna sie denerwowac,w oczach ojawiaja sie lzy.Ojciec puszcza psa i zajmuje sie corka.W koncu -przy pomocy 2 technikow -udaje mi sie obejrzec gardlo.Rodzina przeczekuje ta czesc badania w poczekalni.Gardlo jest silnie przekrwione a migdaly wrecz monstrualnych rozmiarow.Biorac pod uwage reszte badania klinicznego moge postawic najbardziej prawdopodobna diagnoze- angina !Pozostaje juz tylko podanie lekow.Wszystko to razem trwa ok.20-25 min.
To tylko jeden przypadek -relatywnie prosty.Gdy przeprowadzam wywiad czesto zadziwia mnie jak niewiele -mieszkajac przeciez pod jednym dachem -wlasciciele sa w stanie powiedziec o swoich czworonogach.A przeciez spora czesc informacji potrzebnych do postawienia diagnozy mozemy uzyskac tylko z wywiadu.To w duzej czesci wywiad ukierunkowuje dalsze badanie.Na marginesie -jesli czegos,Panstwo ,o swoim podopiecznym nie wiecie- prosze sie do tego uczciwie przyznawac.Nie jest to zadna ujma -a tworzony ad hoc opis rzeczywistosci tylko komplikuje sprawe i wprowadza lekarza w blad.Rowniez gdy trafiaja do nas pacjenci leczeni wczesniej w innej lecznicy rzecza podstawowa jest posiadanie przynajmniej wypisu lekow jakie byly psu lub kotu podawane -pozwala to czesto na okreslenie jakie objawy sa chorobowymi a jakie moga byc polekowymi -co niewatpliwie zwieksza szanse pacjenta.
Martyna
15:45:05 - 15 lutego 2011 #
Szanowny Panie P.N. - to jest portal z opiniami o lecznicach, a Pan tu opisuje swoje przypadki z własnej praktyki lekarskiej. Może założy Pan własną stronę i tam zacznie prowadzić blog. Nie chce urazić, ale wydaje mi się, że to nie jest odpowiednie miejsce na takie uprawianie literatury. Proszę się nie gniewać, pozdrawiam.
Robert
16:20:18 - 15 lutego 2011 #
Czemu? Mi się podoba :)
Takie anegdoty z życia weteryniarza :)
Może poprosimy administrację żeby uruchomiła jakiś blog dla pana P.N.?
P.N.
16:41:10 - 15 lutego 2011 #
Szanowna Pani Martyno ! Opisane tu przypadki sa jedynie ilustracja pewnych problemow z ktorymi spotykamy sie w swojej pracy na codzien i wierze ,ze pomoga osobom spoza naszego srodowiska lepiej zrozumiec specyfike pracy w klinice calodobowej -a to juz jest bezposrednio zwiazane z opiniami o lecznicy i lekarzach w niej pracujacych.Jesli byla Pani uprzejma przestudiowac wczesniejsze wpisy na tym forum -zapewne zauwazyla Pani kilka dosc saznistych opisow przypadkow bynajmniej nie mojego autorstwa, za to uzupelnionych bardzo emocjonalnymi komentarzami.Prosze wiec nie odmawiac mi prawa do polemiki -jakkolwiej jej forma nie musi sie Pani podobac.Jesli odczuje potrzebe utrwalenia wlasnych dokonan to oczywiscie zaloze wlasny blog i tam sie bede spelnial literacko- ale na razie nie to bylo moim celem. Pozdrawiam serdecznie ! P.N.
P.N.
17:01:27 - 15 lutego 2011 #
P.S.
Jestem clowiekiem wychowanym na slowie pisanym i zawsze wydawalo mi sie,ze najtrudniejszy nawet problem wylozony w formie anegdotycznej i poparty przykladem bardziej przemawia do wyobrazni niz suche fakty.Moze taka forma uswiadomi tez czesci wlascicieli naszych pacjentow ,ze "po dugiej stronie barykady" tez sa ludzie a nie automaty . Tyle na dzis ! Pozdrawiam wszystkich !P.N.
jarek
22:08:01 - 15 lutego 2011 #
A ja poproszę anegdotę o cenach za uspienie zwierzaka,jako były technik i pracownik całodobówki wiem,co to za cymes dla weta.Tylko bez frazesów o smutku i żalu, jak to pan doktor pisał.ludzie zapytajcie ile uspienie z kremacja kosztuje psa 30 kg cena 300zł minimum,zysk dla weta około 260 zł!na czysto.pozdrówki ema.Tak jak doktor przytoczył wetów z innych krajów i miedzy wierszami było, to jest zwykły biznes i nie dorabiać ideologii!weci też ludzie chcą żyć i kosić forsę.A bajki to na cartoon network,he he
Karola
12:17:52 - 16 lutego 2011 #
300zł ? niemożliwe ? w jakiej lecznicy ? ja u swojej wetki w śródmieściu za uśpienie mojej kochanej bokserki zapłaciłam 100zł z pozostawieniem jej ciałka. I wetka w sumie to prawie nie chciała przyjąć pieniędzy, bo znała moją psinę ponad 3 lata i naprawdę było jej strasznie smutno, płakałyśmy obydwie. Jarek, czy Ty czasem nie przesadzasz? w jakiej lecznicy widziałeś takie chore ceny? Chyba masz problem , bo strasznie nie lubisz wetów, może to z zazdrości???
ksu
15:40:21 - 17 lutego 2011 #
"zysk dla weta około 260 zł!na czysto" kto Ci krzywdę zrobił, powiedz że takie bzdury piszesz. Koszt eutanazji + pozostawienie zwłok do "utylizacji" 30 kg - 300 pln to się zgodzę ale 260 na czysto? Zamiast kończyć technikum wet. trzeba było bardziej do matematyki się przyłożyć i ewentualnie o prowadzeniu działalności i wszystkich kosztach z tym związanych poczytać. Nie mąć ludziom w głowach i nie podsycaj i tak nie małych jak widać emocji. pzdr
jarek
20:11:27 - 17 lutego 2011 #
Do KSu.Skończyłem po technikum informatykę,z matmą u mnie ok,wiem jak jest bo pracowałem 4 lata,ja piszę ile bierze wet na czysto,co z tą kasa robi to wiadomo...pozdr
Stefan
22:56:44 - 17 lutego 2011 #
Z matematyką to może ok ale o prowadzeniu działalności gospodarczej w tym złodziejskim kraju to wiesz nie wiele.
Wystarczy że od tych 260 zł odliczysz sobie VAT i podatek dochodowy i już zostaje 170 złotych. Wiesz ile płaci się ZUSu za jednego pracownika (lub za samego siebie?). Wiesz ile kosztuje wynajem lokalu pod działalność - najmniejszego jaki się da, gdzieś w piwnicy z dala od głównej ulicy? (i tak musi spełniać 50 różnych norm, sanepid, straż pożarna itp.)
Załóż sobie działalność gospodarczą i rób za matkę teresę
ksu
00:12:08 - 18 lutego 2011 #
to tak jakby napisać, że hydraulik za wymianę uszczelki bierze 50 pln z czego na czysto ma 45 bo uszczelka kosztuje 5... na ale ta praca polega na świadczeniu usług. Za leki płacisz w aptece a u "weterynarza" płacisz za usługę.
P.N.
13:11:39 - 18 lutego 2011 #
Przykro mi,ze musze pisac o tej ,niemilej weterynarzom stronie ich dzialalnosci-ale musza mnie do tego stek bzdur wypisywanych przez Pana Jarosława.Koszt eutanazji zwierzecia wynosi od 30 do 50 PLN + koszt srodkow do tego uzytych.Obecnie obowiazujace przepisy unijne nakazuja kremacje martwych zwierzat- na terenie Warszawy zajmuja sie tym 2 firmy (bo przeciez nie same lecznice)- koszt wynosi 8-10 PLN za kilogram - w razie watpliwosci sluzymy numerami telefonow.Tak wiec eutanazja psa o wadze ok.30 kg z pozostawieniem zwlok to grubo powyzej 300 PLN.Jak juz napisalem ,przykro mi ,ze musze z detalami opisywac merkantylna strone tego traumatycznego dla wlascicieli zdarzenia- ale brak odpowiedzi na te klamstwa bylby zapewne uznany przez czesc forumowiczow za "przyznanie sie do winy" (!???).Uprzejmie prosze p.Jaroslawa o dokladne przestudiowanie tych kilku linijek tekstu ponizej naglowka "Dodaj opinie" i chwile zastanowienia przed kolejnymi wpisami.Iluzoryczna anonimowosc w Internecie jest rozumiana czasami jako zacheta do mijania sie z prawda.Jesli ma Pan dosc odwagi by nadal bronic swoich racji -prosimy o konkrety (nazwe lecznicy calodobowej gdzie Pan pracowal i gdzie cale zajscie mialo miejsce -rzecz jest do zweryfikowania.Pana byly pracodawca napewno chetnie odpowie na zarzuty).Pozdrawiam ! P.N.
P.N.
13:31:03 - 18 lutego 2011 #
P.S.
Domyslam sie ,ze Pan Jaroslaw -jako czlowiek gleboko ideowy pracowal w w/w lecznicy calodobowej za "Bog zaplac" i dobre slowo -skoro "wyciaganie pieniedzy" za uslugi weterynaryjne tak go brzydzi - inaczej partycypowalby w tym -jakze nagannym -procederze.
Jarek
19:29:37 - 18 lutego 2011 #
Panie P.N mija się pan grubo z prawdą,8-10 zł za kg kosztuje ale klienta,zbiornica Skórzec bierze 1,5 za kg zwłok,przebicie kilkaset procent!zysku dla lecznicy,koszt uśpienia 50 zł+ leki to żart bo fiolka Thiopentalu to koszt ok 4 zł starcza na psa 40 kg,ksylazyna na sen to kilka złotych,więc bez kpin panie doktorze. Technik nie może prowadzić lecznicy wiec o procederze wyciągania pieniędzy niech sam pan opowie ckliwą,ubraną w ładne słówka bajeczkę.Co do mojej pracy ,sam pan wie ,,że technicy pracują w ledwie kilku lecznicach i byłoby nieelegancko pisać o poprzednich szefach,ja piszę o szerszym zjawisku ,niestety ciągle aktualnym,To tyle więcej nie ma co pisać i ciagnać ta dyskusje,innych forumowiczów proszę o sprawdzenie faktów nim zaczną pisać.pozdrówki siemano.Lecę na wczasy do Tajlandii ,pocztówki nie przyślę he he
ksu
20:48:19 - 18 lutego 2011 #
Jest już jeden Jarek w tym kraju co niewiele rozumie (a może zbyt wiele), teraz jest was dwóch... faktycznie nie ma co dalej roztrząsać tematu.
P.N.
21:00:56 - 18 lutego 2011 #
Pisze o cenach firm zajmujacych sie kremacja a nie przerabianiem na maczke kostna i pasze dla kur -przepraszam za te drastyczne szczegoly ale sytuacja zmusza mnie do znizania sie do poziomu mojego adwersarza.Rowniez myli Pan Jaroslaw eutanazje jako zabieg -z cena uzytych do tego specyfikow.W ten sposob zalozenie plomby u stomatologa kosztowaloby 10 PLN a nie ponad sto -skoro juz siegamy do lopatologii.Zastanawia mnie zacieklosc z jaka Pan Jaroslaw atakuje wszystkich wterynarzy -czyzby niespelnione aspiracje ? A moze to lecznica rozstala sie z Panem a nie Pan z lecznica ? - to rowniez moze frustrowac.W jednym ma Pan racje -nalezy zakonczyc ta dyskusje bo opluwanie i powtarzanie frazesow nie jest pozywka dla merytorycznej wymiany zdan.Dziwi mnie troche Pana frywolne poczucie humoru -szczegolnie w kontekscie tematu na ktory toczy sie ta rozmowa.Ocene poziomu wypowiedzi i argumentacji oraz jej formy pozostawiam innym forumowiczom.Zycze udanych wakacji w Tajlandii i nadal tak dobrego samopoczucia na wlasny temat ! Pozdrawiam ! P.N.
P.N.
14:15:47 - 22 lutego 2011 #
Dzis o trollach."troll" jest postacia dobrze znana wszystkim bywalcom forow internetowych (np.Antek Emigrant z portalu Onet Pl).Trolle sa logicznym nastepstwem internetowej anonimowosci wypowiedzi oraz pewnych predyspozycji osobniczych."Trollowanie" jest rzecza bardzo prosta.Po przestudiowaniu wczesniejszych wpisow na forum wybieramy tezę budzaca mozliwie najwieksze emocje i wrzucamy ja na forum w postaci krotkiego hasla -mozliwie ogolnikowego.I czekamy co bedzie.W przypadku p.Jarka to np.haslo -weci kosza kase ,a co z nia robia -to wiadomo...(W domysle -wiadomo wszystkim -a ci co nie wiedza powinni sie jak najszybciej dowiedziec )Nikt nie lubi placic za cokolwiek wiec haslo jest bardzo chwytliwe i napewno wywola zamieszanie -a tylko o to trollowi chodzi.Zwracam uwage ,ze to forum ma sluzyc wyrazaniu opinii o konkretnej lecznicy -czy we wpisach naszego trolla byl chociaz jeden konkret ? Oczywiscie ,ze nie -nie o to przeciez chodzilo ! Konkrety trolla brzydza bo otarcie sie o fakty grozi utrata anonimowosci -a bez anonimowosci trolle nie moga egzystowac.Mimo wszystko postaram sie odpowiedziec -co weci robia z kasa.Oczywiscie wiekszosc przezeraja -jak powszechnie wiadomo,zywia sie glownie rosyjskim kawiorem i przepiorczymi jajami a popijaja dobrym szampanem- niczego innego gardlo "trzepiacego kase" weta nie przyjmie.Czescią -jako nacja chytra i nikomu nieufajaca -wypychaja sobie materace.A co z resztą ?
Drobiazgi ktore tu wylicze sa dobrze znane wszystkim ,ktorzy prowadza wlasna (legalną) dzialalnosc gospodarcza + pare dodatkow zwiazanych ze specyfika zawodu
: - podatek dochodowy
-podatek VAT
-dzierzawa lub wynajem lokalu
-media- gaz,prad,smieci etc (+ utylizacja odpadow z ciemni RTG,materialu zakaznego (zuzyte igly ,opatrunki etc)
-zakup materialow medycznych (bandaze,igly,wlewniki,strzykawki,klisze RTG etc)
-zakup lekow (leki weterynaryjne sa niestety z reguly drozsze od ich "ludzkich" odpowiednikow -a jestesmy przepisami zobligowani do uzywania preparatow weterynaryjnych
-pensje technikow (jakos nie chca pracowac za "Bog zaplac")
-oplacenie personelu administracyjnego (recepcja ,ksiegowosc, sprzatanie)
-telefony (zwykle kilka linii)
-ogrzewanie (nasza klinika ma w sumie 400 m2 powierzchni -beda cos o tym wiedzieli wlasciciele domow jednorodzinnych)
-ubezpieczenie (lokalu,OC etc)
-przynaleznosc do Izby Lekarsko-Weterynaryjnej -czyli de facto prawo wykonywania zawodu -drobiazg -40 PLN/miesiac/od lekarza wet
-biezace przeglady i konserwacja sprzetu medycznego (RTG,USG,endoskopy,aparaty do narkozy wziewnej,kardiomonitory,sprzet analityczny -drobiazg -serwis i kalibracja analizatora biochemicznego to kilkaset euro miesiecznie)
-srodki czystosci
-materialy chirurgiczne (nici,gwozdzie do osteosyntezy,pola operacyjne i serwety,srodki do narkozy wziewnej,zestaw do wszczepiania endoprotez stawow biodrowych -kilka tysiecy euro)
-akumulacja -czyli zbieranie srodkow na nowy sprzet dla lecznicy (analizator hematologiczny -6000-9000 PLN,USG dobrej klasy 40 000-60 000 PLN,endoskop 2000-6000 PLN etc)
-szkolenia lekarzy wet -w miejscach tak egzotycznych jak Wroclaw,Lublin lub warszawski Mokotow -od 150 do 700 PLN za 1-3 dni wykladow-oprocz porad jak wyciagnac od klijenta jak najwiecej pieniedzy tematy np.Anatomia klatki piersiowej w obrazie rentgenowskim (prof Christopher R.Lamb z University of London)- i tu satysfakcja dla trolla bo jedni weci wyciagaja pieniadze od innych wetow.A ze przy okazji mozna sie czegos nowego dowiedziec -kogo to obchodzi !
-urlopowe wyjazdy -oczywiscie conajmniej Tajlandia lub Pernambuko (tak przy okazji -mnie sie udalo dotrzec w ciagu ostatnich lat najdalej do Augustowa a szef mojej kliniki nie mial normalnego urlopu od lat conajmniej dziesieciu- oczywiscie wszystko to przez przyslowiowa weterynaryjna pazernosc !)
Wszystkie lecznice weterynaryjne sa teraz lecznicami prywatnymi.Nie stoi za nami zaden FOZ,zabiegi ,leki,uslugi nie sa refundowane -musimy sobie radzic sami.Co do cen - np.zabieg sterylizacji kotki od 5 lat kosztuje 230-260 PLN -prosze to sobie porownac np.z progresja cen produktow spozywczych na przestrzeni ostatnich 5 lat - i dopiero na tej podstawie wyglaszac opinie.Lekarze weterynarii -tak jak kazda inna grupa zawodowa- nie egzystuja w prozni- tak samo jak innych dotykaja nas podwyzki cen ,skladek etc.Rosna koszty utrzymania ,rosna koszty pracy (prowadzenia dzialalnosci gospodarczej).Rozumiem ,ze kazdy wolalby placic za usluge mniej niz wiecej ale prosze mi wytlumaczyc ,dlaczego to wlasnie ja mam ponosic konsekwencje postepujacej drozyzny -czy dlatego ,ze wybralem taki a nie inny zawod ?Oczywiscie -ETOS ! W kontaktach z pacjentami i ich wlascicielami -owszem -tylko dlaczego ow etos konczy sie przed dzrwiami Urzedu Skarbowego lub jakiejkolwiek innej instytucji ? Nasz troll napsalby pewnie w tym miejscu -"lzawe bajeczki".Czy oby napewno ? Moj zawod przynosi mi ogromna satysfakcje.Mam swiadomosc,ze moja praca jest w wymierny sposob pozyteczna-a to nie zdarza sie czesto.Czy mam sie czuc winnym,ze chcialbym sie z niej rowniez utrzymac ?Ale to juz trolla nie interesuje ! Pozdrowienia dla wszystkich ! P.N.
nie polecam
16:09:19 - 25 lutego 2011 #
zdecydowanie NIE POLECAM!!!
z pewnością możliwości sprzętowe klinika ma ale zwierze traktowane jest jak przedmiot, kolejny przypadek. weterynarze leczą chorobę a nie zwierzę (ja rozumiem, że
P.N.
11:18:34 - 26 lutego 2011 #
Mam pytanie -czy mamy współczuc czy leczyc ? Zawsze wydawalo mi sie ze podstawowym kryterium jest tu skutecznosc dzialania.Stopien zaangazowania emocjonalnego jest rzeczą subiektywną.Dla kazdego wlasciciela zwierzaka jego podopieczny jest jedyny i wyjatkowy -zrozumiale wiec ,ze oczekuje takiego samego traktowania od lekarza.I zapewniam Panią ,ze i dla nas kazdy pacjent jest indywidualnoscia -co nie zmienia faktu ,ze jest rowniez przypadkiem chorobowym (nie rozumiem zupelnie dlaczego slowo "przypadek" ma dla Panstwa wydzwiek pejoratywny) -inaczej nie trafilby do lecznicy.Co zas do leczenia zwierzecia a nie choroby -to tacy pacjenci zapelniaja potem nasz szpital -niech mi Pani wierzy ,ze ta metoda sie nie sprawdza.Lekarz ma postawic diagnoze i zastosowac skuteczne leczenie - to jest sprawa podstawowa.Staramy sie przy tym uwzgledniac stan emocjonalny wlasciciela pacjenta co czesto nie jest sprawa latwa i moze wywolywac konflikty -i nie zawsze wina lezy tu po stronie lekarza.Wielokrotnie w swojej praktyce spotykamy sie z sytuacjami gdy wlasciciel staje sie bardziej absorbujacy od pacjenta -a to nie jest juz rzecz normalna.Wiele naszych dzialan i zabiegow moze sie komus bez wyksztalcenia medycznego wydac dziwnymi czy niezrozumialymi - staramy sie zawsze odpowiadac na pytania wlascicieli -jezeli jest tylko na to czas -a np.w sytuacjach bezposredniego zagrozenia zycia tego czasu czesto brakuje.Zdaje sobie sprawe z tego ,ze nasza praca ze swojej natury -budzi duze emocje -po obu stronach.Ale te emocje nie moga przeslaniac nam jej celu. Pozdrawiam ! P.N.
prowincjusz s.wieśniak
17:43:19 - 05 marca 2011 #
Czytam i oczom nie wierzę , w tej Warsiawie to już normalnie jak w jakim Discovery albo innym Animal Planet, wszystkie powariowały i ludzie i wetrinniarze, a w szczególności durnowatym technikom weterinarijnym padło na mózg Opinia usunięta ze względu na niską wiarygodność
Seta
08:44:03 - 09 marca 2011 #
Chciałabym móc powiedzieć coś dobrego ale niestety nie mogę. W szpitalu tej lecznicy umarły moje dwa małe kotki, w przypadku jednego podobno wada genetyczna jelit, w przypadku drugiego niewiadomo... Ale mimo to dalej korzystałam z ich usługo bo stwierdziłam że to oni są lekarzami może mają racje ponad to pracują 24/7 co również było dla mnie plusem DO WCZORAJ!!!
W poniedziałek zawiozłam swoją trzyletnią kotkę na prosty ich zdaniem zabieg "sterylizacje" a we wtorek na Dzień Kobiet dostałam od nich prezent, wiadomość że moja Najukochańsza Kotka umarła. Po zabiegu się obudziła, chodziła po klatce wszystko było ok, a po pewnym czasie dostała wewnętrznego krwotoku i umarła! Ale na moje pytanie dlaczego, skąd ten krwotok nikt nie potrafił odpowiedzieć... Na pewno nigdy więcej nie zawiozę tam żadnego zwierzaka!!!
Krzysztof Zdeb
23:03:50 - 10 marca 2011 #
Szanowni Państwo.
Dajecie się zagonić w jakieś nikomu niepotrzebne dyskusje, które tak naprawdę nic nie wnoszą. Jeśli Pan/Pani ma jakiś żal do lekarza weterynarii i uważa, że ów świadomie czy nie, przysporzył jej pupilowi wiele cierpienia czy doprowadził do zejścia, bądź niepotrzebnie naraził na straty finansowe, to miejscem do kontynuowania takich sporów są odpowiednie instytucje. To samo tyczy się pojawiających się tutaj rzekomych wypowiedzi lekarzy. Jeżeli dochodzi do pomówienia lub zniesławienia, to anonimowość użytkownika takiego forum jest jedynie pozorna i można oczekiwać zadośćuczynienia.
Tymczasem to bicie piany, które jest tu uprawiane służy jedynie zwiększeniu ilości wejść na stronę, co sprawi, że reklamodawcy wywalą więcej pieniędzy dla właściciela serwisu.
jedynym rozwiązaniem dla takich niepotrzebnych zakątków internetu jest ich ignorancja.
wszedłem na tę stronę za namową kolegi. jest to mój pierwszy i ostatni udział w tym urągającym godności zarówno lekarskiej jak i czysto człowieczej procederze.
pozdrawiam
K.Zdeb
MK
23:39:46 - 10 marca 2011 #
Nie do końca mogę zgodzić się z Pani opinią.
Nie wiem kto Pani powiedział,że istnieją zabiegi "proste"- w chirurgii różnego rodzaju powikłania zdarzały się,zdarzają i będą się zdarzały włącznie ze zgonem pacjenta. Dlatego też przed zabiegiem przeprowadzanym w znieczuleniu ogólnym właściciel zobligowany jest do wyrażenia swej zgody na zabieg w formie pisemnej. Przed zabiegiem została Pani poinformowana o ryzyku związanym z jego przeprowadzeniem.W swojej wypowiedzi pomija Pani fakt,że nie była to " normalna sterylizacja"- kotka była w zaawansowanej ciąży- i to Państwo nie chcąc mieć kłopotu z posiadaniem kociąt zdecydowaliście o poddaniu jej zabiegowi.Na moje pytanie o stan ogólny uzyskałem odpowiedź, że kotka sprawuje się normalnie. Po zabiegu okazało się,że ma KRWOTOCZNĄ BIEGUNKĘ / a nie jak Pani pisze krwotok wewnętrzny- to dwa różne pojęcia!!/. Gdy rozmawiałem z właścicielem /rano/ i pokazałem ślady owej biegunki na ligninie- przyznał, że zdarzało się,że któryś z Państwa kotów oddawał kał z domieszka krwi/ do końca nie wiadomo który/.Osłabienie organizmu biegunką/ o której ani Państwo ani ja nie wiedzieliśmy/,zdecydowanie mogło wpłynąć na to, że kotka nie przeżyła.
Co do KRWOTOKU WEWNĘTRZNEGO - po tego typu zabiegach - takie powikłanie też się zdarza, a związane jest z tym, że w trakcie trwania zabiegu zwierzę, które jest poddane znieczuleniu ogólnemu ma obniżone ciśnienie krwi. Chirurg podwiązuje naczynia krwionośne zakładając przewiązki / zwykle 2 na każde naczynie/, po czym przecina naczynia i obserwuje czy nie ma krwawienia-jeśli nie ma - kończy zabieg zamykając ranę pooperacyjną. Może się tak zdarzyć że po wybudzeniu zwierzęcia i wzroście ciśnienia krwi, z naczynia które wydawało się być dobrze podwiązane - jednak dojdzie do krwotoku,do obluzowania się przewiązek może również dojść na skutek gwałtownych ruchów operowanego zwierzęcia / w skrajnych przypadkach nawet w kilkanaście dni po zabiegu/.
Z Pani Wypowiedzi można wysnuć wniosek,że wszystkie leczone u nas zwierzęta nie przeżyły.......Mam nadzieje,że "Tyśka" również u nas operowana czuje się dobrze.......
P.N.
09:58:49 - 12 marca 2011 #
Nie sadzilem ,ze przyjdzie mi polemizowac na tym forum z innym lekarzem weterynarii.Co do rzeczy zasadniczej dr Zdeb ma racje -rzeczywiscie miejscem uprawnionym do prowadzenia sporow jest Izba Lekarsko-Weterynaryjna -jednak w rzeczywistosci zaledwie promil spornych spraw tam trafia.Znacznie latwiej jest wejsc na forum internetowe i tam upublicznic swoje niezadowolenie -zdejmuje to z osoby piszacej obowiazek udowadniania czegokolwiek i dowodzenia swoich racji przed gremium ktore byloby w stanie ocenic je merytorycznie.Zyjemy w dobie internetu i zjawisko to dotyczy nie tylko weterynarii ale rowniez innych dziedzin zycia.Zaklinanie rzeczywistosci -czyli zakladanie,ze rzecz istniejaca a dostatecznie dlugo ignorowana w cudowny sposob sama zniknie -niestety sie nie sprawdza.Osobiscie nie mam poczucia ,ze podejmowanie polemiki z kimkolwiek uwlacza mojej godnosci i deprecjonuje mnie jako lekarza -natomiast brak reakcji jest w naszej kulturze odbierany zwykle zupelnie jednoznacznie jako "oddanie pola" adwersarzowi -czyli posrednio przyznanie mu racji.Mozna oczywiscie ujac sie honorem ,obrazic i nie odpowiadac na zarzuty (niezaleznie od ich zasadnosci)ale w przypadku prowadzenia dzialalnosci uslugowej jaka jest praca w klinice weterynaryjnej jest to na dluzsza mete polityka samobojcza.
mimi
21:46:52 - 18 marca 2011 #
w styczniu 2010 roku leczylam tam psa , mial raka pluc,niestety nie pamietam nazwiska Pani doktor ktora go leczyla ,pies nie zyje ,ale ta kobieta zachowala sie bardzo przyzwoicie,z taktem, mozna by rzec -taki ludzki człowiek
Andrzej
03:08:18 - 19 marca 2011 #
18.03.2011
Przeprowadzono operacje usunięcia połkniętej piłki przez mojego psa Beniego.
Jak się później okazało w brzuchu znajdowała się jeszcze jedna wcześniej połknięta zabawka.Zabieg usunięcia wykonano profesjonalnie ( bardzo późna nocna )mimo dużej ilości operacji tego dnia i zmęczenia personelu.Obsługa bardzo miła i profesjonalna.
Serdecznie podziękowania dla pana Pawła Kowalczyka i Marcina Krajewskiego.
KLINIKĘ WETERYNARYJNĄ POLECAM Andrzej z Ursynowa.
Do Szanownego Pana P.N.
14:14:32 - 19 marca 2011 #
cóż za skromność.............:-szkolenia lekarzy wet -w miejscach tak egzotycznych jak Wroclaw,Lublin lub warszawski Mokotow -od 150 do 700 PLN za 1-3 dni wykladow"............................Dobrze wiemy ,że niektóre szkolenia to wydatki ponad 1000 zł................ Więc proszę tak skromnie nie operować cenami:)
Popieram Pana wpisy na tym forum+czytam je z nieskrywana przyjemnoscia.
krysap
20:13:21 - 21 marca 2011 #
Dziwią mnie tak złe wpisy na forum. Klinikę znam od lat i jest jedną z lepszych w Warszawie. (odwiedziłam wiele)
Ostatnio moja suczka miała operacje w klinice Bemowo, a teraz chodzę na zastrzyki (antybiotyki po operacji). Nie mam żadnych zastrzeżeń, a za każdą zapłaconą złotówkę dostaję paragon z kasy fiskalnej. Przed operacją musiałam podpisać zgodę.
Ogólnie dobra, profesjonalna obsługa. Jedyne co można zmienić to pracowników recepcji (wyniośli i mało sympatyczni), oprócz młodego chłopaka (jest zawsze miły i grzeczny)
Karolina
22:48:20 - 22 marca 2011 #
Zgadzam się. Ten młody chłopak na recepcji jest bardzo sympatyczny. Kilkakrotnie rozmawiałam z nim przez telefon i za każdym razem cierpliwie odpowiadał na moje pytania. Kiedy pokazałam się w klinice osobiście, również był bardzo miły. Szkoda, że inne osoby na recepcji nie biorą z niego przykładu. To na pewno w dużym stopniu uspokajałoby właścicieli zwierząt, którzy i tak przychodzą do kliniki w najróżniejszych stanach emocjonalnych.
A. Wójcik
16:51:29 - 08 kwietnia 2011 #
Serdecznie dziękuję Pani Doktor, która miała dyżur w nocy z wtorku na środę (niestety nie znam nazwiska) za zajęcie się odesłanym przeze mnie pogryzionym pacjentem z perforacją jamy brzusznej.
Pozdrawiam
Aleksandra Wójcik
Jamninia
20:43:10 - 15 kwietnia 2011 #
NIE POLECAM!!!! moja Jamnisia ma przewlekla niewydolnośc nerek. Jest wiekową sunią. Od ponad dwóch tygodni walczymy z chorobą. Leczymy się w innej lecznicy niestety na drugim końcu miasta. Dwa tygodnie bez przerwy podaję Jamnisi kroplówkę. To choróbsko powoduje,że piesek ma kruche naczynka i wenflon utrzymuje się bardzo krótko-w jej przypadku góra dwa dni. Przyjechałam dziś trzeci raz na wymianę wenflonu do tej lecznicy. To był nasz ostatni raz w tym miejscu. PRÓBĘ założenia wenflonu podjęła tech.wet. Hartman (taka ze wschodnim akcentem, teraz ma długie włosy nie jak na zdjęciu). Nie pozwólcie, żeby kiedykolwiek dotykała się Waszego zwierzaka. Kuła sunie cztery razy. malutka straciła sporo krwi. Przeżyła potworny stres. Na dzień dobry uprzedziałam ów "specjalistkę", aby oszczędzała naczynka pieska, bo muszą jeszcze starczyć na wiele dni leczenia. W miejscu wenflonu robi się zrost i nie można założyć w tym samym miejscu kolejnego. Ale pani wszystkowiedząca od progu krytykowała wenflon założony przez naszą Pania Doktor, ze za cienki,ze za krótki i opatrunki na uszach po poprzednich wenflonach nie takie. " ja zakładam od razu różowy bedzie na dłużej" (nagrubszy i najdłuższy). Spytałam, czy w tym stanie to w ogóle możliwe, żeby załozyc pieskowi grubszy wenflon (przecież jestem codziennie w "swojej" lecznicy i na pewno tam tez mają rózowe). Po czwartej próbie kiedy pękło kolejne naczynko ów "technik" teoretyk zawołała rozpaczliwie o pomoc swoją koleżankę. Ta pomagała trzymac sunie która wiła się z bólu. Wbiła igłe z takim impetem (nie potrafię porównac tego do niczego) przecież powinna się wkuwac bardzo delikatnie,ostrożnie i powoli, żeby nie uszkdzić naczynka, i igła żeby znalazła się w odpowidnim miejscu. oczywiście naczynie pękło, polała się znowu krew. Pani która pomagała trzymac stwierdziła że ona spróbuje. Udało się ( nie wiem czy po czwartej czy piatej próbie). Na co ta pierwsza mówi; "ale sie mała z toba nameczyłam" oddały mi zwierzaka zakrwawionego. a przy kasie niespodzianka. Stoje, stoję, stoję, sunia się juz bardzo niecierpliwi, chce jak najszybciej wyjśc z tego okropnego miejsca. Pytam drugi juz raz, "czy moge zapłacic?" "nie" - odpowiedź "towar przyjmuje" (dostawca wnosi kartony a pracownik lecznicy siedzi w recpcji i mówi gdzie kolejny karton postawić.Kiedy się juz doczekałam usłaszałam, że mam zapłacic dwa razy tyle co poprzednimi razy kilka dni temu płaciłam w tej lecznicy za "tę samą" usługę. Na pytanie dlaczego? odesłano mnie do gabinetu, gdzie usłyszałam uzasadnienie, że zużyli więcej materiału i dlatego muszę zapłacić więcej. Więcej materiału, bo nie umiejętnie było to robione -odpowiedziałam, na to pani powiedziała że to moja wina bo nie umiem trzymac swojego zwierzaka. W c ostatnich kilkunastu dni Jamninia miała zakładany wenflon ok. 8 razy i ani razu nie było z tym żadnego problemu. Zawsze pierwsza próba z powodzeniem. Milo wspominała dotychczas wizyty w tej lecznicy, ale kto inny się nią zajmował (kom poniżej). Znam kilku lekarzy z tej lecznicy i mam o nich jak najlepsze zdanie, ale to co nas dziś spotkało..jak mam wytłumaczyc mojej suni, że nie chciałam jej na coś takiego narażać. Jestem zdania, że kierujący ta placówka pownni wyciągać konsekwencje z takich sytuacji :(
Jamninia
20:50:47 - 15 kwietnia 2011 #
dziękujemy przemiłej, delikatnej młodej Pani Doktor nie znam nazwiska (ma wytatuowane kocie łapki na prawym przedramieniu. Jamninia miło wspomina spotkania z Pania Doktor.
Doktor Marciński tydzien temu robił suni USG. Pierwszy raz w zyciu widziałam tak dokładne USG i taki wyczerpujący opis badania (włączając w te doświadczenia medycynę. bardzo delikatny, super fachowiec profesjonalista. - Dziękujemy :)
Miło wspominam sprzed lat dr Degorską operowała moja rotweilerkę i wizyty wówczas równiez u dr Jodkowskiej. Obie panie Doktor sa świetnymi fachowcami i zwyczajnie bardzo miłe. Moja suczka lubiła bardzo obie Panie Doktor.
magdalena Stankowska
11:47:27 - 27 maja 2011 #
Od 8 lat korzystamy z usług lecznicy "Bemowo". Trafiliśmy tam z naszym adoptowanym bokserem, niechcianym interchampionem, jak się okazało "tykającą bombą". Dziesiątki badań, wizyt, dr Wróblewski "martwiał" wręcz na dźwięk mojego nazwiska :-) Po konsultacjach u prof. Lechowskiego zdecydowaliśmy się psa wykastrować. Dzięki właściwej diagnozie i leczeniu pies po 1,5 roku ciągłych wizyt w lecznicy zaczął wracać do zdrowia. Potem wylew i ataki padaczkowe - dzięki nieocenionej dr. Milewskiej Maksowi udało się dożyć 13 lat :-) Na usługi szpitala też nie mogę narzekać. Psem w stanie agonalnym młoda pani doktor zajęła się profesjonalnie i rzeczowo, przywracając go do życia. Wiem, że rozemocjonowani i przerażeni właściciele często oczekują od lekarzy wyrazów empatii, ale dla mnie postawową powinnością lekarza, zwłaszcza w momentach zagrożenia życia,jest właściwa analiza i podjęcie ratujących życie działań. Nie chciałabym, by moje zdenerwowanie udzieliło się lekarzowi i zdaję sobie sprawę, jakim utrapieniem są dla lekarzy spanikowani właściciele. Dlatego staram się zawsze opanować i współpracować, a nie przeszkadzać. Oczywiście uwielbiam ciepłych i serdecznych lekarzy, kiedy jest na to czas i okazja, bo którz nie lubi "misiaczków" i innych czułych zdrobnień dr. Marcińskiego, czy kojących serce badań dr. Bartoszuk-Bruzzone. Nigdy też nie zapomnę łez w oczach dr Wróblewskiego, kiedy usypialiśmy Maksia. Bardzo Panu dziękujemy za sposób, w jaki pomógł Pan odejść naszemu staruszkowi.
A że drogo? No cóż, podejmując decyzję o zakupie i adopcji psa należy zadać sobie pytanie, czy stać nas na jego utrzymanie i ew. leczenie. Można też wybrać tańsze lecznice. Nie przeczę, że można tam spotkać równie dobrych lub nawet lepszych lekarzy. Ale ja wolę, by mój pies prowadzony był od początku przez tą samą placówkę i miał dostęp do pełnej diagnostyki i szansę na właściwą analizę i diagnozę. Lekarzowi znającemu psa, jego specyfikę i przypadłości łatwiej postawić odpowiednią diagnozę, niż obcemu vetsowi, zwłaszcza dopóki psy nie potrafią same opowiedzieć, co je trapi.
Urszula M.
10:05:09 - 19 czerwca 2011 #
Ja do Kliniki trafiłam, po poleceniu mi jej przez znajomych. Od kilku lat odwiedziłam wiele miejsc, gdzie szukałam pomocy dla mojej suczki, jednak nie zawsze udawało mi się odnaleźć kompetencje personelu i dobre warunki leczenia w jednym miejscu. Dopiero tu zakończyłam poszukiwania. Po spotkaniu i rozmowie z dr Marcinem Krajewskim, z pełnym zaufaniem oddałam psa na operację zerwanych więzadeł stawu kolanowego. Panie Doktorze, dziękuję. Dziś moja suczka wraca do zdrowia, bez komplikacji, a ja wiem, że pomimo ponad 20 km odległości znalazłam dla niej odpowiednią opiekę na przyszłość.
Agnieszka C.
17:24:32 - 07 lipca 2011 #
Mój pies miał dziś wykonywany specjalistyczny zabieg. Tylko dobre wyposażenie kliniki uchroniło zwierzaka przez operacją. W tak dużym mieście jak Warszawa jest tylko kilka miejsc, gdzie można taki zabieg wykonać, a czas oczekiwania (ze względu na okres urlopowy) był nie do zaakceptowania. Wszystko przebiegło sprawnie, personel bardzo miły.
Rozumiem, że tak wyposażona klinika musi mieć nieco wyższe ceny. Przecież nikt im tego sprzętu za darmo nie dał!
M
17:44:00 - 09 sierpnia 2011 #
nie polecam tej kliniki! Pan z rejestracji powinien ustąpić posady komuś młodszemu bo nie nadaje się na swoje stanowisko i jeszcze pyskuje! poza tym byłam na konsultacji z dr Krajewskim w sprawie potrąconej przez samochód suczki rasy york, która ma pęknietą miednicę czy wymagana będzie operacja czy nie. Dr Krajewski powiedział, że operacja nie jest konieczna ale robcie co chcecie bo i po operacji może być źle i bez operacji tez może być źle. Bardzo fachowy lekarz nie ma co!!! Nawet nie chiał zobaczyć karty przebiegu badań psa a na zdjęcia rtg rzucił tylko okiem. Nigdy więcej tam nie pójdę!!!!
MK
01:55:04 - 15 sierpnia 2011 #
szanowna pani M - zapraszam po wydruk z karty leczenia Pani psa - może wówczas zrozumie Pani co do niej mówiłem - zabieg TAK- ale:1 wysoki koszt
2 ryzyko narkozy
3 ryzyko powikłań
4 efekt może być zbliżony do tego jaki da się osiągnąć przy zastosowaniu ze ścisły reżimem chowu klatkowego- może też być lepszy.
Jako alternatywę wskazałem możliwość leczenia zachowawczego - chów klatkowy - przy czym z założenia zrost miednicy może być nieco inny od fizjologicznego - ale powinien umożliwiać psu chodzenie
Jeśli szukała Pani lekarza który w tej konkretnej sytuacji da zapewnienie że któraś z możliwości jest lepsza - bo niczym się nie ryzykuje i w efekcie nastąpi cudowne i bezproblemowe wyleczenie - to ja takich "gwarancji" nie daję.- moim zdaniem tu należy dokonać wyboru" mniejszego zła".
P.S na ocenę RTG poświęcam tyle czasu ile potrzebuje.
Ola
10:03:57 - 15 sierpnia 2011 #
Może w tej klinice niektórzy lekarze są nieźli, może. Pewnie czasami pomogli zwierzęciu w sprawach oczywistych. Zadnemu z moich kotów nie pomogli. Na pewno nie potrafia leczyc cukrzycy, znają ze trzy isuliny na krzyż. Gdyby nie to, że przekopałam polskie i zagraniczne portale i sama zanalazłam skuteczna insulinę mój kotek nie przezyłby z cukrzyca ponad trzech lat. Te ordynowane przez bemowskich weterynarzy w ogóle nie działały, o tej, którą był w końcu leczony nawet nie słyszeli.
Natomiast to co wczoraj mnie spotkało to trauma, z którą pewnei będę się zmagała długo. Zawiozłam cięzko chorego kota, dla ktorego juz nie bylo ratunku do uśpienia. Chciałam mu ulzyć w cierpieniu, chciałam by umarł bez bółu. To co zafundoała mu mloda pani "doktor", przez litośc pominę jej nazwisko, to był horror. Zamiast podac kotu srodek nasenny, dała, jak sie pożniej dowiedziałm, lek zwiotczający mięśnie, taki koci pavulon. Ten słaby kotek, ktory juz nie reagował na kroplówki czy zastrzyki, tak strasznie krzyczał dusząc się, że myślała iz oszaleję. Do tego zostawiła mnie z nim samą, wyleciałam jej szukać, gdzieś sie zapodziała. Trwalo to kilka minut, jak przyszła, oświeciła mnie, że to pewnie dlatego, że przeczuwa śmierc. Nigdy takie krzyku nie slyszałm. Blagam, omijajcie tę rzeźnię z daleka. Oni jada na dawnej opinii, kiedy to ponoc dobrze leczyli. Też dałam sie na to nabrać. Teraz to maszynka do robienia kasy. Lekarze zmieniaja się jak w kalejdoskopie, za każdym razem zwierzę oglądał (bo nie zawsze badał) inny. Po to, by się dowiedziec o wyniki badań trzeba dzwonić wiele razy, nie oddzwonią, bo to fatyga duża, a i rujnujący koszt rozmowy.
kaśka
18:22:28 - 15 sierpnia 2011 #
Witam!Chciałabym opisać przypadek mojego pieska rasy cocker spaniel o imieniu Mieszko.Do kliniki trafiliśmy w środę wieczorem z podejrzeniem ciała obcego w przełyku.piesek wymiotował krią i był bardzo osłabiony.Podróż była z miasta oddalonego od Warszawy 100 km i to była nasza ostatnia nadzieja.Gdy dojechaliśmy w klinice czekał już na Nas pan dr Paweł Kowalczyk,piesek szybko trafił na salę operacyjną i tam dowiedzielśmy się że wcześniejsza diagnoza była mylna.Podejrzenie padło na zatrucie trutka na szczury,nie mogliśmy sie z tym zgodzić gdyż w naszym domu nie posiadamy takich specfików ale lekarze byli pewni że przyczyna może być tylko jedna.Zostawiliśmy pieska na 4 dni w szpitalu-w czwartek poinformowao nas telefonicznie o słabych wynikach krwi pieska i zapytała o zgodę na przetoczenie krwi(co do kosztów byliśmy zawsze poinformowani,a nawet suma wszystkich byla dla nas miłym zaskoczeniem gdyż zapłaciliśmy mniej niż myśleliśmy)kontakt telefoniczny przez cały pobyt Mieszka był dobry,dzwonilismy 2 razy dziennie i dostawaliśmy obfite informacje o zdrowiu naszego pupila.Mieszko z dnia na dzięn czuł się coraz lepiej dzięki opiece wspaniałych specjalistów(nawet gdy był niegrzeczny w klatce został przeniesiony do VIP ROOMU:) i spędzał czas w pokoju lekarskim na kocyku z którego go odebralismy w niedzielę)Przy wypisaniu byliśmy poinformowani o dalszym przebiegu leczenia.dostaliśmy wszystkie potrzebne leki.Dzień przed odebraniem Mieszka z kiliniki znależlismy na naszej posesji chleb nasączony niebieska substancja co dało nam dużo do myślenia.Zaczełam szukać w internecie co to może być i tak odkryłam że jest to prawdopodobnie truka na szczury Toxan,i mam podejrzenia kto mógł ją tam podrzucić.Dzięki fachowcom z kliniki Mieszko przeżył i jest teraz z nami troszke jeszcze kaszlę ale nic mu nie zagraża,tyle szczęścia nie miał drugi pies który został otruty ta samą substancją zdechł prawdopodobnie zjadł większą ilość trutki.Sprawa została zgłoszona na policje ale bez dowodów nic nie możemy zrobić niestety;/.nigdy bym pewnie nie napisała tu na forum,ale jak Mieszko leżał w klinice zaczełam czytać te komentarze i strasznie się przestraszyłam że zostawiłam Go samego w takim szpitalu gdzie nikt nie leczy tylko liczy kase.Każdego dnia coraz bardziej zaczełam sie przekonywac do tej kliniki i teraz wiem że Mieskzo trafił w dobre ręce i dzięki wszystkim osobom z tej Kliniki jest teraz z Nami bo wiem że przypadek mojego pieska nie był wesoły.Każdemu moge polecić tą klinikę.Dziękuje wszystkim osobom opiekującymi sie od środy 10 sierpnia do 14 w niedzile Naszym Mieszkiem.
P.N.
05:37:20 - 17 sierpnia 2011 #
Szanowna Pani Olu - a właściwie - Szanowna Pani Izo !
Pragnę odświeżyć Pani pamięć w materii leczenia czterech Pani kotów,którym w/g Pani zdania nie potrafiliśmy pomóc.Dla ułatwienia posłużę sie inicjałami -jestem pewien że będzie Pani wiedziała o kogo chodzi :
1.kot "J" - pierwsza wizyta 12.10.2002 -przeziębienie.Zaordynowany antybiotyk.Powtórzony 13.10.2002 - przerwany -kot widocznie poczuł się lepiej.
Kolejna wizyta 15.08.2007 -uraz kolana, uszkodzone więzadlo stawu kolanowego- założony opatrunek ochronny na 4 tygodnie. 21.08.2007 -pod opatrunkiem otarcie skóry -zdjęty -pacjent więcej się nie pokazał.
2.kot "T" - samiec.07.07.2008 - stwierdzona obustronna ginekomastia gruczołów mlekowych ,pobrana krew ,podany Theranecron -do powtorzenia min.3-4 x.Po jednej wizycie pacjent więcej się nie pokazał.
3.kot "M" -kotka.20.06.2003 stwierdzone guzy sutka.Pobrana krew -podwyższone próby nerkowe.Zaordynowane kroplówki.Po 2 tygodniach gdy stan nerek poprawił sie- zabieg mastektomii (18.07.2003).28.07.2003 -zdjęcie szwów.
15.11.2003 wznowa -pojawiły się nowe guzy.21.11.2003 -kolejny zabieg.W badaniu histopatologicznym stwierdzony gruczolakorak (złośliwy).Pacjent wiecej się nie pokazał.
4.kot "B" -18.06.2008 -w badaniu moczu obecna glukoza. 19.06.2008 badanie krwi -potwierdzona cukrzyca.Zaordynowana insulina Canisulin.
26.06.2008 wobec niskiej skuteczności Canisulinu -w międzyczasie kot zaczął dostawac insulinę Lente.Poziom glukozy nadal wysoki.Insulina zmieniona na Maxirapid.Skuteczność nieco większa lecz nadal niezadowalająca.Wobec podejrzenia cukrzycy insulinoopornej i powikłanej (kwasica) kot konsultowany 08.07.2008 przez prof Lechowskiego (diabetolog ,autor podręcznika o cukrzycy u kotów ).Zalecono Lantus 3.j 1 x dziennie.Pacjent po raz kolejny pojawił sie 09.08.2011 z zaawansowaną kacheksją (wyniszczeniem organizmu),obstrukcją,glukozą na poziomie 411 mg% i podejrzeniem niewydolności nerek -potwierdzonej tego samego dnia badaniem krwi.Zwracam uwagę ,że pierwszy epizod miał miejsce miedzy 19 czerwca 2008 a 8 lipca tegoż roku.To niecałe 3 tygodnie.W tym czasie byly zastosowane 3 rodzaje insuliny -fakt faktem ,że najczęściej stosowane ale leczenie zaczyna się zwykle od preparatów ogólnodostępnych i nienajdroższych.Żeby ocenic skuteczność działania insuliny u konkretnego pacjenta musi byc ona podawana przynajmniej przez kilka dni -doświadczyli tego wszyscy ,którzy leczą swojego pupila-diabetyka.Gdy okazało się,że zastosowane preparaty nie skutkują natychmiast skierowaliśmy pacjenta do najlepszego w Polsce specjalisty od cukrzycy kotów.Jeśli ktoś uważa,że to mało- proponuję by spróbował się zapisać ( z np.2-tygodniowym terminem ) do dobrego "ludzkiego" diabetologa.Potem niech nam opowie co usłyszał.
To tyle jeśli chodzi o ignorancję w/s cukrzycy.Ocenę przebiegu w.w terapii pozostawiam czytelnikom.O pomaganiu wymienionym wyżej kotom trudno raczej mówic ponieważ żadna kuracja nie byla doprowadzona do końca,leczenie było przerywane a pacjenci znikali czasem na kilka lat.Co zaś się tyczy szperania w internecie to pragne zwrócić uwagę (Pani Izo) ,że podawana przez Panią duńska insulina Levemir należy do tej samej grupy insulin długodziałających co zaordynowany 08.07.2008 przez prof Lechowskiego Lantus -więc konsultacja byla chyba jednak skuteczna.
Na koniec chciałbym jeszcze nawiązać do dramatycznego opisu eutanazji.Sprawdziłem w karcie -kotu zostały podane najpierw Sededorm (detomidyna) z Bioketanem (ketamina) -środki stosowane do premedykacji -zainteresowanych odsyłam do podręcznika farmakologii- można tam sobie przeczytać jak się mają do Pavulonu.Potem podano Morbital -czyli stężony barbituran.Jest to "klasyczny" zestaw do eutanazji stosowany we wszystkich lecznicach.Większość zwierzaków po prostu spokojnie zasypia -niemniej ketamina może dawać skutki uboczne pod postacią pobudzeń,drgawek etc.Na szczęście zdarza się to sporadycznie i nie zmniejsza jej działania neuroleptycznego -t.z.n zwierzę nie jest świadome tego co się z nim dzieje.
Tyle jeśli chodzi o niewyleczone koty ,cukrzycową ignorancję i -delikatnie mówiąc -mijanie się z prawdą w szczegółach.Pozdrawiam serdecznie ! P.N.
Joanna
12:29:12 - 08 września 2011 #
Nigdy więcej moja stopa tam nie postanie.
Zgadzam się z tym ,że to umieralnia ,że lekarze i personel w większośc są ludzmi pozbawionymi empatii. Przy nas uśpiono kota z uszkodzoną rogówką ,bo"był za dziki na leczenie" (pani ,która go przywiozła nie miała kasy , bardzo płakała,trzeba było ja uspokajać). Po tym wszystkim usłyszałam jeszcze glosy smiejącego się personelu i komentarze"ale akcja".
Nas lekarz naciągnąl na niepotrzebne koszty.
Kot dostał kroplówkę,że niby jest odwodniony-nie był,sprawdzaliśmy dziąsła itp.
Na tekst ,czy możemy mu w domu podac leki przeciwbólowe ,"dobry"pan doktor i personel az się oburzyli i powiedzieli"my wam DAMY,trzymajcie sobie zapasy dla siebie".Po czym na rachunku podliczyli nas za DANE leki.
Zasugerowano badanie na miastenie gravis ,podaczas ,kiedy dwóch innych neurologów zdecydowało ,że to tylko strata pieniędzy ,bo kot nie ma objawów(ale co tam-badanie to "tylko"115zl).
Zrobiono rówiez naszemu kotu badania krwi na tarczyce ,które miał robione dzień wczesniej.Po prostu lekarz oglądając jego kartę nie zauwazyl ,że badnaia były robione dzień wcześnie ,badż nie chciał zauważyć...
Masakra ,wyszliśmy z lecznicy zniesmaczeni,kot przerażnony przy tych ludziach.
Mimo ,że jest spokojnym zwierzęciem ,panie pomocnice od razu ,jak go wzieły na stól to rzuciły się go trzymać za kark ,jakby byl jakims dzikim kocurem a nie trzęsaca się ze strachu kupka nieszczęscia.
A ,jeszcze podczas padania naszego kota ,słychać bylo ,jak pracownica szpitla wydziera się na jakiegos psa ze szpitala.
Błagam ,nie chodzcie tam ze zwierzetami!!!!
Franek
01:54:40 - 10 września 2011 #
A ja mogę powiedzieć, że u pani Joanny śmierdzi w domu i słyszałem jak bije swoje dzieci...
Matko błagam, przecież Ci ludzie pokończyli trudne studia i pracują w tym zawodzie z powołania wcale nie za takie OGROMNE pieniądze, a myślę, że spokojnie mogliby skończyć marketing i zarządzanie, czy jakieś inne studia i wieść spokojne, bezstresowe życie i nikt by ich nie wyzywał od morderców i konowałów. Ale ten kto chce dopatrzeć się gdzieś podstępu, zła i układu dopatrzy się tam, bo taki jest nasz naród nic nie jest naszą winą, zawsze to inni mają lepiej i dlatego napewno mnie oszukują i okradają.
A nieszczęście internetu polega na tym, że każdy może napisać co chce i o kim chce bez żadnych konsekwencji, nawet ja.
A ja byłem kiedyś klientem tej kliniki i jestem zadowolony z ich usług.
Urszula M.
08:17:49 - 10 września 2011 #
Całkowicie zgadzam się z opinią w/w Franka. Nie rozumiem tylko czemu bardzo często ludzie, którzy mają negatywną i oszczerczą opnię, nie mają odwagi podpisać się własnym imieniem. Skoro nie są zadowoleni z opieki, mogą zmienić klinikę. Nie ma obowiązku korzystania z tej placówki będąc ciagle niezadowolonym, wybór w okolicy jest bogaty. Dajmy w końcu lekarzom tam pracującym, zająć się tym, co chcą i robią z takim zaangażowaniem, czyli leczeniem naszych zwierząt, a nie ciagłym odpowiadaniem na anonimowe, lub podpisane fałszywym imieniem, skargi.
Ja jestem bardzo zadowolona z pracy tej kliniki i zdania nie zmieniam.
chirurg
18:13:39 - 13 września 2011 #
nie polecam nikomu kto chce operacji swojego zwierzęcia!
klinika robi wszystko żeby nie doprowadzić do operacji pacjenta! boją się operacji! powody dla których lekarze w tej klinice boją się operacji to:
- wiek zwierzęcia
- to że się nie wybudzi
- choroby serca
- niepokojący objaw krwi
- zmiany w płucach
zamiast ciąć zwierzaka natychmiastowo, lekarze zlecają szereg badań, próbując nie doprowadzić do operacji! jeśli cokolwiek może być pretekstem do odsunięcia, czy też anulowania cięcia, lekarze zwlekają, woląc zabezpieczać się setkami kontroli i badań! jeśli wiesz że idziesz po operację - nie idź do tej kliniki. znajdź od razu dobrego chirurga który bez badań załatwi od ręki sprawę!
Anna
21:39:26 - 14 września 2011 #
człowieku, o czym Ty mówisz?! jak operują bez badań, to źle, bo chcieli wyciągnąć kasę i nie sprawdzili nawet, czy zwierzak nadaje się do operacji. Jak robią badania, to źle, bo je robią i na ich podstawie czasem nie dopuszczają zwierzaka do operacji.. U ludzi nawet głupi zabieg nie może odbyć się bez badania krwi, bo coś może być nie tak, a zwierzęta to co, niby inaczej działają, zawsze idą na operację w idealnym stanie zdrowia? Moja suczka przed operacją tam miała zrobione badania krwi i EKG, w czasie którego okazało się że ma niewielkie zaburzenia pracy serca, co wpłynęło na sposób w jaki ją znieczulano. Jak chcesz dokonać wyjątkowo drogiej eutanazji swojego zwierzaka, to zrób operację w miejscu, gdzie badania dodatkowe są uznawane za ekscentryzm. Powodzenia.
Zygmunt
02:00:00 - 17 września 2011 #
Ty chirurg - jak jesteś taki kozak to tnij swojego zwierzaka, w domu, sam, bez badań, sprzętu, wiedzy i koncepcji- za to szybko i tanio !!!
Może Ciebie też ktoś kiedyś zoperuje według twojego schematu i może Ci się coś powikła......
Rusz tym zgrubieniem na karku i pomyśl jeśli zdołasz,że nawet mechanik przed naprawa auta wykonuje DIAGNOSTYKĘ
Ola
14:25:01 - 20 września 2011 #
W sobotę trafił do szpitala mój kochany piesek Nemo po ugryzieniu przez psa. Interwencja lekarzy była natychmiastowa na pierwszy rzut oka, a co się później stało i jak go traktowali trudno mi powiedzieć ponieważ musieliśmy zostawić naszego pupilka. Przeszedł operację po której lekarze stwierdzili, że powinno być dobrze. Stan był stabilny. W niedziele o godzinie 21 otrzymaliśmy telefon, ze niestety nie udało się uratować Nema, to był dla nas szok. Wcześniej nie znałam tej kliniki, ponieważ mieszkam 100km od Warszawy i to ta klinika była w zasadzie dla nas ostatnią nadzieją, ponieważ w miejscowości w której mieszkam nie ma weterynarza który przyjmuje 24h/d. Dziś pozostała tylko wielka pustka po naszym kochanym piesku :( Po przeczytaniu kilku komentarzy nasuwają mi się myśli- czy na pewno dołożyli wszelkich starań i zajęli się nim profesjonalnie, czy spisali go od razu na śmierć, a nam mydlili oczy mówiąc, że będzie wszystko dobrze aby wyciągnąć od nas pieniądze?!
MK
18:10:23 - 22 września 2011 #
Szanowna pani Olu!
Stan Waszego psa ani przez moment nie był stabilny-został dowieziony w wstrząsie z ranami klatki piersiowej w rozmiarze wykluczającym możliwość skutecznej próby operacyjnego " załatania" rozdartych mięśni międzyżebrowych, o tym jak jest z nim źle informowałem w rozmowie telefonicznej, a rokowania określiłem jako ostrożne- wspólnie zdecydowaliśmy o podjęciu próby leczenia. Po zabiegu pies został wprowadzony w ŚPIĄCZKĘ FARMAKOLOGICZNĄ- co miało na celu zwiększenie jego szans na przeżycie/w przeciwnym razie narażenie na wstrząs bólowy było by zbyt duże, w śpiączce zmniejsza się zapotrzebowanie organizmu na tlen/, miał założony gorset co ograniczało narastanie odmy opłucnowej,był poddany ciągłemu monitoringowi/ oddechy, diureza itd/. Jeśli ma Pani jakieś wątpliwości co do opieki- wystarczy porozmawiać z lekarzem i przeczytać treść karty pacjenta.Co do " wyciągania kasy"-uważam taki wpis za chwyt poniżej pasa- zostaliście Państwo poinformowani o możliwych kosztach zabiegu na klatce piersiowej - za zabieg policzona zostało ok 1/2 ceny.
Kasia L.
00:17:58 - 21 października 2011 #
Do dnia dzisiejszego byłam trzy razy w Klinice Bemowo. W moim odczuciu nie zostałam potraktowana przedmiotowo ani ja , ani tym bardziej moja kotka. Pierwszego dnia trafiłam do dr. Wróblewskiego, który bardzo dokładnie zbadał kotkę oraz szczegółowo wyjaśnił wszelkie moje wątpliwości. W ciągu kolejnych dwóch dni badania przeprowadzała dr Wróblewska, która według mojej oceny stanowi przykład prawdziwego lekarza "z powołania". Kotka przeszła pełna diagnostykę za bardzo rozsądne w moim przekonaniu ceny. Na obecną chwilę, powołując się na kontakt z przywołanymi wyżej lekarzami , jestem zadowolona z usług Kliniki.
Sylwia
21:45:17 - 15 listopada 2011 #
Witam ,
Chciałabym podziękować za opiekę nad kotem Tolą dr.Dąbrowskiej , dr.Zberyt i oczywiście dr. Krajewskiemu. Kociczka skacze , biega i je za dwoje . Dziękujemy :D
Mam nadzieję,że spotkamy się dopiero na szczpieniach :D
Gabi
23:07:17 - 22 listopada 2011 #
Witam,
trochę się naczytałam mądrych i banalnych wypowiedzi.Byłam 2 razy ze swoją perską kotką w tej klinice z problemem z oczami.Pomimo,że codziennie przemywam oczy kotkowi to czasem łapie infekcje i stosuje wtedy antybiotyk.Na moje pytanie to Pana"Brodatego" czym pownnam przemywać oczka i co robić aby kotek nie miał infekcji,a Pan doktor z bezczellnym sarkazmem kazał mi zmienić kota, aż mu się od jego dowcipu zatrzęsła brudna i obleśna broda.Od tej pory nie byłam w klinice, straciłam zaufanie i szacunek do tego człowieka,a tym samym zbrzydził mi całą klinikę choć do tego momentu pomimo wygórowanych cen byłam zadowolona.Mój kotek jest młody kolka lat wiec jeżdziłam tylko na odrobaczanie i szczepienie, na szczęście nie chorował poważnie, bo mam obawy jakbym trafiła na "brodacza"{ to mogłoby być strasznie jak w horrorze.Ze względu na tego niemiłego człowieka, a trafia się dość często nie polecam kliniki.
Ah jeszcze jedno-cizia z recepcji to tak głowę wysoka nosi jakby co najmniej Prezesm była heheheh
Gabi
23:11:20 - 22 listopada 2011 #
jeszcze raz ja- do Pana doktora od "obfitych " wypowiedzi. Człowieku zamiast wypsywać bzdety i robić tylko biznes na biednych ludziach lepiej zacznij uczciwie i z sercem leczyć zwierzaki.
Coś jest na rzeczy z tą kliniką patrząc na te całe forum.
jedrek
17:34:55 - 24 listopada 2011 #
Witam, chciałbym odnieść się do dyskusji toczącej się na forum. Proszę zwrócić uwagę, że do lecznic pełniących 24 h dyżur trafiają często pacjenci w najgorszym stanie i podjęte nawet najbarziej prawidłowe leczenie nie przynosi efektu. Lecznice te z założenia zawsze będą miały brzydko mówiąc gorsze statystyki przeżywalności pacjentów. Co do wywodów na temat powołaia to propunuję wybrać się do prywatnego gabinetu lekarskiego lub stomatologicznego i odwoływać się do sumienia lekarza licząc na ulgowe potraktowanie jeśli chodzi o finanse. Ktoś powie, że istnieje publiczna opieka zdrowotna, fajnie tylko proszę pamiętać, że tak naprawdę to my wszyscy ją finansujemy czy nam się to podoba czy nie, a i tak nie spełnia ona podstawowych stanardów.
Istnieje także druga strona medalu. Jest znaczna część weterynarzy niedouczonych, z wybujałym ego, budzących negatywne emocje. Jak wiadomo złe doświadczenia zawsze silnie zapadają w śwaomość i potrafią nieco zafałszować rzeczywistość. Także moja prośba jest taka, aby wszelkie opinie - te pozytywne i negatywne były zawsze przemyślane.

m.s
19:45:45 - 24 listopada 2011 #
mój pies dostał w nocy alergi nie wiadomo na co?
pojechałam do kliniki zrobiono 2 zastszki w łapę to było 2 dygodnie temu do dziś kuleje!!!
odradzam klinki
P.N.
14:00:35 - 02 grudnia 2011 #
Do "Gabi"
Szanowna Pani !
Używanie epitetów we wpisach świadczy źle raczej o osobie piszącej niż opisywanej.Do epitetów sięga się gdy piszącemu brak rzeczowych argumentów.Co do opisywanej sytuacji -jeśli ktoś chciałby się wczytać w Pani wpis -moje słowa wyrwane z kontekstu i podane w Pani interpretacji -nie są nie tylko dowcipem (wątpliwym) ale są całkowicie pozbawione sensu.Co ma piernik do wiatraka ?
Każdy ma prawo kogoś nie lubić.Sam mam kilka takich osób -ale nie odczuwam potrzeby upubliczniania tego w internecie.Jako właścicielka zwierzaka ma Pani komfort wyboru lecznicy i lekarza -w/g własnego uznania.Dyżurujący lekarz takiej możliwości nie ma -przyjmuje wszystkich pacjentów -niezależnie od tego czy ich właściciele są mili,czyści i trzeźwi czy wręcz przeciwnie.Zastanawia mnie intensywność negatywnych emocji zawartych w Pani wpisie -bo przecież nie stan zdrowia kota jest tu przyczyną - o tym nie ma właściwie mowy.Pracuje w tym zawodzie prawie dwadzieścia lat i pierwszy raz zdarza mi się odpowiadać na zarzuty dotyczące nie przebiegu i efektów leczenia a... właściwie czego ? Braku empatii ? Wątpliwego poczucia humoru ? O wpływie emocji na kontakty lekarz-właściciel pacjenta pisałem już na tym forum więc nie będę sie powtarzał.Jeśli uważa Pani to za bzdety -Pani prawo-każdy może mieć własne zdanie.Pozdrawiam ! P.N.
Balewska Anna
16:18:12 - 04 lutego 2012 #
Od wielu lat leczę tam moje zwierzęta psy,koty,był ptak i opinię o lekarzach mam bardzo dobrą.Właściciel kliniki pan Kowalczyk jest mi znany od lat i bardziej oddanego zwierzętom i ich właścicielom człowieka to ze świecą szukać.Kadrę dobiera fachową ale wiadomo,że zdarzają się różni ludzie.Ja polecam małżeństwo p.Wróblewskich,p.Nowickiego,p.Dąbrowską ,p.Rajćę,p.Zberyt,która przez wiele lat przyjeżdżała do pracy ze swoją sunią.Jest tam wielu wspaniałych lekarzy.
